Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Znaczące gesty bez przełomu

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

R ozpoczęte w piątek obchody 80. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu w swej formie były imponujące. Po stronie polskiej. Zbliżenie stanowisk Kościołów nawiązywało do orędzia biskupów polskich do niemieckich z 196 5 r .: „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. Wcześniej niemieccy chrześcijanie pielgrzymowali do miejsc zbrodni, a w 196 1 r . w tzw. memorandum z Tybingi Kościół ewangelicki wezwał do zaprzestania prób rewizji granicy na Odrze i Nysie. 1 października 196 5 r . Kościół ewangelicki wydał tzw. memorandum wschodnie. Zaapelował w nim o pojednanie i uznanie granicy. Działo się to w piku zimnej wojny i pod koniec soboru watykańskiego II. Do tego modelu pojednania miały nawiązywać wydarzenia rocznicowe w Łucku.

W tym sensie nie sposób nie docenić wysiłków polskich duchownych. Szczególnie słów abp. Gądeckiego, który wprost mówił o Wołyniu jako ludobójstwie. Gorzej było już z politykami, którzy poruszali się w ramach wytartego paradygmatu. Andrzej Duda razem z Wołodymyrem Zełenskim w Łucku nie wprowadzili nowej jakości do procesu pojednania. Politycy szli śladem Aleksandra Kwaśniewskiego i Łeonida Kuczmy oraz Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenki oraz Bronisława Komorowskiego i Petra Poroszenki. Nie przekroczyli spodziewanej granicy bólu dla Ukraińców. Czyli nie przyznali, że doszło do ludobójstwa, i nie zaprzeczyli fałszywej symetrii, którą od lat do debaty wołyńskiej wprowadza strona ukraińska (była wojna, były zbrodnie – po obydwu stronach).

Potwierdza to ustalony przez obie strony i brzmiący identycznie wpis Andrzeja Dudy i Wołodymyra Zełenskiego po uroczystościach w Łucku. „Razem oddajemy hołd wszystkim niewinnym ofiarom Wołynia! Pamięć nas łączy! Razem jesteśmy silniejsi”. To potwierdzenie, że po stronie polskiej ważniejszy jest „priorytet wojenny”, a nie asertywna polityka historyczna. Nie ma przy tym ani słowa o sprawcach i o kategorii czynu. Czyli 0 ludobójstwie właśnie. Prezydencki minister Marcin Przydacz napisał o „ofiarach Wołynia”. Nie sprecyzował jednak: czego? Wydarzeń, wypadków, przypadków, powodzi, pożaru czy ludobójstwa? Trudno zrozumieć, dlaczego strona polska nie wyjmuje tego tematu poza kwestie bezpieczeństwa i nie traktuje jej tak, jak robi to Ukraina. Czyli według własnych kryteriów. Z pewnością istniała obawa, że Wołodymyr Zełenski, który miał wszystkie karty w ręku, odwoła Łuck (np. z powodu ważnych spotkań w Chersoniu lub pod Orichiwem na Zaporożu – trwa wojna, prawda) albo odwoła planowaną wizytę szefa parlamentu Rusłana Stefanczuka w Warszawie i tym samym skompromituje polskiego prezydenta. Wówczas zostałyby jedynie obchody po polskiej stronie i nikogo nie dałoby się przekonać, że mamy do czynienia z „przełomem”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.