Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Wybory miną, niechęć pozostanie

19 września 2023
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

A fera wizowa, która na miesiąc przed wyborami dość niespodziewanie stała się tematem numer jeden kampanii, to tylko element większej całości. Na świecie istnieją różne modele polityki migracyjnej, które można przedstawić na osi między całkowitym otwarciem granic a zabarykadowaniem się w oblężonej twierdzy. Prawo i Sprawiedliwość wybrało najgorsze elementy obu tych modeli. W dodatku bez planu, ponieważ osiem lat to – jak się okazało – za mało, by rząd przyjął założenia polityki migracyjnej dla kraju, który od lat wydaje najwięcej zezwoleń na pobyt w Unii Europejskiej. To galopująca nieodpowiedzialność, za którą Polska może płacić przez dekady.

Nie oznacza to, że takie zręby nie powstawały. Powstawały, tyle że były odrzucane na wstępnym etapie – a to za zbyt liberalne propozycje (za które zresztą stanowiskiem zapłacił wiceminister spraw wewnętrznych Paweł Chorąży, bo trzeba było znaleźć kozła ofiarnego i uspokoić tzw. żelazny elektorat), a to za zbytni zwrot w stronę postulatów Konfederacji. W efekcie jako państwo ciągle nie wiemy, kogo chcemy ściągać i na jakich zasadach. Ukraińcy uciekają przed wojną, Białorusini – przed represjami i pełzającą zapaścią gospodarczą. Obie nacje znajdują u nas najbardziej liberalne dla nich przepisy legalizacyjne w Europie. Emigrantów z dalszych regionów świata ściągają wielkie firmy. Bywa, że jak Orlen umieszczają ich tysiącami w miasteczkach kontenerowych. Polska nie wie, w jaki sposób gości integrować, kto ma ich uczyć polskiego, gdzie i jak mają się uczyć ich dzieci. Czego od nich chcemy: osiedlania się na stałe i zakładania rodzin czy wykonania kontraktu i powrotu do siebie. Nie wiemy, komu ułatwiać przyjazd, a komu nie. Na dokładkę okazało się, że wizę do Polski można było sobie po prostu kupić, korzystając z kramiku im. Piotra Wawrzyka. Swoją drogą ciekawe, co o tym wszystkim myślą mundurowi pilnujący granicy z Białorusią, którym władze dały wolną rękę i zorganizowały dla ich wygody na Podlasiu trwający do dziś stan wyjątkowy bez stanu wyjątkowego.

Spośród tych, którzy kupili sobie transfer do UE, jednych serdecznie witaliśmy, a drugich, którzy zapłacili pośrednikom pracującym dla Alaksandra Łukaszenki, wypychaliśmy z powrotem na białoruskie bagna, dając pożywkę dla trwającej od dwóch lat kampanii, w której reżim w Mińsku wytyka Polsce hipokryzję i kontruje zachodnie zarzuty o łamanie praw człowieka obłudnym argumentem, „że przecież oni też”. PiS, stając w obliczu konfliktu wartości między bezpieczeństwem a przestrzeganiem prawa międzynarodowego, postąpił po pisowsku, argumenty prawne postanowił zignorować i pójść pełną parą na coś, co w nauce nazywa się sekurytyzacją dyskursu, a w ramach publicystycznej umowności możemy nazwać szantażem moralnym, bo „murem za mundurem”, a kto ma wątpliwości, ten łukaszysta-putinista. Co charakterystyczne, PiS otrzymał w tej sprawie nieprzesadnie upubliczniane, ale wyraźne wsparcie Komisji Europejskiej, która pryncypialnie stoi na straży praworządności, chyba że interes polityczny dyktuje co innego. I nie, alternatywą nie jest zburzenie muru na granicy i szerokie otwarcie drzwi do Unii dla każdego chętnego. Świat bywa nieco bardziej zniuansowany.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.