Będzie tak samo. Albo lepiej
W s zystko wskazuje na to, że o ile nie zdarzy się nic nieoczekiwanego, PiS wygra kolejne wybory parlamentarne i będzie rządził do 202 3 r . Wyobraźmy sobie jednak scenariusz, w którym PiS przegrywa minimalnie. Albo zdobywa prawie połowę miejsc w Sejmie. Ale nie mogąc znaleźć koalicjantów, przechodzi do opozycji.
Władzę obejmuje Koalicja Obywatelska, czyli PO z pozostałościami Nowoczesnej i wsparciem mniejszych partii. Taki układ rządzący oznacza z całą pewnością niestabilność i wewnętrzną walkę o konfitury. Każda afera trafi do mediów nawet nie dzięki ludziom PiS u władzy, tylko dzięki samym koalicjantom, którzy rzucą się sobie do gardeł, nim jeszcze zdążą zwolnić sekretarki „odziedziczone” po PiS.
Ważniejsze pytanie brzmi jednak, jaki program będzie realizowany i kto konkretnie obejmie władzę. W PO nowych twarzy jak nie było, tak nie ma. PO jest tak samo intelektualnie wyjałowiona jak była za czasów Ewy Kopacz. Nie ma dziś ani technokratycznej, umiarkowanej twarzy Tomasza Siemoniaka, ani inteligenckiego oblicza dawnych działaczy Unii Demokratycznej czy Unii Wolności. Jeśli PO dojdzie do władzy, nie stanie się to za sprawą zupełnie pozbawionego charyzmy Grzegorza Schetyny, tylko raczej dzięki błędom PiS.
Po dojściu do władzy PO przeprowadzić ma tzw. depisizację państwa. Z pewnością są miejsca i urzędy, w których taki proces musi zostać przeprowadzony. Problem polega na tym, że w chwili, gdy władzę objęło PiS, w wielu miejscach najlepiej mieli się konformiści, którzy nagle odkryli w sobie jakoś dziwnie skrywaną za czasów PO słabość do prawicy. Zapewne po utracie władzy przez PiS ci sami ludzie będą chcieli dokonać analogicznego manewru, ale w drugą stronę.
Starania widać już dzisiaj, np. wśród ludzi zajmujących się polityką zagraniczną. W MSZ mnóstwo jest świetnych dyplomatów, którzy tylko dlatego, że pełnili wysokie – ale nie polityczne, lecz urzędnicze – funkcje za czasów PO, zostali zepchnięci na boczny tor. Własnych kadr PiS dużo nie miał. Jednak zamiast wyszukiwać ludzi utalentowanych, zaczął promować tych, którzy ogłosili się ofiarami czasu PO. Ofiarą okazał się wieloletni ambasador znany – tak za czasów PO, jak i PiS – z pisania donosów. Wiernymi pisowcami w polityce wschodniej okazali się twórcy resetu polsko-rosyjskiego, który PiS określał jako zdradę interesów RP. Co ciekawe, zmiana barw nikomu nie zaszkodziła. Nie dalej niż dwa miesiące temu o jednym z najbardziej giętkich ekspertów usłyszałem równocześnie zarówno od polityka PiS, jak i polityka opozycji określenie „nasz człowiek”.
Przepis na bycie „naszym człowiekiem” jest skądinąd bardzo prosty. Należy mówić co innego władzy, a co innego opozycji. „Mówić”, a nie „pisać”. Należy organizować panele dyskusyjne, ale samemu dyskutować niewiele, a jeśli już, to mieć mądry wyraz twarzy i teoretyzować, niczego konkretnego nie mówiąc. Nie wolno bowiem wyrażać żadnych poglądów. Należy oprócz tego budować dwór, a swym podwładnym uniemożliwiać np. kariery naukowe, które by ich uniezależniały.
Niestety wszystko to, co pozwala być „swoim człowiekiem”, państwu nie pozwala prowadzić skutecznej polityki. Bo ta jest możliwa, jeśli doradcy doradzają, a nie gdy doradzania unikają. W efekcie nie będzie więc mądrzej, a jedynie inaczej głupio. PO może przeprowadzić „depisizację”. Tak jak PiS mógł przeprowadzić „deplatformizację”. Ale istoty systemu to nie zmieniło i nie zmieni. Rządy PO będą ślepe, głuche i nieskuteczne. Tak jak w polityce zagranicznej PiS cieszy się symbolami bez znaczenia, tak nowe władze zadowolą się lepszym „klimatem” relacji z Zachodem.
Prorządowa telewizja nie dostanie się w ręce ludzi umiarkowanych, lecz propagandystów i głosić będzie sukcesy. Zapewne będzie to mniej nachalne, ale zasadniczej zmiany nie będzie i wyborcy PiS wrócą do mediów prawicowych (nawet jeśli dziś mają ich już dość).
Gospodarka zapewne w przyszłym roku wejdzie w okres stagnacji i nowa władza będzie miała pokusę, by zrezygnować z programów socjalnych PiS. Pewnie nie będzie miała odwagi, by zlikwidować 500+, więc niechybnie znajdzie się pod ostrzałem propagandowym celebrytów będących przeciwnikami PiS, którzy z jakiejś nieznanej i wymagającej raczej analizy psychoterapeuty, a nie politologa przyczyny będą nawoływać do zamykania tychże programów, gdyż, jak wiadomo, ludzie pieniądze „przepijają” bądź też ich efektem jest „hołota na wydmach”. Z każdą taką wypowiedzią rosnąć będzie popularność PiS.
Reformy sądownictwa zostaną odwrócone, przy czym – nawet będąc wobec tego, co robi PiS z wymiarem sprawiedliwości, bardzo krytycznym – trudno nie zauważyć, że z polskim sądownictwem przez lata nie działo się dobrze, a afery w środowisku sędziowskim były zamiatane pod dywan. Tak będzie się znów działo, tyle że ze zdwojoną siłą, bo arogancja PiS zdusiła w zarodku rachityczne skądinąd przejawy refleksji środowiska sędziowskiego.
W Warszawie afera reprywatyzacyjna zostanie wyciszona. Skoro bowiem nawet w szczycie popularności PiS PO nie jest w stanie przyznać, że doszło do bandyckiej, mafijnej reprywatyzacji, to tym bardziej nie zrobi tego, gdy sama będzie u władzy. Wszystko to spowoduje, że jeśli nawet PiS przegra wybory w 2019 r., to wygra kolejne w 2023 r. I tak jak obecny PiS jest wersją „turbo” tego z lat 2005–2007, tak ten z 2023 r. będzie wersją jeszcze bardziej radykalną w stosunku do obecnej.
A skoro tak, to, cytując słynną frazę z filmu „Psy”, „będzie tak samo. Albo lepiej”. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu