Zmiany ustawowe usankcjonują zatrudnienie niepracownicze
Dr Tomasz Lasocki: Już dziś liczne osoby są wypychane na działalność gospodarczą po to, by ich realny pracodawca mógł obniżyć sobie koszty. Po wejściu w życie ustawy o małym ZUS-ie zjawisko to przybierze na sile na nieznaną dotychczas skalę
Ustawa wprowadzająca mały ZUS to dobre rozwiązanie?
Wiele rozwiązań proponowanych w ostatnim okresie, nakierowanych na doraźne korzyści większości, mogło być uznanych za populistyczne. Tym razem pod nośnym hasłem obniżania obciążeń dla drobnych przedsiębiorców wprowadzana jest ustawa, z której skorzystają nie ci, którzy skorzystać w założeniu ustawodawcy mają, a zapłacą za nią wszyscy. Jej szkodliwość polega zatem na błędach logicznych i matematycznych.
Jak to? Nie skorzystają mali przedsiębiorcy?
Na pewno nie ci, o których myślimy w pierwszej kolejności, gdy słyszymy o małym przedsiębiorcy. Ustawa posługuje się przecież kategorią przychodu. Tak więc nie obejmie wszystkich tych, którzy przy obrotach powyżej pięciu tysięcy miesięcznie mają spore koszty. Niestety, właściciele małych sklepów najczęściej przekroczą wskazany w ustawie przychód, mniej zyska również lokalny szewc czy kowal, którzy muszą kupować akcesoria do wykonywania pracy. Najczęściej skorzystają posiadający jednego partnera biznesowego, który w dodatku zapewnia im sprzęt do pracy. Brzmi jak zatrudnienie? Nieprzypadkowo.
Ale zyskają ci, którzy opierają swój biznes na swojej własnej pracy.
Ano właśnie. I to jest kłopot. W Polsce mamy bardzo wielu przedsiębiorców. Sęk w tym, że część z nich to osoby, które wolałyby pracować na etacie lub wykonywać zlecenie. Są wypychane na działalność, by ich realny pracodawca mógł obniżyć sobie koszty. Po wejściu w życie ustawy o małym ZUS-ie zjawisko to przybierze na sile na nieznaną dotychczas skalę. Dziś wychodzenie na działalność zaczyna się opłacać już od kwoty ok. 3000 zł brutto. Po wprowadzeniu zmian kontrakt B2B praktycznie w każdym momencie będzie bardziej opłacalny dla pracodawcy niż umowa o pracę i zlecenie, ponieważ wskazana granica obniży się do ok. 1250 zł zarobków brutto. Przy minimalnym wynagrodzeniu oszczędzi się ok. 220 zł miesięcznie, a 3000 zł brutto, przy których obecnie zysk z takiej operacji jest zerowy, da oszczędność rzędu 440 zł na miesiąc. W wyliczeniach nie uwzględniłem PIT, którego konstrukcja jeszcze bardziej skłania do wychodzenia na działalność. Obecnie samozatrudnienie staje się korzystne dla ok. 45 proc. zatrudnionych, a po zmianach etat stanie się droższym rozwiązaniem dla zatrudniających 90 proc. pracowników. W toku konsultacji społecznych uspokajano związki zawodowe, że ustawa zawiera mechanizmy chroniące przed tym procederem, jednak są one iluzoryczne. Jeśli więc ukrytym celem ustawodawcy jest to, żeby nowe regulacje spowodowały przejście wielkiej liczby zatrudnionych na własną działalność gospodarczą, to zamiar ten osiągnie. Ale nie ma to nic wspólnego z pobudzaniem dobrze pojmowanej przedsiębiorczości.
A jak mały ZUS odbije się na kondycji Funduszu Ubezpieczeń Społecznych?
Znacznie. Ustawodawca wykonuje od kilku lat wiele ruchów, które podkopują fundamenty systemu ubezpieczeń społecznych. Z jednej bowiem strony obniżamy wiek emerytalny, sprawiając, że koszt minimalnych świadczeń wzrasta niebotycznie, a system dużo wcześniej przestaje otrzymywać składki. Z drugiej wprowadzamy nieprzemyślane ulgi, które zdaniem projektodawcy prawie nie generują kosztów, podczas gdy w rzeczywistości oznaczają konieczność znalezienia miliardów złotych. A tak się nie da. To życie na kredyt, którego jeszcze dziś nie widzimy, bo raty urosną dopiero za kilkanaście lat. Szczerze mówiąc, opieramy się na tym, że nasze dzieci będą pracować i nam zapewnią godną starość. Oczywiście, system ubezpieczeń społecznych zakłada solidarność międzypokoleniową. Jednak ona musi działać w obie strony. Jeśli my dziś na barki naszych dzieci zrzucimy za dużo, nie dziwmy się, że za 20 lat usłyszymy „my wyjeżdżamy za granicę, radźcie sobie sami”, co przećwiczyliśmy w latach 80. minionego stulecia. Trzeba powiedzieć otwarcie, że za stan systemu odpowiada nie zły trend demograficzny, który dopiero będzie odczuwalny na rynku pracy, a złe decyzje.
W uzasadnieniu projektu ustawy o małym ZUS-ie popełniono wiele błędów. Po pierwsze, nieprawdziwy jest argument, że skoro obniży się wysokość składek dla części przedsiębiorców, to proporcjonalnie obniży się również wysokość ich przyszłych świadczeń. Nie wiadomo dlaczego rząd zapomniał o gwarantowanej wysokości rent inwalidzkich, rodzinnych, wypadkowych, a także odszkodowań za wypadek przy pracy czy emerytur minimalnych, do których państwo będzie musiało dopłacić. A gdy ktoś będzie płacił niższe składki, dopłata będzie musiała być wyższa.
Fatalnie też skonstruowano ocenę skutków regulacji. Projektodawca wskazał, że w ciągu 10 lat ubytek składek do FUS wyniesie 5,7 mld zł i wydarzy się cud, ponieważ ten ubytek nie przyniesie negatywnych konsekwencji finansowych. Ale przecież w związku z deficytem funduszu, co roku trzeba będzie z budżetu państwa dopłacać, pokrywając ten niedobór. Jeśli więc wpłaty ze składek obniżą się o 5,7 mld zł, to te brakujące 5,7 mld zł będzie trzeba gdzieś znaleźć. Do tego trzeba doliczyć o wiele większy ubytek związany z zastępowaniem tradycyjnego zatrudnienia prowadzeniem działalności. Będzie za to wątpliwy sukces wykwitu rzekomej przedsiębiorczości, związany jednak ze wzrostem niestabilności zatrudnienia, a to wpłynie negatywnie na demografię. Miało być szybko, dobrze i tanio, ale będzie źle i drogo – ale wciąż szybko.
Część przedsiębiorców zastanawia się, czy zasadne jest wykluczenie z prawa do niższej składki osób rozliczających się kartą podatkową.
Akurat przy karcie podatkowej nie są ewidencjonowane przychody, więc byłaby trudność z wyliczeniem, czy ktoś spełnia warunki, czy nie. Przy tak dobranym kryterium teoretycznie trudno jest mieć zastrzeżenia. Jednak karta podatkowa jest adresowana właśnie do najmniejszych przedsiębiorców działających na skalę lokalną, najczęściej w usługach. Zatem komu, jeżeli nie im, należałoby przyznać tego typu ulgę? Nie jest również jasne, dlaczego z obniżenia składek nie mogą skorzystać np. twórcy i artyści. W toku prac nad projektem Rządowe Centrum Legislacji wskazywało, że stanowi to naruszenie zasady równości.
Odnoszę wrażenie, że jest pan przeciwny tworzeniu systemu ulg dla przedsiębiorców.
Wręcz przeciwnie. Jednak przedsiębiorcą jest dla mnie osoba ponosząca rzeczywiste ryzyko działania na rynku, a nie ktoś, kogo biznes nie różni się od zwykłego zatrudnienia. Dopóki nie zadamy sobie trudu takiego rozróżnienia osób prowadzących działalność, dopóty większość działań ustawodawcy będzie źle adresowana. Podpowiem politykom. Założenie działalności zajmuje nie więcej czasu niż udzielenie tego wywiadu, ale dopiero stałe zatrudnienie kogoś w moich oczach staje się istotnym osiągnięciem. Dlaczego zatem przedsiębiorca zatrudniający pierwszego pracownika jest identycznie obciążony daninami, jak przedsiębiorca zatrudniający tysięcznego? Wspieranie przedsiębiorczości to świetna polityka, ale jak każda – musi być prowadzona mądrze. Obawiam się, że na wprowadzanej ustawie skorzystają najbardziej spryciarze, których model biznesowy opiera się na dumpingu socjalnym polegającym na unikaniu zatrudnienia w jego podstawowych formach.
W Polsce prowadzący działalność stanowią 20 proc. wszystkich pracujących, podczas gdy w Niemczech, we Francji czy w Skandynawii ten odsetek prawie nie przekracza połowy tej wartości. Bardziej przedsiębiorczy w Unii są tylko Włosi i Grecy. Chociaż nasze statystyki zaburza duża liczba rolników indywidualnych, to w tej liczbie znaczny udział ma również przedsiębiorczość wymuszona – choćby wysyłaniem na samozatrudnienie przez pracodawców. Złym rozwiązaniem wydaje mi się utrwalanie takiej sytuacji. Budowanie przedsiębiorczości nie może opierać się jedynie na tej statystyce. Nie będziemy innowacyjni, gdy u nas przedsiębiorcami będą panowie sprzątający lub panie ochroniarki.
©℗
fot. Jakub Woźniak/Materiały prasowe
dr Tomasz Lasocki Katedra Prawa Ubezpieczeń Uniwersytetu Warszawskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu