Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Pokaż mi, ile masz pieniędzy, a powiem ci, gdzie kandydujesz

Limity wydatków są dzielone na regiony, a o podziale na kandydatów partie decydują, jak chcą
Limity wydatków są dzielone na regiony, a o podziale na kandydatów partie decydują, jak chcąfot. Rafał Guz/PAP
24 kwietnia 2024
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

9 czerwca wybierzemy 53 naszych przedstawicieli w Brukseli. W porównaniu z polskimi wyborami parlamentarnymi, a już szczególnie z wyborami do rad miast, gmin i powiatów, to niewielka liczba. Ale to wcale nie znaczy, że skoro europarlamentarzystów mamy mniej, to ich kampania będzie tańsza. Tu bez zaskoczeń – wszyscy za nią zapłacimy.

5df3adbd-acf2-4e6f-9160-36f854726ec1-38168689.jpg

Limity wydatków na kampanię dla każdej partii wystawiającej swoje listy są takie same. Państwowa Komisja Wyborcza ustaliła je na 80 gr za każdego obywatela, który może zagłosować. W tym wypadku uprawnionych do głosowania jest ponad 29,5 mln Polaków, co daje kwotę ponad 23,6 mln zł. Tyle każdy z komitetów może wykorzystać. Przepisy dopuszczają też możliwość waloryzacji tej kwoty z uwagi na rosnące koszty choćby utrzymania biur. Gdyby do tego doszło, owe 80 gr można powiększyć o pięć, co dałoby w sumie ponad 25 mln na partię w wyborach do europarlamentu. Kiedy pytam w PiS i w PO, ile zamierzają wykorzystać – choć liczę się z tym, że wszystko – to znikąd nie słyszę takiej odpowiedzi. W PiS mówią, że decyzja jeszcze nie zapadła, więc nie ma co gadać. W Platformie, że nie wiadomo, ale kampania będzie droga, bo droga być musi, skoro w grę wchodzi polityczna ambicja. Jeden z najważniejszych polityków PO mówi mi nawet, że wybory do europarlamentu nie mogą się skończyć porażką, skoro najpierw rozdmuchane oczekiwania co do przejmowania sejmików wojewódzkich spotkały się z chłodem wyniku wyborczego, a teraz trzeba utrzeć nosa lewicy. Ta – tu cytat – „rozpycha się w Sejmie”, domagając się wielu stanowisk, choćby w sejmowych komisjach. Deklaracja pełnego finansowego zaangażowania partii więc jest. Ale – uwaga – nie cieszy tych, którzy startują. – Będziemy musieli centrali oddać dużo więcej pieniędzy niż dotychczas – martwi się już jeden z polityków PO. Chodzi o to, że partie dzielą swoje limity na regiony, ale od poszczególnych kandydatów domagają się wpłaty na kampanię prowadzoną z Warszawy. – Kiedyś to było 10 proc., ale teraz spodziewamy się, że będą chcieli 20 proc. albo nawet więcej, bo chodzi o udowodnienie, że wygrywamy – mówi mój rozmówca. Podobnie jest w PiS. – Partia jest biedna po tym maratonie wyborczym i trzeba się liczyć z większymi oczekiwaniami centrali – przyznaje jeden z przyszłych kandydatów.

Jeśli ktoś spodziewałby się od demokratycznych partii równościowego podziału limitów na poszczególnych kandydatów, może się zdziwić. – Komitet wyborczy dzieli je, jak chce. Jak byłem jedynką, miałem 100 tys. zł. A osoba piąta na liście miała zaledwie 2 tys. – mówi polityk rządzącej koalicji. Czy muszę dodawać, że 98 tys. zł różnicy w budżecie przekłada się na sukces wyborczy?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.