Plusy dodatnie i plusy ujemne
Nie jest łatwo oddzielić słusznego wyborcę od niesłusznego – choć tak bardzo by się chciało... Roman Dmowski w 1928 r. zaproponował ordynację wyborczą, w której okręgi wyborcze mają różne punkty w zależności od wartości elektoratu. Co do zasady był demokratą, ale starzejąc się, patrzył na bliźnich z rosnącym zniecierpliwieniem, dochodząc do wniosku: „Jest pewnikiem, że im więcej jest głosujących, tym większą przewagę mają ludzie głupi, politycznie ciemni”.
Od razu pojawia się problem z formalnym rozróżnieniem głupich od niegłupich. Dmowski nie widział zalet w cenzusie wykształcenia ani w majątkowym. Znalazł rozwiązanie: „Chociaż nie można znaleźć słusznego wyrazu prawnego dla różnic między jednostkami, to znalezienie go nie jest trudne, gdy chodzi o różnice między częściami państwa”. Przecież da się policzyć dochód płynący z danego okręgu, proporcję osób z wykształceniem prawniczym, liczbę członków stowarzyszeń obywatelskich etc. W czasach Dmowskiego zdecydowanie gorsze wyniki „swojej wytwórczości” miały województwa wschodnie, zwykle pełne mniejszości narodowych, niechętnych niejako naturalnie partiom narodowym Dmowskiego.
W wielu wystąpieniach Lewicy słychać tęsknotę za tym, byśmy mieli demokrację, ale taką właściwą, dobrą, bez prawicy (no i Hołowni). Cóż lepiej mogłoby jej pomóc niż punkty bonusowe dla okręgów wyborczych o większym dorobku cywilizacyjnym? Za ponadstandardową liczbę działaczek z błyskawicą – punkt. Za działaczy miejskich – punkt. Za wysokie wpłaty na Radio Maryja – punkt ujemny. Rachu-ciachu i po strachu, że wróci PiS.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.