W spółkowym folwarku bez zmian
Z zarządzaniem majątkiem Skarbu Państwa mamy problem od zawsze. Bo od zawsze spółki, w których państwo albo ma większość udziałów, albo tyle, ile wystarczy do posiadania decydującego głosu, stają się łupem politycznym. Konkursy na kierownicze stanowiska są często fikcją i jeśli nawet wygra je człowiek doświadczony, z odpowiednio bogatym CV i bez politycznych pleców, to rozsiadając się już na prezesowskim stołku wie, że aby go utrzymać, musi się układać z politykami. Taki system nawet najlepszych menedżerów prędzej czy później sprowadza do roli wykonawców poleceń tej czy innej partyjnej koterii.
Żadna rada nominacyjna z prawdziwego zdarzenia nigdy nie powstała. W PO służyła de facto do straszenia lokalnych baronów, że spółkowe eldorado w każdej chwili może się skończyć. W PiS taśmowo opiniuje członków rad nadzorczych i raczej stanowi fasadę, a nie fundament dobrego zarządzania. Oczywiście są chlubne wyjątki od reguły obsadzania spółek, która sprowadza się do słynnego TKM, ale nie są one w stanie przykryć dość marnego obrazu, jaki najczęściej wyłania się z nominacji, a później trwania prezesów.
Dlatego wicepremier Jacek Sasin, który będzie kierował nowym Ministerstwem Aktywów Państwowych, postanowił z fikcją skończyć i powiedział, jak jest – i jak będzie. Jego szczerość zasługuje na docenienie, jego słowa już niekoniecznie. Na szczerość ministrowi – wicepremierowi zebrało się w Radiu Zet. Jednak jego słowa należy z języka politycznego przetłumaczyć na język polski, nadać im właściwy sens, ukryty w mniej lub bardziej wyartykułowanych intencjach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.