Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Prezydent Duda postanowił przegrać drugą kadencję

6 listopada 2019
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

R ezygnacja Donalda Tuska ze startu w wyborach nie zwiększa co prawda szans opozycji na pokonanie urzędującego prezydenta, ale jest doskonałą wiadomością z kilku co najmniej powodów.

Po pierwsze były premier jest politykiem, który ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za klęskę liberalnego centrum w wyborach w 2015 r. PiS wygrał nie dzięki wizji, choć tej oczywiście odmówić mu nie można, ale dzięki bylejakości i intelektualnemu wyjałowieniu Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk wygrywał wcześniejsze wybory bez wizji. Zapominając, że coś takiego możliwe jest tylko raz na jakiś czas. Brak wizji i ostentacyjne okazywanie dumy z politycznej nijakości było dobrym przepisem na zdobycie władzy, gdy Polacy chcieli przysłowiowego „świętego spokoju”. Problem polega w tym, że ambicje wyborców na dłuższą metę nie sprowadzały się wyłącznie do „ciepłej wody w kranie”.

Donaldowi Tuskowi nie można oczywiście odmówić zasług, ale równocześnie trudno nie skonstatować, że nigdy nie dał żadnych przesłanek, aby nazwać go mężem stanu. Tymczasem Polski na polityków, którzy potrafią jedynie trafnie odczytywać sondaże, nie stać. Działanie w myśl zasady „Nie róbmy polityki. Budujmy Orliki” doprowadziło do tego, że formacja polityczno-intelektualna, która zdominowała ćwierćwiecze po Okrągłym Stole, jest dziś tak intelektualnie wyjałowiona, że z trudem można sobie przypomnieć, z jakim hasłem, poza rzecz jasna odsunięciem PiS od władzy, Platforma Obywatelska w ogóle poszła do ostatnich wyborów. PO miała nawiązywać do spuścizny – kolejno – Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Jeśli przyjrzeć się postaciom, które tworzyły odpowiednio UD i UW i porównać ich potencjał intelektualny z tym, którym dysponuje dziś PO, można jedynie bezradnie rozłożyć ręce. Nie zawsze tak jednak było. Tyle że interes polityczny Donalda Tuska polegał na eliminowaniu każdego, kto choć odrobinę mu zagrażał. W efekcie Tusk na prezydenta namaścił Bronisława Komorowskiego, którego przegrana w wyborach będzie przedmiotem studiów politologicznych przez kilka dekad. A gdy udawał się do Brukseli, premierem uczynił Ewę Kopacz, której do formatu – by wymienić kilku ludzi, z którymi Donald Tusk współdziałał – np. Bronisława Geremka, Tadeusza Mazowieckiego, Andrzeja Olechowskiego czy też Macieja Płażyńskiego nieco jednak brakuje.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.