Marszałek nie dla idiotów
G dyby nie to, że wchodzimy w okres krótkiej kampanii wyborczej, Marek Kuchciński zapewne wciąż byłby marszałkiem. Dalej dumnie kroczyłby zamkniętymi korytarzami sejmowymi, otaczał szczelnym kordonem straży marszałkowskiej i nakładał kolejne kary na posła Nitrasa. A przede wszystkim wciąż latałby na Podkarpacie i przy okazji podwoził partyjnych kolegów.
Marek Kuchciński miał jednak pecha, bo dziennikarze zaczęli drążyć temat w najmniej korzystnym momencie dla jakiejkolwiek partii. Jak zauważa Marcin Palade, zajmujący się układaniem prognoz wyborczych, po słynnej aferze nagrodowej w rządzie Beaty Szydło odbudowywanie wcześniejszego poziomu poparcia sondażowego zajęło PiS-owi ponad rok. Teraz tyle czasu nie ma, bo wybory już 13 października. Sytuacja może byłaby jeszcze do odkręcenia, gdyby afera Marka Kuchcińskiego pozostała jego aferą. Ale zaczęły wypływać kolejne nazwiska polityków, którzy korzystali z podniebnej taksówki. Afera marszałka zaczęła się przeobrażać w aferę PiS-owskich elit. Co gorsza, partyjne przekazy dnia przestały nadążać za tempem wydarzeń, a politycy PiS zachowywali się jak dzieci we mgle. Nastąpił hurtowy wysyp złotych myśli w stylu: „Przecież nie ugryzłem siedzenia ani nie popsułem samolotu” (europoseł Rzońca) czy „W wyjątkowej sytuacji marszałek Kuchciński żadnemu obywatelowi nie odmówiłby lotu” (poseł Piotrowicz).
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.