Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Wampir bez zaproszenia

12 maja 2019
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W przewidywalnej do bólu propagandzie obozu rządzącego pojawiły się ostatnio dwa nowe elementy. Po pierwsze, strach przed Konfederacją – sojuszem narodowców i skrajnej prawicy z udziałem Grzegorza Brauna, działaczki ruchów chcących całkowitego zakazu aborcji Kai Godek i innych. Po drugie – próby sugerowania, że PiS to tak naprawdę partia obrońców wiary katolickiej. Wszystko powyższe to novum na polskiej scenie politycznej. Nigdy do tej pory partia rządząca nie czuła się zagrożona realnie przez skrajną prawicę, skutecznie zagospodarowując również ten elektorat. Nigdy też do tej pory aż tak jawnie nie sugerowano związków PiS z Kościołem i katolicyzmem. Okazuje się jednak, że w historii wszystko już było. Tyle że skończyło się zupełnie inaczej, niż było to planowane.

Niecałe 20 lat temu Serbią rządził Slobodan Milošević. Z początku, jeszcze w okresie rządów Josipa Broza Tity, wydawał się zdolnym politykiem. Znane były co prawda jego trudny charakter i skłonność do autorytaryzmu, ale nikt nie odmawiał mu wyobraźni, odwagi i charyzmy. W momencie śmierci Tity nikt nie wróżył mu tego, że ledwie dziewięć lat później zostanie prezydentem Socjalistycznej Republiki Serbii (w ramach Jugosławii). Kryzys ekonomiczny, ale przede wszystkim pauperyzacja znacznej części społeczeństwa będąca efektem terapii szokowej, zaaplikowanej jugosłowiańskiej gospodarce w latach 80., oraz nieefektywne zarządzanie i brak charyzmy przywódców Jugosławii spowodowały, że Milošević – w jakimś stopniu niespodziewanie dla samego siebie – przejął władzę.

Gdy objął stery w Belgradzie, rychło okazało się, że traumy z przeszłości (w wypadku Miloševicia – samobójcza śmierć ojca i matki) zaczęły dominować nad jego osobowością. Złe duchy – podejrzliwość i paranoja – wzięły górę. Milošević stawał się coraz bardziej autorytarny, nie słuchał doradców, pozbył się ze swojego otoczenia samodzielnie myślących polityków, a decyzje podejmował, kierując się wyczuciem (którego coraz bardziej mu brakowało), a nie na podstawie wiedzy. Równocześnie coraz bardziej zamykał się w sobie. Co ciekawe, prywatnie był czarującym, miłym człowiekiem. Politycznie narastały w nim jednak złość i pretensja do świata. Co gorsza, okazało się, że po latach walki politycznej Milošević nie wierzy już w nic.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.