Pełna wolność na rynku przewozów oznacza brak standardów i realnej kontroli, a z czasem – monopol i wyższe ceny
Jarosław Iglikowski: Nie sprzeciwiamy się, by zamiast taksometru była aplikacja na smartfona. Jednak jeżeli każdy z prywatnych pośredników będzie miał własną, to nie wiadomo, kto i w jaki sposób miałby sprawować rzetelny nadzór nad nimi
fot. Wojtek Gorski
Jarosław Iglikowski przewodniczący Związku Zawodowego Taksówkarzy „Warszawski Taksówkarz”
Czy projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym jest zły?
Nie, ośmielę się powiedzieć, że jest bardzo zły. Bądź co bądź rząd chce zrealizować niektóre z naszych postulatów, jak np. wprowadzenie licencji dla wszystkich pośredników w przewozie. Problem w tym, że miejscami słuszne idee są realizowane w sposób, który branży taksówkarskiej bardzo zagrozi.
Bardzo zagrozi, czy ją pogrzebie?
Gdyby przyjąć ustawę w proponowanym obecnie brzmieniu, oznaczałoby to zniszczenie polskiej branży taksówkarskiej. Liczę jednak, że nie o to chodzi rządzącym, więc poprawią projekt na sprawiedliwszy. Jakkolwiek wiele osób pyta: „Po co nam taksówkarze?”, to zobaczyliby, po co, dopiero gdyby nas zabrakło. Dostaliby wtedy pełną wolność na rynku przewozu osób, ale niestety bez jakości i bez realnej kontroli, co sprawiłoby, że w pewnej perspektywie czasowej byłoby dla wszystkich znacznie drożej, zwłaszcza gdyby rynek został zdominowany przez jedną lub dwie wielkie zagraniczne korporacje.
Projekt ustawy przewiduje m.in., że nie będzie trzeba mieć taksometru i kasy fiskalnej. Wystarczy aplikacja. To chyba podążanie za nowoczesnością, a nie kłopot?
My nie sprzeciwiamy się temu, by zamiast taksometru mogła być aplikacja na smartfona. Chcemy jedynie, by to była aplikacja stworzona np. przez Ministerstwo Finansów, czyli bezpieczna, gwarantująca uczciwe rejestrowanie przejazdów. A także taka, która uniemożliwi unikanie płacenia podatków w Polsce. Tymczasem w projekcie jest mowa po prostu o aplikacji. Każdy z pośredników będzie miał własną, a nad nimi nie będzie żadnej kontroli. Bo kto i w jaki sposób miałby sprawować rzetelny nadzór nad oprogramowaniem dostarczanym przez prywatną firmę? Nad taksometrami i kasami fiskalnymi zaś kontrola przecież jest. Warto pamiętać, że resort finansów był przeciwny pomysłowi, który ostatecznie przeforsowano. Wygrała wizja ułatwiania biznesu, choćby działo się to kosztem tych, którzy od lat działają uczciwie i rzetelnie odprowadzają podatki.
Projekt przewiduje też wymóg niekaralności dla wszystkich kierowców.
I znowu: co do zasady słusznie, popieramy. Ale gdy spojrzymy w szczegóły – okaże się, że nic się nie zmieni. Wystarczy będzie bowiem złożyć oświadczenie o niekaralności. A co w sytuacji, gdy oświadczenie będzie fałszywe? Oczywiście ktoś powie, że można wówczas – w razie np. wypadku – ścigać tych, którzy złożyli fałszywe oświadczenie. Ale chodzi przecież o zabezpieczenie pasażerów, a nie jedynie o wyciąganie odpowiedzialności po zdarzeniu.
Rząd proponuje łatwiejsze wejście do zawodu taksówkarza, np. likwidację egzaminów z topografii.
I to kolejny fatalny pomysł. To nie jest tak, że my się obawiamy dobrze przygotowanej do zawodu konkurencji. Tylko niech ona będzie dobrze przygotowana. A proponuje się, by taksówkarz mógł nie znać miasta. Niektórzy mówią: „Bo teraz powszechna jest nawigacja”. Jest – to prawda. A zarazem każdy taksówkarz powie, że nawigacja może być pomocą przy wykonywaniu pracy, ale jej nie zastąpi. Po pierwsze: nawigacja często pokazuje najszybszą trasę, ale niekoniecznie najkrótszą. Profesjonalny taksówkarz pyta zaś pasażera, czy chce jechać dłużej i taniej, czy szybciej i drożej. Wybór należy do pasażera. Ktoś, kto nie zna miasta i polega jedynie na nawigacji, takiego wyboru nie będzie w stanie dać. Po drugie: kierowca, który jest wpatrzony w ekran z nawigacją niczym w obraz, stwarza zagrożenie na drodze.
Obawia się pan o los taksówkarzy. Ale rząd zapewnia, że „wyeliminuje działających w szarej strefie, którzy są ciężarem dla taksówkarzy".
Zapewnia, ale ta deklaracja nie znajduje odzwierciedlenia w projekcie. Wolelibyśmy zyskać namacalny dowód na to, że rządzący wezmą się za walkę z szarą strefą. Przygotowany projekt takiej możliwości nie daje, a jego uzasadnienie wręcz potwierdza, że problem jest i pozostanie. Skoro bowiem mamy przepisy, które już teraz są obchodzone, dlaczego mamy przyjmować, że niedoskonale przygotowane nowe prawo również nie będzie obchodzone przez nieuczciwych? ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu