Bezbronni klienci kolei
Pasażerowie, którzy już piąty dzień przeżywają piekło na dworcach, nie mają większych szans w starciu z państwowymi kolejami. Uzyskanie odszkodowania to droga przez mękę.
Ci, którzy padli albo ofiarą zimy na kolei, albo zmieniającego się rozkładu jazdy, mają w zasadzie jedno wyjście: złożyć reklamację. I grzecznie czekać przez 30 dni na jej rozpatrzenie. Rekompensata i tak nie będzie duża: zwrot kosztów biletu, ewentualnie darmowy przejazd daną linią.
Jeśli przewoźnik nie będzie chciał uznać reklamacji, zostaje jeszcze skarga do Urzędu Transportu Kolejowego. Albo pozew zbiorowy. Ale jak mówi "DGP" mecenas Dominik Gałkowski z kancelarii KKG, to raczej wyjście teoretyczne, trudne do zrealizowania w praktyce. Choćby z tego powodu, że co najmniej 10 osób musi wystąpić do przewoźnika z podobnym roszczeniem.
Choć z drugiej strony nie powinno to być trudne - wczoraj tysiące osób koczowało na dworcach w oczekiwaniu na spóźnione o kilka godzin pociągi, a składy odjeżdżały ze złych peronów.
AM
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu