Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nierentowną stację kolejową oddam na preferencyjnych zasadach

28 czerwca 2018

PKP wraz z Ministerstwem Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej zapowiadają wielki program usamorządawiania dworców

Przez długi czas polskie dworce były synonimem brudu i zaniedbania. Pomazane i odrapane ściany, smród i zdewastowane sprzęty to wciąż codzienność wielu z nich. Choć PKP w ciągu ostatnich lat wydały dziesiątki milionów złotych na modernizację 34 obiektów i zapowiedziało jeszcze miliard na remont kolejnych 60 dworców, to i tak na wszystkie pieniędzy nie starczy.

Dlatego Sławomir Nowak, minister transportu, zapowiedział, że resort wspólnie z PKP opracuje program usamorządowienia dworców, dzięki któremu gminy będą mogły przejmować budynki wraz z terenami na preferencyjnych zasadach.

We władaniu PKP ma pozostać tylko kilkadziesiąt strategicznych dworców, które są głównymi węzłami ruchu krajowego i międzynarodowego.

Pociągi zatrzymują się obecnie przy 900 z 2600 dworców, które należą do PKP. Oznacza to, że 1,5 tys. stacji będzie mogło być zagospodarowane całkowicie według uznania gminy, bez konieczności utrzymywania funkcji dworcowych: kas czy poczekalni.

Zgodnie z zapowiedziami Andrzeja Massela, wiceministra transportu odpowiedzialnego za kolej, resort chce teraz wypracować zasady nieodpłatnego przekazania dworców samorządom, tak aby w miastach tworzyć zintegrowane węzły transportowe, co ma się przyczynić do zwiększenia liczby pasażerów transportu kolejowego.

Poznawalnia lub biblioteka

Jednym z takich dworców jest Lubliński Dworzec Północny, o którego przejęcie od kilku lat zabiegają władze tego miasta. - Wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Pedagogów i Animatorów Klauza planujemy w tym miejscu stworzyć Centrum Naukowe Poznawalnia - mówi Beata Krzyżanowska z urzędu miasta w Lublinie. Ośrodek miałby działać na wzór takich instytucji jak cieszące się ogromnym zainteresowaniem stołeczne Centrum Nauki Kopernik. - Mamy nadzieję, że po zapowiedzi ministerstwa coś się w tej sprawie ruszy - dodaje rzeczniczka.

Tak jak np. w Kwidzyniu, który jako pierwszy w Polsce przejął dworzec na preferencyjnych zasadach. Miasto zapłaciło PKP 203 tys. zł, czyli ok. 10 proc. wartości obiektu. Według szacunków jego modernizacja pochłonie od 4 do 6 mln zł. Po jej zakończeniu do budynku przeniesie się tamtejsza biblioteka i najprawdopodobniej straż miejska.

Przesiadki i zakupy

Władze Zakopanego, którym po czterech latach starań udało się wreszcie przejąć od kolejarzy budynek dworca wraz z czterohektarową działką widzą w skomunalizowaniu szansę na poprawę wizerunku miasta wśród turystów i jakości życia mieszkańców. - Jak wygląda dworzec, każdy widzi. A przecież budynek stacji powinien być wizytówką miasta. Jest to pierwsza rzecz, jaką widzi turysta po wyjściu z pociągu - mówi Ewa Matuszewska z zakopiańskiego magistratu. Dlatego choć plany na Podhalu mają ambitne, to zanim zaczną się jakiekolwiek inwestycje, teren zostanie gruntownie wyczyszczony. A co z inwestycjami? - Jesteśmy na etapie poszukiwania finansowania. Chcemy, by wszystko: budynek dworca i jego otoczenie, wyglądało jak w XXI w. Pasażerowie będą mogli w komfortowych warunkach w oczekiwaniu na pociąg wypić kawę, poczytać prasę czy zrobić zakupy, czyli tak, jak to się dzieje na całym świecie. Dlaczego mielibyśmy być gorsi - pyta urzędniczka i dodaje, że formuła nowego dworca ma być taka, by obiekt sam na siebie zarobił, a nie stanowił obciążenie dla budżetu samorządu. Fundusze ma zapewnić wynajem pomieszczeń na cele komercyjne czy parking dla samochodów osobowych. Dworzec w Zakopanem ma pełnić funkcje węzła przesiadkowego, jednocześnie obsługującego ruch autobusowy. - Dzięki skierowaniu tam autobusów i wprowadzeniu zakazu ich wjazdu do miasta, będą mniejsze korki i lepsza jakość środowiska - argumentuje Ewa Matuszewska.

Są zwroty

O tym, że dworzec jest wizytówką miasta, doskonale wiedzą też władze Giżycka, którym tak zależało, by zdewastowany budynek wyremontować, że zgodziły się to zrobić za własne pieniądze, w zamian za dzierżawę obiektu. W tym czasie urzędnicy przekonali się też, jak ciężkie jest utrzymanie dworca. W 2006 roku oddano wyremontowany kosztem 1,2 mln zł obiekt do użytku, ale na początku 2011 roku miasto zwróciło go PKP. - Umowa czasowa, którą zawarliśmy z PKP, była tak skonstruowana, że w określonym czasie obiekt miał przejść na własność samorządu w zamian za zobowiązania podatkowe - tłumaczy Jacek Markowski z urzędu miasta w Giżycku, które było jedną z pierwszych gmin w Polsce, które przejęło od PKP władanie nad dworcem. - Jednak wskutek innych czynności wysokość tych zobowiązań okazała się zbyt mała by przejąć budynek na własność, natomiast koszty zarządzania nim były wielkie, a dochody znikome. Dlatego kiedy umowa dobiegła końca zdecydowaliśmy się na zwrócenie obiektu z powrotem do PKP - dodaje urzędnik.

Czy po tych trudnych doświadczeniach miasto zdecydowałoby się jeszcze raz na przejęcie kolejowych nieruchomości? - Wszystko zależy od tego jakie warunki zostałyby nam zaproponowane. Wcześniej były np. plany zorganizowania tam otwartego schroniska dla dzieci, co wymagało jednak sporych nakładów finansowych. Nie będąc jednak właścicielem, nie mogliśmy tam wiele inwestować - mówi Jacek Markowski.

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.