Coraz mniejsza Polska. Nie wiemy, jak temu zapobiec
Administracja ma realizować program ochrony brzegów morskich. Nie wiadomo jednak, czego ten program ma konkretnie strzec, a przyznane pieniądze wydaje się na inne cele
W 2003 r. weszła w życie ustawa o wieloletnim programie ochrony brzegów morskich. Jej celem było zabezpieczenie linii brzegowej Bałtyku przed erozją. W ciągu kilkunastu lat na ochronę plaż miano wydać 1 mld zł. Jest się o co bić, bo co roku morze zabiera 50 hektarów. W ten sposób tracimy 500 mln zł rocznie.
Okazuje się jednak, że urzędnicy - choć starają się chronić wskazane odcinki - nie bardzo wiedzą, co konkretnie powinni robić. Program jako wzorzec wskazuje linię brzegową z 2000 r., jednak nikt obecnie nie ma pojęcia, jak ona wówczas dokładnie przebiegała. Ma to bardzo konkretny wymiar, bo bez tego typu mierników nie można ocenić, czy pieniądze wydawane są zgodnie z prawem i zdrowym rozsądkiem.
NIK wskazywała to już w 2009 r. i wnioskowała, by znowelizować ustawę oraz naprawić błąd. Dyrektorzy urzędów morskich przesłali więc resortowi propozycję aktualizacji odcinków przewidzianych do priorytetowej ochrony. Mimo to przez pięć lat resortowi infrastruktury, transportu i gospodarki morskiej nie udało się tego zrobić. - Ustalenie linii brzegowej jest jednym z podstawowych obowiązków administracji morskiej. Mamy trzy urzędy nadzorujące linię brzegową. Trudno mi znaleźć dla nich jakieś usprawiedliwienie - dziwi się europoseł SLD Bogusław Liberadzki, były minister transportu i gospodarki morskiej.
Dopiero ostatnia kontrola NIK, której wyniki zatwierdził w czerwcu prezes izby, zdopingowała resort infrastruktury i rozwoju regionalnego do działania. Wczoraj MIR poinformowało nas, że projekt nowelizacji ustawy o ustanowieniu programu wieloletniego pod nazwą "Program ochrony brzegów morskich" jest na etapie uzgodnień wewnątrzresortowych. "Program będzie oceniany pod kątem zmiany linii brzegowej w stosunku do linii brzegowej z lat 2004-2006" - napisało nam biuro prasowe resortu. Jednak od tego etapu do przyjęcia ustawy przez Sejm jest jeszcze daleka droga. Nie wiadomo więc, czy parlament zdąży z jej uchwaleniem w tej kadencji.
Raport NIK pokazuje też typowe błędy urzędników. Administracja często działa siłą bezwładu, więc wymyślanie podobnych programów jest często metodą na odhaczenie kolejnego zadania, a nie realnym rozwiązaniem problemu. Niewyznaczenie mierników oceny to niejedyny błąd w założeniach programu. Ponieważ zapisy ustawy były nierealistyczne i niedostosowane do faktycznych potrzeb, część pieniędzy została wydana niezgodnie z przeznaczeniem.
"Powszechną praktyką było finansowanie zadań nieobjętych POBM ze środków na niego przeznaczonych" - czytamy w raporcie NIK. To zarzuty pod adresem dyrektorów urzędów morskich. Chodzi np. o opłacanie kosztów monitoringu nieobjętych programem części wybrzeża. Urzędy morskie w Słupsku i Gdyni w 2012 r. wydały w ten sposób 104,5 tys. zł. Dodatkowo urząd w Gdyni przeznaczył 43,9 tys. zł na umocnienie brzegu Helu i Westerplatte na odcinkach nieobjętych programem. To złamanie ustawy o finansach publicznych.
Co więcej, od 2009 r., kiedy kontrola NIK po raz pierwszy wskazała takie nieprawidłowości, szefowie resortu tolerowali wytknięte praktyki. A w informacji na temat realizacji programu, jaką co roku resort przedstawia Sejmowi, te uchybienia pomijano. Posłowie byli wprowadzani w błąd także w innych sprawach. Część inwestycji się opóźniała, co było tłumaczone warunkami pogodowymi, które uniemożliwiały ich planową realizację. Faktyczny powód był jednak inny. Umowy zawierano np. pod koniec listopada, co powodowało, że nie było szans na ich realizację do końca roku przy pogodzie typowej dla tej pory roku.
Przy okazji kontroli urzędów morskich wyszły na jaw także inne błędy administracji. Dyrektor UM w Gdyni w latach 2010-2013 przyznał pracownikom urzędu ponad 1,1 mln zł w ramach dodatków zadaniowych za prace, które wykonali w ramach obowiązków służbowych. To naruszenie ustaw o służbie cywilnej i finansach publicznych. Z kolei w Szczecinie i w Gdyni w kilku przypadkach urzędnicy przy okazji zamówień publicznych nie sprawdzili, czy oferty nie zawierają rażąco niskiej ceny, co jest niezgodne z ustawą o zamówieniach publicznych. NIK bardzo krytycznie oceniła też realizację innego wieloletniego programu - budowy drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską. Choć na program wydano 4,6 mln zł, inwestycji wciąż nie rozpoczęto, a przeprowadzone ekspertyzy są nieprecyzyjne.
Pozytywnie oceniono za to budowę falochronów dla gazoportu w Świnoujściu. Obraz wyłaniający się z kontroli NIK ogólnie pokazuje jednak duży segment administracji, któremu centrala i odpowiedzialny za niego resort nie poświęcają dużo uwagi. A wydatki na ten segment rosną, te majątkowe w 2010 r. wyniosły 116,2 mln zł, a w 2012 r. już 491,8 mln zł, by po nowelizacji budżetu w 2013 r. spaść do 201,3 mln zł. W konkluzji NIK wzywa ministra do pilnowania urzędów morskich, a premiera - do pilnowania ministra. Jak się dowiedzieliśmy w MIR, recepty NIK mają zostać wdrożone, a sam program ochrony brzegów morskich - dostosowany do realiów.
W ciągu kilkunastu lat na ochronę plaż miano wydać 1 mld zł
@RY1@i02/2014/150/i02.2014.150.00000040a.803.jpg@RY2@
JAN WŁODARCZYK/BE&W
Co roku Bałtyk zabiera 50 hektarów polskiego wybrzeża\
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu