Uwolnienie autostrad od korków to nie przywilej, tylko konieczność
Przez korki na autostradach kierowcy rocznie spalają 5 mln litrów paliwa. Pojawiła się jednak szansa, że do 2016 roku ten problem zniknie, gdy rząd wprowadzi elektroniczne płatności dla wszystkich kierowców
Dziś na polskich autostradach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad funkcjonują w sumie 123 pasy przejazdowe na placach manualnego poboru opłat. To one odpowiadają za korki w okresach wzmożonego ruchu drogowego (długie weekendy, okresy świąteczne). Widać to na przykładzie dwóch placów poboru opłat: Karwiany i Żernica, położonych na wyjątkowo ruchliwej autostradzie A4. Tuż przed świętami wielkanocnymi, 17 kwietnia 2014 r., obsłużono na nich ponad 50 tys. pojazdów, a tuż po świętach 22 kwietnia - prawie 52 tysiące. W trakcie świąt (20 kwietnia) ruch na placach poboru zmalał do 13,5 tys. samochodów.
Eksperci nie mają wątpliwości - problem korków na autostradach będzie narastał, im bardziej państwo będzie inwestować w infrastrukturę niezbędną do ręcznego poboru opłat. Dziś opłaty pobierane są w ten sposób na 268 km autostrad nadzorowanych przez GDDKiA. W 2018 r. może to być już ok. 1200 km, na których trzeba będzie wybudować 18 placów poboru opłat - nie dość, że generujących korki, to jeszcze drogich (wybudowanie jednego pasa przejazdowego to 1-1,5 mln zł).
Bez szlabanów?
Dlatego rząd już zapowiedział zmiany. Możliwe, że w 2016 roku na państwowych autostradach znikną szlabany, a wdrożony zostanie pełny, elektroniczny pobór opłat (na razie ten rodzaj rozliczeń jest obowiązkowy tylko dla pojazdów powyżej 3,5 tony - system viaTOLL). Nad wprowadzeniem odpowiednich regulacji - zarówno od strony legislacyjnej, jak i technicznej - pracuje specjalny zespół przy Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju. Cel jest jasny - uwolnienie autostrad od korków i zapewnienie płynności ruchu.
Zapowiedź wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z zadowoleniem przyjęli eksperci.
- Systemy manualnego poboru opłat ze szlabanami i budkami są szkodliwym anachronizmem. Podstawowym celem rozwoju nowoczesnych technologii powinny być społeczne i ekonomiczne korzyści. Automatyczny, powszechny, elektroniczny pobór opłat jest rozwiązaniem pilnie potrzebnym, także w kontekście zastosowania go w skali całej Unii Europejskiej - uważa doradca prezydenta Krzysztof Król.
Tak naprawdę nie chodzi jedynie o zmniejszenie korków na autostradach, lecz także o potencjalne oszczędności. Z najnowszego raportu "Polskie autostrady bez barier" przygotowanego przez Fundację Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych oraz firmę doradczą Audytel SA wynika, że koszty dalszej rozbudowy manualnego systemu poboru opłat na nowo budowanych odcinkach autostrad (1253 km) będą wynosić mniej więcej 2,3 mld zł, podczas gdy wdrożenie systemu elektronicznego (ETC) na tych samych odcinkach sieci kosztowałoby 1,7 mld zł. Autorzy badania wyliczyli również, że bilans dobrobytu społecznego ETC (uwzględniający m.in. oszczędność czasu, paliwa, kosztów budowy systemu czy wzrost przychodów) może wynieść ponad 15 mld zł. W dodatku, jak wskazuje część ekspertów, budowa infrastruktury, m.in. bramownic, na potrzeby ETC zajmuje dużo mniej czasu niż inwestowanie w kolejne place poboru opłat.
Skorzystać na tym mogą też kierowcy - stawki mogłyby być zróżnicowane, np. w zależności od pory doby i natężenia ruchu. Informacje zbierane przez system mogłyby także posłużyć do analizy danych o potokach ruchu i - w dalszej perspektywie - lepszego zarządzania drogami.
Finansowa zawalidroga
Wizja, że na polskich autostradach może być taniej, szybciej i nowocześniej, jest z pewnością kusząca, jednak mało realna, o ile rząd nie upora się z największymi wyzwaniami, jakie przed nim stoją. Najważniejsze to wprzęgnięcie w nowy system płatności koncesjonariuszy fragmentów autostrad A1, A2 i A4. Rozmowy na ten temat trwają już od kilku lat i jak do tej pory nie przyniosły rozstrzygnięcia. Głównym problemem są sprawy finansowe - kto weźmie na siebie koszty implementacji systemu na koncesjonowanych odcinkach czy jak wyglądać mają późniejsze rozliczenia prywatnych spółek z państwem. Eksperci są jednak zdania, że i z tej sytuacji jest wyjście.
- Roczne oszczędności z tytułu zmiany systemu wyniosą dla koncesjonariuszy prawie 30 mln zł i pozwolą na zwrot z inwestycji w przystosowanie obecnych manualnych punktów poboru opłat do ETC w okresie nie dłuższym niż trzy lata - twierdzi Anna Dąbrowska, prezes CATI i współautorka raportu "Polskie autostrady bez barier".
Zmiany będą musiały dotknąć także GDDKiA i inspekcję transportu drogowego. Pierwsza z tych instytucji musi być w stanie rozliczać się z koncesjonariuszami (na razie zgodnie z prawem GDDKiA nie może być płatnikiem dla koncesjonariuszy). Z kolei w sprawie inspekcji: albo powinna zostać doposażona w sprzęt i ludzi do kontroli e-myta, albo należy ograniczyć zakres jej zadań (np. odebrać nadzór nad fotoradarami) i przegrupować jej siły.
Konieczny wybór
Kolejnym sporym wyzwaniem będzie zapewnienie szerokiej dystrybucji urządzeń pokładowych (viaBOX-ów) dla kierowców. Nieoficjalne szacunki mówią, że po wdrożeniu powszechnych płatności elektronicznych liczba pojazdów lekkich w systemie wzrośnie do 5-6 mln (dziś z ETC dla samochodów poniżej 3,5 tony korzysta zaledwie około 7 tys. pojazdów). Wstępne propozycje zakładają dystrybucję urządzeń m.in. na stacjach benzynowych, miejscach obsługi podróżnych czy w sklepach. Ważne jest też, by kierowcy mieli swobodę wyboru - nie wszystkim musi się podobać obowiązek wyposażania się w viaBOX-y. Dlatego członkowie zespołu roboczego przy Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju proponują inne opcje płatności - np. za pośrednictwem internetu (tzw. tripplanning, czyli planowanie podróży i opłacanie z góry za pomocą szybkich przelewów) czy aplikacji mobilnych (tak jak dziś płacimy za parking w niektórych miastach). Im bardziej elastyczny system płatności, tym większa szansa, że zaakceptują go kierowcy. A przecież w ostatecznym rozrachunku głównie o to chodzi.
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.21400060e.804.jpg@RY2@
TŻ
OPINIA
Idziemy w dobrym kierunku
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.21400060e.805.jpg@RY2@
Marek Cywiński dyrektor generalny Kapsch Telematic Services
Perspektywa ujednolicenia systemu poboru opłat na polskich autostradach to bardzo dobra wiadomość szczególnie dla kierowców pojazdów osobowych. Jak zauważają eksperci, postój na placach poboru opłat to przede wszystkim strata czasu i zwiększone zużycie paliwa. W rezultacie przekłada się to na duże koszty ponoszone przez użytkowników dróg. Z drugiej strony unifikacja myta to także oszczędności dla budżetu państwa i zarazem jeden z warunków efektywnego działania Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem w przyszłości. Jeśli dodamy do tego technologie pozwalające na przetwarzanie i wymianę danych w czasie rzeczywistym oraz system komunikacji z kierowcami (np. znaki zmiennej treści), stworzymy kompleksowe rozwiązanie zwiększające płynność ruchu i znacząco poprawiające bezpieczeństwo na drogach.
Przed ustawodawcą oraz instytucjami państwowymi jest jeszcze sporo pracy, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że swego rodzaju rewolucja drogowa, z którą mamy do czynienia od kilkunastu lat, zostanie dopełniona systemami telematycznymi, które wprowadzą nas w zupełnie nową erę. Bądźmy zatem drogowymi optymistami: z Łodzi można już pojechać nad morze "domkniętą" autostradą A1, miejmy nadzieję, że wkrótce bez zatrzymywania się przy bramkach.
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.21400060e.806.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu