Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Zamiast armii mamy wspaniałą partyzantkę

23 marca 2020
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

C o najmniej miesiąc polscy uczniowie spędzą w domach. Decyzja, choć spodziewana, jest brzemienna w skutkach. Do tej pory nauczyciele nie mieli obowiązku realizować z uczniami podstawy programowej. Od jutra muszą dbać o to, by dzieci zdobyły wiedzę tak, jakby siedziały w ławkach.

Po opublikowaniu rozporządzenia na ministra edukacji posypały się gromy, że zostawił szkoły z problemem. Ja tymczasem sądzę odwrotnie − rozporządzenie przyjęte w takiej formie to najlepsze, co szef MEN mógł w tej sytuacji zrobić (przynajmniej jeśli chodzi o uczniów szkół podstawowych i liceów). Dlaczego?

Spójrzmy w przepisy: szkoły mają obowiązek ruszać dalej z programem. Aby to osiągnąć, nauczyciele powinni stosować metody kształcenia na odległość. Jeśli to okaże się niemożliwe, można sięgnąć też po inne sposoby. Trzeba to jednak zgłosić do kuratorium oświaty. Szczerze mówiąc, takie ogólne wytyczne to zupełne zaskoczenie, jeśli chodzi o resort edukacji. Do tej pory praktyka ministrów w rządzie PiS była odwrotna − co tylko się dało, usztywniano i regulowano. Rozporządzenie, które pozwala dyrektorom dowolnie zarządzić organizacją nauczania, jest więc odświeżającym wprowadzeniem zasady subsydiarności: każdy szczebel władzy powinien realizować tylko te zadania, z którymi nie poradzi sobie szczebel niższy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.