Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Jak zbudować szkołę, gdy co chwila wybory

27 czerwca 2025
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Polska – ta nasza, współczesna – ma na koncie wiele sukcesów. Również w dziedzinie edukacji. Zarazem szkolnictwo powszechne – to zdanie nie moje, lecz bardzo wielu nauczycieli i nauczycielek – mogłoby być znacznie lepsze. „Lepsze” znaczy: mniej zbiurokratyzowane, bardziej nastawione na wspieranie aktywnych, dobrze uczących nauczycieli. Mniej wpatrzone w oczekiwania oświatowych władz, bardziej wrażliwe na problemy dzieci i młodzieży. Aby tak się stało, trzeba postępować dość ostrożnie, a zarazem konsekwentnie. Niestety, Polska owładnięta jest chorobą dyfuzyjno-polaryzacyjną, jak mógłby powiedzieć Jarosław Kaczyński. W miejsce ostrożności mamy przed- i powyborcze histerie oraz nadmierną rolę specjalistów od zarządzania strachem i wrogością.

Teoretycznie depolaryzacja w odniesieniu do oświaty jest możliwa, a już na pewno pożądana. Doprowadzenie do niej wymagałoby poważnego rachunku sumienia. Swojego, a nie partii wrogów. Niestety, jakoś się to nie przyjęło. W polityce winni są zawsze tam, gdzie nas nie ma.

Nawet szkoła zatem staje się widownią gorszących sporów. Co do zasady zatem reformy w polskiej edukacji przeprowadza się tak: szef(-owa) resortu zwołuje ekspertów, potem wybiera coś z efektów ich pracy, wprowadza to coś w życie, a po wszystkim zaczyna się etap konsultacji ze środowiskiem. Trzeba powiedzieć jasno: środowiskiem raczej słabym, jeżeli przez „silne” rozumielibyśmy „silniejsze od sieci ministrów, kuratorów, wójtów itd.”. Pewną siłą dysponuje ZNP, ale proszę zauważyć, jak biernie się zachowuje, kiedy trzeba wymyślać kształt polskiej oświaty. Płace – owszem, współodpowiedzialność za, powiedzmy, likwidowanie jednych przedmiotów, a wprowadzanie innych – już nie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.