Prywatyzacja to może być temat w sam raz na letnie wakacje
W wielu szkołach na pięciodniowe dobrowolne zajęcia mające wyjaśnić ideę prywatyzacji oraz własności - organizowane przez stowarzyszenie Klanza i Ministerstwo Skarbu Państwa - przychodziło z dnia na dzień coraz więcej dzieci.
Pod koniec cyklu większość uczniów wydawała się być za prywatyzacją. Dyrekcje wielu szkół podstawowych i gimnazjalnych robiły, co mogły, by to właśnie u nich odbyły się te lekcje. Jak to wszystko się udało?
Studiująca w Londynie wolontariuszka prowadziła zajęcia w dziecięcej świetlicy w Szklarskiej Porębie. Miała nie lada wyzwanie: wytłumaczyć 12-latkom ideę własności. Wolontariuszka rozdała dzieciom nasionka rzeżuchy, kazała im je zasiać w swoich naczyniach i dbać o nie, gdy już wykiełkują. Było też jedno wspólne naczynie z rzeżuchą "państwową", o którą mieli dbać wszyscy. I to właśnie ona najmniej urosła, bo dzieci najmniej o nią się troszczyły.
Prowadząca zajęcia spytała, dlaczego tak się stało. I wywiązała się dyskusja.
- Po tych zajęciach dziewczynki z naszej świetlicy nie porzucały już świetlicowych zabawek na podwórku, przynosiły je wszystkie z powrotem, starały się ich nie niszczyć, pojęły, że to, co wspólne, nie znaczy niczyje - cieszy się Elżbieta Pawłowska, szefowa Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szklarskiej, prowadzącego dwie świetlice dziecięce w tym mieście.
Jak to się zaczęło? Trzeba wyjść od tego, że pracownicy Ministerstwa Skarbu Państwa na własnej skórze odczuwają to, że idea własności i prywatyzacji nie należy, oględnie rzecz ujmując, w Polsce do najpopularniejszych. Szef tego resortu jest bardziej niż inni ministrowie narażony na ataki, głównie ze strony opozycji i związków zawodowych. A przyczyna to często brak podstawowej wiedzy ekonomicznej. To dlatego resort skarbu od jakiegoś czasu prowadzi różne działania edukacyjne w tej dziedzinie.
Gdy do ministerstwa zgłosili się przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów Klanza z pomysłem na projekt edukacyjny dla dzieci, poświęcony prywatyzacji i własności, zostali przyjęci z otwartymi rękami, bo wiedzę ekonomiczną trzeba zaszczepiać od najmłodszych lat. Lubelska Klanza to instytucja z dużym dorobkiem.
Stowarzyszenie swą działalność prowadzi w dużej mierze poprzez Projektor Wolontariat Studencki. I to właśnie Wolontariat Studencki miał zrealizować projekt edukacyjny, mający wyjaśnić dzieciom szkół podstawowych oraz gimnazjów ideę prywatyzacji i własności.
Przedsięwzięcie ruszyło przed wakacjami. Najpierw Klanza musiała znaleźć studentów chętnych do wzięcia udziału w tym projekcie i przeszkolić ich tak, żeby nie tylko mieli pojęcie o prywatyzacji i gospodarce, ale także umieli stosować metody nauczania stowarzyszenia. To wcale nie było proste, mimo że stowarzyszenie zastosowało świetną przynętę: studenci sami mieli wybrać sobie miejscowość, w której poprowadzą zajęcia.
- To był czas, gdy studenci byli pochłonięci juwenaliami i przygotowaniami do letniej sesji egzaminacyjnej. Odzew był dużo mniejszy, niż się spodziewaliśmy - wspomina Beata Mołdysz, szef Projektora Wolontariatu Studenckiego.
Niektórych odstraszyła pewnie też tematyka zajęć. Tym bardziej, że studenci mieli sami przygotować scenariusz zajęć, uzgadniany później ze specjalistami z Klanzy.
- Chociaż uczestniczyłem wcześniej w różnych inicjatywach Projektora, gdy usłyszałem o projekcie "Własność = jasność", to z początku nie bardzo chciało mi się w to wchodzić - mówi Grzegorz Adamczuk, student II roku informatyki na UMCS.
- Zdecydowałem się za namową znajomych, którzy powiedzieli mi, że to fajny projekt - relacjonuje.
Gdy studenci zostali już przeszkoleni i wybrali miejscowość, pracownicy Klanzy musieli znaleźć tam szkoły skłonne do wzięcia udziału w programie. To akurat okazało się najłatwiejsze. Dyrekcje szkół i świetlic dziecięcych były bardzo zainteresowane uczestnictwem. Do tego stopnia, że zapewniały studentom wolontariuszom dodatkowe atrakcje, byle tylko chcieli do nich przyjechać. Dla przykładu: podszczecińska Rzeczenica zaoferowała im możliwość darmowego korzystania z kajaków, inne szkoły proponowały bezpłatne wycieczki i zniżki na wstęp do muzeów.
Ten pęd do tak specyficznej wiedzy wziął się i z tego, że zajęcia miały odbywać się latem, a wtedy wiele szkół i samorządów organizuje czas dzieciom zostającym na wakacje w domu, np. w formie półkolonii. Zwykle szkoły i świetlice chętnie zapraszają wówczas studentów do prowadzenia takich zajęć. Ale to niejedyne przyczyny.
- Od kilku lat współpracujemy z Wolontariatem Studenckim i nie wyobrażam sobie, żebyśmy to przerwali. Ich studenci prowadzą zajęcia z dużym zaangażowaniem i tak atrakcyjnie, że dzieci garną się do nich. Także dlatego, że część tych dzieciaków jest z trudnych rodzin, nie przepada za dorosłymi, a studenci, którzy potrafią się jeszcze bawić, nie patrzą na nich z góry, stają się dla nich autorytetami. Przekazując im jednocześnie wzorce, których nie mają w domu. Projekt "Własność = jasność" przypadł nam szczególnie do gustu, bo uczy także poszanowania własności prywatnej, ale i wspólnej, a tej cechy wielu tym dzieciom brakowało - opowiada Elżbieta Pawłowska, nadzorująca dwie dziecięce świetlice w Szklarskiej Porębie.
- Zdecydowaliśmy się na "Własność = jasność", bo w podstawówkach nie ma zajęć związanych z ekonomią. To było dla nas nowe i atrakcyjne - ocenia Bożena Duda, nauczyciel i wychowawca w świetlicy szkolnej w Szkole Podstawowej nr 2 w Zakopanem.
Zajęcia niemal wszędzie cieszyły się dużym powodzeniem. Do tego stopnia, że w wielu szkołach z dnia na dzień przychodziło na nie coraz więcej dzieci - tak było np. w okolicach Siedlec. W innych placówkach cieszyły się takim wzięciem, że dowożono dzieci autobusami z sąsiednich miejscowości.
Sławek Szczęsny, który właśnie skończył historię na UMCS, prowadził zajęcia w Szkole Podstawowej nr 2 w Zakopanem. Miał dwie grupy wiekowe. Dla młodszej wymyślił Krainę Bajek. Każde z dzieci miało narysować na kartonie własną bajkową postać, wyciąć ją i postawić na planszy. W ten sposób brali w posiadanie swój kawałek Krainy Bajek - ten, na którym stanęła ich postać. W trakcie okazało się, że miejsca dla wszystkich jest za mało i niektórzy w związku z tym próbują podbierać sobie miejsca na planszy. Wtedy Szczęsny zaaranżował dyskusję o własności.
Starszej grupie wymyślił wirtualną firmę prywatną, którą mieli sami stworzyć: dać jej nazwę, określić, czym będzie się zajmowała, i obsadzić wszystkie stanowiska, łącznie ze sprzątaczkami i portierami.
- O dziwo najwięcej chętnych było na sprzątaczki i woźnych, tłumaczyli mi, że to pociąga za sobą najmniej obowiązków - opowiada Szczęsny.
Potem firma miała z nim, jako klientem, prowadzić negocjacje. Na końcu każdy z pracowników firmy miał opowiedzieć, jak czuł się w swojej roli, i odpowiedzieć na pytanie, czy czułby się lepiej w firmie prywatnej czy państwowej. Większość uznała, że wolałaby firmę prywatną i własne w niej udziały.
By zaprzyjaźnić się z dziećmi, w przerwach zabawiał ich sztuczkami cyrkowymi: żonglerką i jazdą na motocyklu. Pierwszego dnia grał ze swymi podopiecznymi w "Monopol" i "Eurobiznes", bo nie wszyscy te gry znali. Drugiego narysował z nimi mapę miasta i poprosił, żeby zaznaczyli na niej to, co stanowi własność prywatną, gminną i państwową. Trzeciego dnia chodził z nimi po mieście i oglądał zaznaczone na mapie budynki i rozmawiał np. o tym, dlaczego państwowe gmachy w mieście są na ogół mnie zadbane niż prywatne.
Czwarty dzień poświęcił na oglądanie ściągniętych z portalu Narodowego Banku Polskiego filmów edukacyjnych dla dzieci (zrobionych w formie bajek kreskówek o królu), o prywatyzacji i własności prywatnej. Piątego dnia dzieci dostały kamerę i miały wcielić się w rolę prezenterów telewizyjnych, którzy tłumaczą, czym jest własność.
- Gdy skończyliśmy i zaczęliśmy się pakować, jedna z dziewczynek podeszła do nas i zapytała: Państwo to zabierają, bo to państwa własność prywatna? - opowiada Adamczuk.
- Ci uczniowie przyswoili sobie naprawdę dużo informacji - mówi Bożena Duda, nauczycielka z zakopiańskiej SP nr 2. - Wiemy to przede wszystkim od rodziców, którzy byli zaskoczeni tym, co usłyszeli od swoich dzieci o prywatyzacji.
Zadowoleni są także studenci. Wielu z nich chce pogłębić swoją wiedzę o gospodarce i wziąć udział w kolejnych tego typu projektach. Taki też był zamysł "Własność = jasność". By za jednym zamachem edukować i dzieci, i studentów.
Źródłem inspiracji do powstania metody stowarzyszenia Klanza była przede wszystkim pedagogika zabawy (Spielpädagogik) ułatwiająca proces uczenia się. Pedagogika tego typu wykorzystuje m.in.:
● zabawy ułatwiające wejście w grupę,
● zabawy rozluźniające, odprężające, wykorzystujące ruch, taniec, likwidujące napięcie mięśni i napięcie psychiczne,
● zabawy ułatwiające wprowadzenie tematu, pozwalające poznać potrzeby i oczekiwania członków grupy,
● metody, określane jako gry dydaktyczne, polegające na przedstawianiu treści w formie zagadkowego problemu i poszukiwaniu rozwiązań według proponowanych reguł,
● gry dyskusyjne, polegające na analizowaniu problemu z różnych stron, z włączeniem doświadczenia i dotychczasowej wiedzy uczestników,
● działania parateatralne, polegające na wykorzystaniu gry z podziałem na role jako wstęp do omówienia problemu,
● zabawy integrujące dużą grupę, umożliwiające wspólną, aktywną zabawę, bez podziału na bawiących się i obserwatorów, bez rywalizacji.
Źródło: Klanza
Lubelska Klanza to instytucja z dużym dorobkiem, wyróżniona nagrodą Pro Publico Bono, szanowana w edukacyjnych kręgach i znana z nowatorskich, przyjaznych dzieciom sposobów nauczania, wykorzystujących m.in. metodę nauki przez zabawę.
Stowarzyszenie swą działalność prowadzi m.in. poprzez Projektor Wolontariat Studencki, największy program edukacyjny w Polsce oparty o społeczną pracę ochotników, finansowany przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności. W jego ramach specjalnie przeszkoleni studenci wolontariusze jeżdżą do szkół w małych miejscowościach i prowadzą z dziećmi zajęcia na najróżniejsze tematy.
@RY1@i02/2009/212/i02.2009.212.188.0008.101.jpg@RY2@
Fot. Archiwum
Gra dyskusyjna polega na wspólnym analizowaniu problemu z różnych stron
Jacek Krzemiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu