Rektor powinien być menedżerem
Aby przetrwać, publiczne szkoły wyższe muszą nawiązać ścisłą współpracę z biznesem. Taka zmiana mentalności wymagałaby wymiany części uczelnianych władz.
@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.166.009a.101.gif@RY2@
Dominik Antonowicz doradca ministra nauki i szkolnictwa wyższego
Fot. Jarosław Pruss
Umiejętność pozyskiwania partnerów w gospodarce wymaga przede wszystkim mentalnej zmiany, dostrzeżenia faktu, że nauka i gospodarka potrafią odnaleźć wspólny język. Tam, gdzie zespoły badawcze współpracują z gospodarką, tworzy się nowy typ wiedzy, która ma przede wszystkim charakter interdyscyplinarny i aplikacyjny. Badaczy łączy wspólny obszar badań, a nie biurokratyczne przypisanie do określonej dyscypliny. Tymczasem większość polskich uczelni tkwi w XIX-wiecznym podziale nauki, w którym ważniejsze od rozwiązywania rzeczywistych problemów jest odpowiednie usytuowanie się w ramach danej dyscypliny. Interdyscyplinarność zbyt często traktowana jest jako wypowiedzenie posłuszeństwa istniejącemu porządkowi w polskiej nauce.
Gospodarka rynkowa w Polsce jest bardzo młoda i dominują w niej małe i średnie firmy, które nie dysponują kapitałem wystarczającym na badania i rozwój. To jednak tylko część powodów, dla których firmy nie inwestują w badania na polskich uczelniach. Z jednej strony brak jest fiskalnych bodźców, a z drugiej strony zrozumienia, że firmom należy zaoferować coś konkretnego, coś, co pozwoli uzyskać im przewagę konkurencyjną na rynku. Skutkiem tego są niedofinansowane uczelnie i deficyt miejsc pracy dla wysoko wykwalifikowanej kadry.
Gdy Wilhelm Humboldt budował fundamenty uniwersytetu nowożytnego, uczelnia była częścią stabilnego państwa narodowego, a państwo gwarantowało jej finansowanie w zamian za kształcenie elit i współtworzenie kultury narodowej. Współcześnie więzi między państwem a uczelniami jednak osłabły, a uczelnie przesunęły się znacząco w kierunku gospodarki, która od lat dziewięćdziesiątych mocno się umiędzynarodowiła. Uczelnie stały się częścią globalnej gospodarki opartej na wiedzy i zostały zmuszone do działania w niestabilnych warunkach konkurencji. Muszą rywalizować o granty badawcze, zlecenia eksperckie czy najlepszych studentów. Wizerunek uczelni - stabilnej i nobliwej instytucji, która funkcjonuje we własnym świecie - to mit. Najlepsze amerykańskie i europejskie uniwersytety funkcjonują jak przedsiębiorstwa, co nie przeszkadza im być doskonałymi naukowo. Działalność naukowa i organizacyjna jest tam wyraźnie rozdzielona, ale obie te funkcje znajdują się w rękach profesjonalistów. W tym aspekcie polskie uczelnie żyją w samowystarczalnym świecie, gdzie wszyscy zajmują się wszystkim. Tymczasem w warunkach konkurencji wymagane są szybkie decyzje oraz spójne, stabilne zarządzanie, trudno jest kierować uczelnią, w której autonomiczne wydziały prowadzą własną politykę, a rektor jest zakładnikiem rady pracowniczej, czyli senatu. Natomiast niemal wszystkie polskie szkoły niepubliczne zarządzane są w sposób menedżerski i organizacyjnie bardzo dobrze sobie radzą. Co ciekawe, dużą część pracującej tam kadry stanowią pracownicy publicznych uczelni, którym to w ogóle nie przeszkadza.
Istnieje niezrozumiała dla mnie obawa przed otwarciem się uczelni na świat. Obecny system ma charakter zamknięty. Rektorem może zostać tylko i wyłącznie nauczyciel akademicki posiadający stopień doktora habilitowanego. Proponowane w założeniach do ustawy, Prawo o szkolnictwie wyższym zmiany otwierają ten system, poszerzając grono osób, które mogą ubiegać się o stanowisko rektora i zapraszając do niego kandydatów również spoza uczelni, posiadających stopień doktora nauk. Rektor musi być przede wszystkim doskonałym menedżerem, który zna specyfikę świata akademickiego, a to, skąd pochodzi i jakim jest uczonym, nie ma znaczenia.
Nowy model wyboru rektora i nadanie mu większych kompetencji kosztem senatu pozwoli lepiej kierować uczelniami, zwłaszcza uniwersytetami, które postrzegane są jako luźne federacje wydziałów. Taki stan był akceptowalny do lat 60., 70. XX w., w epoce industrialnej, kiedy uniwersytety znajdowały się w bezpiecznej odległości od gospodarki. Współcześnie oczekiwania wobec uczelni przeszły ewolucję, podatnicy, którzy utrzymują uczelnie, oczekują, że te będą miały większy wpływ na rozwój gospodarki. Uczelnie muszą się zmodernizować, aby tym oczekiwaniom sprostać, w przeciwnym razie staną się skansenami wiedzy.
Obniżenie poziomu kształcenia jest wynikiem przejścia od elitarnego do masowego modelu edukacji na poziomie wyższym i w tym sensie jest to proces nieunikniony. Dwadzieścia lat temu studiowało 400 tys. studentów, a dzisiaj prawie dwa miliony. Natomiast wprowadzenie menedżerskiego modelu zarządzania uczelnią pomoże efektywniej gospodarować zasobami uczelni: wiedzą, ludźmi oraz infrastrukturą, w efekcie czego poziom kształcenia może się tylko podnieść.
doktor socjologii, wykładowca na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Stypendysta Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, współpracuje m.in. z holenderskim Uniwersytetem w Twente
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu