Szkolne wybory czy agitacja?
Centrum Edukacji Obywatelskiej i Fundacja im. Stefana Batorego proponują, żeby gimnazja mogły organizować prawybory dla uczniów. Apelują do polityków o zmiany w ordynacji.
- Zabawa w głosowanie ma więcej wad niż zalet - uważa były szef MEN prof. Mirosław Handke. Przeciwni są też politycy.
Polskie prawo mówi krótko: agitacja wyborcza w szkołach podstawowych i gimnazjach jest zabroniona. Jednak prawo precyzyjnie nie określa, co jest, a co nie jest agitacją. Sejm od miesięcy pracuje m.in. nad nowelizacją ustawy o wyborze prezydenta oraz nad kodeksem wyborczym, który ujednolici wszystkie ordynacje. Postanowiły to wykorzystać Fundacja Batorego i Centrum Edukacji Obywatelskiej. Przy okazji sejmowych prac chcą dokładnego określenia, czym jest agitacja w szkołach. - Działania edukacyjne, których celem jest przygotowanie do uczestnictwa w życiu publicznym i zachęcenie do aktywności podczas wyborów, nie powinny być traktowane jako agitacja - tłumaczy Adam Markuszewski z Centrum Edukacji, koordynator projektu "Młodzi głosują". O jakie działania chodzi? M.in. informowanie uczniów o roli prezydenta, Sejmu czy europarlamentu, ale też przeprowadzanie prawyborów.
W Polsce mogą się one odbywać w szkołach średnich. Zorganizowanie ich w gimnazjum może zostać potraktowane jako agitacja i zagrozić dyrektorowi grzywną. W czasie ostatnich wyborów do europarlamentu część dyrektorów gimnazjów ryzykowała karę. Wzięli udział w projekcie "Młodzi głosują" i wspólnie ze szkołami średnimi zorganizowali prawybory, w których uczestniczyło 1500 szkół. Inicjatywę poparli minister edukacji oraz ówczesny szef PE Hans-Gert Poettering.
- Polityka jest dla ludzi. Wybory są normalnym mechanizmem funkcjonowania demokracji. Nie ma nic złego w tym, że młodzi ludzie w szkole są przygotowywani do tego, iż są obywatelami - mówi Joanna Załuska z Fundacji Batorego. Jej zdaniem prawyborów nie można uznać za agitację wyborczą, jeśli uczniowie mogliby głosować na wszystkie zarejestrowane komitety wyborcze. Kolejnym argumentem zwolenników nie tylko prawyborów, ale prowadzenia w szkołach zajęć z edukacji obywatelskiej jest fakt, że jest to standard w wielu krajach europejskich, m.in. w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, Szwecji czy Estonii.
Jednak to nie przekonuje polityków. - Edukujmy młodzież, ale w żadnym wypadku w okresie kampanii wyborczej. Bo jest to agitacja. Wyniki takich prawyborów opisują media. I ma to wpływ na późniejszą decyzję wyborców - twierdzi Eugeniusz Kłopotek z PSL, członek nadzwyczajnej komisji, która pracuje nad zmianami w ordynacjach.
Kłopotek idzie nawet dalej. Zamierza złożyć wniosek, by w kodeksie wyborczym zakazać organizowania prawyborów w szkołach średnich. - Poziom wiedzy obywatelskiej w klasach maturalnych jest porażający. Więc najpierw niech nauczą się podstawowych rzeczy - podkreśla poseł PSL.
Przeciwnikiem prawyborów zarówno w gimnazjach, jak i w szkołach średnich jest też były minister edukacji prof. Mirosław Handke. - W szkołach powinno się mówić o konieczności udziału w głosowaniu, o obowiązku obywatelskim. Ale zabawy w głosowania mi się nie podobają. Młodzież w tę naszą chorą politykę powinna wchodzić jak najpóźniej. Niech się przygląda z daleka, a nie naśladuje dorosłych - ocenia Handke.
Kamila Wronowska
kamila.wronowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu