Zielony wrzód na pośladku szkoły
Ledwie zabrzmiał dzwonek na lekcje, w szkołach rozdzwoniły się telefony. To dzwonią agenci firm turystycznych i właściciele pensjonatów (im bardziej zapuszczone, im trudniej im zdobyć normalnych gości, tym częściej i natarczywiej wydzwaniają). Bo koniec sezonu turystyczno-wakacyjnego oznacza dla nich nową okazję do zarobku, którą z bliżej nieznanych przyczyn zwykło się nazywać zieloną szkołą. Zmora rodziców, wrzód na - wiadomo czym - nauczycieli oraz jedna z większych bzdur w i tak nie najmądrzejszym systemie szkolnictwa. Idiotyczny pomysł, który nie wiedzieć czemu zamienił się w przymus.
Na zielone szkoły wyjeżdża się zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego, w celu - jak twierdzą niektórzy - zintegrowania klas i rozpoczęcia nauki w miłej, nieformalnej atmosferze. Albo na wiosnę - aby odpocząć przed czekającymi wakacjami (oficjalna wersja głosi, że to odpowiedź na wiosenne zmęczenie), choć dla wielu uczniów lepiej by było siąść nad podręcznikami przed końcem roku.
A rodzic klnie i płaci. Za jedyne 560 złotych plus 200 euro można wysłać dzieciaka do Francji. Fantastyczna oferta: plażowanie w Nicei, spacer po Monako, wycieczka do Cannes. Dla mniej zamożnych Dom Rybaka w Kołobrzegu - jedyne 58 zł osobodniówki, z pieczeniem kiełbasek jako atrakcją.
MEN woli się nie wypowiadać oficjalnie na ten temat, twierdząc, że wyjazd na zieloną szkołę jest niezależną decyzją szkoły, tudzież rodziców, i że na tych wyjazdach realizowana jest podstawa programowa. Podstawa hipokryzji raczej. Ale przynajmniej tego Jaś się tam nauczy.
@RY1@i02/2010/172/i02.2010.172.000.002f.001.jpg@RY2@
Mira Suchodolska
Mira Suchodolska
mira.suchodolska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu