Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Szkolny kurs wolnego rynku

29 czerwca 2018

Z ustawy o systemie oświaty po cichu zniknął przepis gwarantujący, że rodzice nie będą musieli co roku kupować nowych podręczników. Dzięki nowelizacji wydawcy zarobią w tym roku najwięcej od 10 lat. A rodzice najwięcej zapłacą

Wcześniej zasady były jasne: szkoły mogły stosować jedynie trzy podręczniki do jednego przedmiotu. Musiały ich używać minimum trzy lata, tak by młodsi uczniowie mogli je odkupywać od starszych. Ale ten system miał jedną wadę: ograniczał liczbę sprzedanych książek i nie dawał zarobić wydawcom. Więc już nie obowiązuje.

Po wprowadzeniu nowych przepisów wartość sprzedanych podręczników od razu wzrosła: z 640 mln zł w 2007 roku do 775 mln zl w 2009. W tym roku, także dzięki reformie programowej, będzie najwyższa od 10 lat. Szacuje się, że wydawcy zarobią ponad 800 mln zł.

Teraz zamiast kupować używane komplety po 100 - 150 zł, rodzice muszą wydawać 300 - 700 zł na nowe. A nowe prawie niczym się nie różnią od starych.

Jest luty 2008 roku. Posłowie PO zgłaszają nowelizację ustawy o systemie oświaty. Dotyczy zniesienia mundurków. Ale w jej cieniu przechodzi pozornie niewielka zmiana uchylająca obowiązujące od 2006 roku przepisy. Te gwarantowały rodzicom, że nie muszą kupować co roku nowych książek. Narzucały szkołom maksymalną liczbę książek do jednego przedmiotu i określały, ile lat co najmniej nauczyciele muszą z nich korzystać.

W czerwcu 2008 r. rząd przygotowuje stanowisko do nowelizacji. - Pozytywnie oceniamy kierunek zmian o swobodnym wyborze podręczników - napisali urzędnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Zapytaliśmy MEN, jakie dokładnie przesłanki przyświecały tej poprawce. - To nie my znieśliśmy te przepisy - odpowiada dziś Grzegorz Żurawski, rzecznik prasowy. Więc kto? spytaliśmy Domicelę Kopaczewską, posłankę PO, która odpowiadała za nowelizację.

- O wyborze książek nie powinna decydować ustawa, ale nauczyciel - twierdzi Kopaczewska. Podkreśla, że decyzje te nie były spowodowane żadnymi naciskami ze strony wydawców. Tyle że to oni są głównymi beneficjentami zmian.

Rozmawialiśmy z kilkudziesięcioma rodzicami i szkołami. Wszyscy potwierdzają, że obecna praktyka jest bezsensowna. Dziś o wyborze podręcznika decydują tylko nauczyciele. Teoretycznie mogliby wybierać co roku te same zestawy. A mają w czym. Na przykład do II klasy szkoły podstawowej są aż 22 podręczniki. Do nauki angielskiego na poziomie klas I - VI - 104, a do polskiego 108.

Ale nauczyciele wolą zmieniać podręczniki co roku, bo za nowe zamówienie dla klasy dostają od wydawców bonusy: laptopy, wyjazdy na szkolenia, pomoce dydaktyczne, nawet rzutniki, telewizory i komputery.

Do przekazywania drogich prezentów wydawcy się wprawdzie nie przyznają, ale do szkoleń i pisania programów już tak. - Za wybór określonego zestawu książek nauczyciele otrzymują pomoce naukowe. Oferowane są im też programy nauczania, których nie muszą wtedy sami pisać - mówi Beata Koźniewska, redaktor naczelny Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych.

Prowadzi to do absurdalnej sytuacji, że w jednej szkole książki wymieniane są co roku. Choć niewiele bądź nic się w nich nie zmienia.

- Mamy poważny problem z przedstawicielami handlowymi wydawców, którzy nas nachodzą i namawiają do zakupu podręczników - twierdzi Tomasz Malicki, dyrektor SP nr 26 w Krakowie.

Ale Dariusz Rapcewicz, redaktor naczelny Wydawnictwa Szkolnego PWN, oponuje. - Sami nauczyciele wymuszają na wydawcach takie zachowania. To oni domagają się szkoleń czy pomocy dydaktycznych - tłumaczy.

Za wszystko płacą rodzice. Na zakup nowych książek rodzina z trójką dzieci musi wydać do 2 tys. zł.

Rodzice płacą też cenę ciągłych reform - z nimi wiąże się zmiana tzw. podstawy programowej. Nie wiadomo jednak, dlaczego musi to zawsze oznaczać automatyczną likwidację starych podręczników. Mimo że może się w nich zmienić np. jedno zadanie. Na przykład w ubiegłym roku do zakupu nowych książek w związku ze zmianą podstawy zostali zmuszeni rodzice pierwszych klas podstawówek i gimnazjów. I tak będą to robić przez najbliższe - odpowiednio - 11 lub 5 lat.

- Mimo że nowa podstawa wymusza zakup nowych książek, to w większości z nich zmiany są prawie niezauważalne - mówi Tamara Starachowska, dyrektor Gimnazjum nr 1 w Międzyzdrojach. Tłumaczy, że w przypadku matematyki lub polskiego podręczniki nie powinny się zmieniać nawet po zmianie podstawy.

Wydawcy podkreślają, że o zakupie książek powinien decydować wolny rynek, a nie ograniczenia ustawowe. Mimo że w praktyce oznacza to drenowanie kieszeni rodziców.

@RY1@i02/2010/143/i02.2010.143.000.0003.001.jpg@RY2@

Wzrasta wartość rynku podręczników

Artur Radwan

artur.radwan@infor.pl

z Biblioteki Analiz w Warszawie

Jakakolwiek reforma edukacji, która prowadzi do wymiany podręczników, jest bardzo korzystna dla wydawców. Wtedy ich dochody rosną. Trzeba zaznaczyć, że po trzech latach od wprowadzenia na rynek nowego podręcznika jego sprzedaż spada nawet o 60 proc. Wszystko dlatego, że uczniowie i rodzice starają się kupować używane i dużo tańsze podręczniki. Nie wydaje mi się jednak, aby wydawcy, ratując się przed spadkiem dochodów, mieli aż tak duży wpływ na rządzących i przyczyniali się do wprowadzania kolejnych reform.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.