Stypendia, umowy i efekty kształcenia, czyli reforma na uczelniach
Marcin Chałupka Zmiany w szkolnictwie wyższym nie naruszyły fundamentu, na jakim opiera się obecny system pomocy materialnej dla studentów
Pierwszym efektem było chyba odczuwalne na uczelniach obciążenie legislacyjno-biurokratyczne. Wynikało ono z konieczności dostosowania procedur i przepisów wewnętrznych oraz przygotowywania programów kształcenia wedle nowych zasad. Jeśli tym pracom towarzyszyły wiara w sens i celowość zmian, to łagodziło irytację, ułatwiało oczekiwanie na właściwe efekty reformy. Jeśli nie - mogło pojawić się wzmożone odczuwanie dolegliwości etatystyczno-korporacyjnego systemu szkolnictwa wyższego.
Sama konieczność złożenia wniosku (dotychczas uczelnie mogły przyznawać stypendium za wyniki z urzędu) nie musi być dla studenta wielkim obciążeniem, a uporządkuje postępowanie. Gdyby student o złożeniu wniosku zapomniał, uczelnia może rozważyć odpowiednie zastosowanie art. 61 par. 2 kodeksu postępowania administracyjnego w brzmieniu: "Organ administracji publicznej może ze względu na szczególnie ważny interes strony wszcząć z urzędu postępowanie także w sprawie, w której przepis prawa wymaga wniosku strony. Organ obowiązany jest uzyskać na to zgodę strony w toku postępowania, a w razie nieuzyskania zgody - postępowanie umorzyć". Ale ograniczenie liczby stypendiów do 10 proc. liczby studentów może i powinno zwiększyć elitaryzm tego stypendium. Ponadto nowe uczelniane przesłanki inne niż średnia ocen, w połączeniu z rosnącą świadomością prawną studentów, mogą zwiększyć liczbę niezadowolonych studentów weryfikujących otrzymane decyzje w sądach administracyjnych.
Nowelizacja nakazuje rejestrować rodzaje przyznanych świadczeń pomocy materialnej, co powinno zapobiegać pobieraniu danego świadczenia na więcej niż jednym kierunku studiów. Nowelizacja nie naruszyła jednak fundamentu, na jakim opiera się obecny system pomocy materialnej dla studentów. W uproszczeniu powiem tak: pomoc materialna powinna być, co do zasady, zwrotna. Pomoc bezzwrotna zaburza decyzje, np. o podjęciu danych studiów, a przez to powoduje niesprawiedliwą i mniej efektywną alokację zasobów publicznych i prywatnych. Jak ktoś dobrze wybrał studia i ich nie lekceważy, ma szansę dobrze po nich zarobić, jeśli nie, to po co płacić za takie studia? Zaś jedynym zawsze skutecznym lekiem na nieprawidłowości przy dystrybucji publicznych pieniędzy jest ograniczanie skali takiej dystrybucji.
Prawda leży tam, gdzie została pochowana. A poważnie... Póki student nie może każdego modułu (kiedyś przedmiotu) opłacić na innej uczelni, bo studia stanowią systemową, regulaminową całość, nie widzę powodu, by usługi związane z kształceniem na tych studiach, wymagane do wykupienia czy zrealizowania regulaminem czy planem tych studiów, miały stanowić niezależne od siebie świadczenia. Jeśli zaś jest jedno świadczenie, to powinna je opisywać jedna umowa. Oczywiście rozstrzygające zdanie będzie należało do sądów.
@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.183000800.802.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Marcin Chałupka, prawnik, specjalizuje się w instytucjach szkolnictwa wyższego, www.chalupka.pl
Rozmawiała Dominika Sikora
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu