Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Pieniądze z Unii nie leczą głupoty

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Im więcej środków płynie z Brukseli na doszkalanie, tym mniej dorosłych z takiej opcji korzysta. Winni są pracodawcy, którzy nie chcą dokładać 7 proc. do kosztów kursów. Nie zależy im na wykształconej załodze

Dorośli Polacy kształcą się i doszkalają zdecydowanie rzadziej niż obywatele pozostałych państw Unii Europejskiej. Sytuacji nie zmieniły nawet ogromne środki, jakie otrzymujemy na ten cel z Unii Europejskiej.

W ubiegłym roku tylko 4,5 proc. (nieco ponad 1 mln) Polaków w wieku 25-64 lata uczestniczyło w kształceniu ustawicznym - brało udział w dokształcaniu zorganizowanym przez zakład pracy, w kursie podjętym z własnej inicjatywy albo w wyniku działań urzędu pracy. Albo zwiększało kwalifikacje poprzez podjęcie np. studiów podyplomowych - wynika z danych GUS i Eurostatu.

Wypadamy pod tym względem słabo na tle innych krajów Unii Europejskiej, gdzie w kształceniu i szkoleniach uczestniczy średnio dwa razy więcej (9 proc.) niż u nas dorosłych osób. Te proporcje nie zmieniają się od lat, mimo że oprócz własnych pieniędzy przeznaczamy na ten cel duże kwoty z UE w ramach funduszy strukturalnych. Tylko w ramach programu Kapitał Ludzki na kształcenie ustawiczne przewidziano ponad 1,1 mld euro w kończącej się właśnie perspektywie budżetowej. Co ciekawe, w 2007 r., czyli roku, w którym zaczęto wydawać pieniądze z obecnego budżetu UE, osób po 25. roku życia kształciło się więcej niż dziś, czyli w ostatnim roku obowiązywania budżetu UE.

Paradoksalnie wraz z większą ilością pieniędzy z Unii Europejskiej zmniejszyła się prawdopodobnie liczba przedsiębiorców, którzy są gotowi przeznaczać własne środki na kształcenie pracowników. W ten sposób kasa z Brukseli zadziałała odwrotnie do zakładanych celów. - Czasem pracodawcy nie są nawet zainteresowani środkami z UE, bo aby z nich skorzystać, trzeba napisać projekt i stosować się do reguł narzuconych przez Wspólnotę - twierdzi prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego. Ale to nie wszystko. Przedsiębiorcy, szczególnie z sektora małych i średnich firm, nie wysyłają na ogół pracowników na szkolenia i nie finansują ich ze względu na sytuację na rynku pracy - uważa prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. Dodaje, że obawiają się, iż po kursie pracownik może się przenieść do innej firmy. Do takiej, która zaoferuje mu lepsze warunki. Niekoniecznie finansowe.

- Przy dużym bezrobociu pracodawcy wyłuskują pracowników z wysokimi kwalifikacjami, nie muszą więc ponosić kosztów na podwyższenie ich kwalifikacji - wyjaśnia prof. Kryńska. - Na jedną ofertę pracy nawet na niezbyt wysokie stanowisko zgłasza się często po kilkaset osób - dodaje prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Podkreśla, że o niechętnym stosunku naszych pracodawców do kształcenia pracowników najlepiej świadczą liczby. W Finlandii pracodawcy pokrywają średnio 58 proc. kosztów kształcenia młodych pracowników, w Irlandii - 50 proc., w Danii - 48 proc., a w Polsce tylko 7 proc.

Są też inne powody niechęci pracodawców. - Technologie w polskich firmach często nie są zbyt zaawansowane. W związku z tym jeden pracownik może przyuczyć drugiego do wykonywania określonych prac bez zbędnych wydatków - tłumaczy prof. Sztanderska. Co więcej, podnoszenie kwalifikacji z własnych środków przekracza często możliwości wielu osób. W Polsce brakuje też zachęt podatkowych dla pracodawców, którzy chcieliby wyłożyć własne pieniądze na kształcenie.

@RY1@i02/2013/152/i02.2013.152.00000020d.803.jpg@RY2@

Osoby dorosłe uczestniczące w kształceniu i szkoleniu

Po co szkolić, gdy można wziąć do pracy najlepszych. Niech uczą innych

Janusz K. Kowalski

janusz.kowalski4@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.