Uczelnie nie mogą zawyżać punktów za zajęcia
Szkolnictwo wyższe
Uczelnie nadal mają problemy z przyznawaniem punktów ECTS za poszczególne zajęcia. Tak wynika z konferencji na temat "Przenoszenia osiągnięć w uczeniu się w Polsce i Europie" zorganizowanej przez Instytut Badań Edukacyjnych, która odbyła się wczoraj.
Student, aby np. zaliczyć trzyletnie studia licencjackie, musi uzyskać 180 punktów ECTS. Jednak przepisy, które to regulują, są nieprecyzyjne. Wynika z nich bowiem, że trzeba ich zdobyć nie mniej niż 180. W efekcie dopuszczalne jest, aby było to np. 182 czy 187 pkt.
- Jest to jednak niezgodne z wytycznymi unijnymi, ponieważ one wyraźnie wskazują, że powinno ich być 180. Ani więcej, ani mniej - mówi Ryszard Rasiński, ekspert ds. procesu bolońskiego, Uniwersytet Łódzki.
Dodaje, że nadwyżkowe przypisywanie punktów jest nieuprawnione.
- Błędy popełnia też Polska Komisja Akredytacyjna, oceniając program studiów, za który student otrzymuje zawyżoną liczbę ECTS - podkreśla Ryszard Rasiński.
Szkoły wyższe wadliwie przypisują także punkty za zajęcia, które realizowane są na studiach stacjonarnych i niestacjonarnych. Za ten sam przedmiot przyznają tyle samo punktów, co jest niezgodne z wytycznymi unijnymi. Każdy uzyskany punkt zależy bowiem od liczby godzin pracy studenta, które poświęcił, aby zdać egzamin (1 pkt to 25-30 godz. pracy).
- Na studiach niestacjonarnych student spędził mniej czasu na nauce oraz włożył mniej pracy w zaliczenie egzaminu. Dlatego uczelnie nie powinny automatycznie przepisywać punktów za zdane wykłady, które są inaczej realizowane w trybie dziennym czy zaocznym - twierdzi Ryszard Rasiński.
Wyjaśnia, że problemy uczelni wynikają nie tylko ze źle sformułowanych przepisów, ale także z trudności oszacowania nakładu pracy studenta.
Urszula Mirowska-Łoskot
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu