Dziennik Gazeta Prawana logo

Wystarczą skrócone studia, żeby zostać ratownikiem lub kosmetologiem

28 czerwca 2018

Szkolnictwo wyższe

Polska Komisja Akredytacyjna zadecyduje, czy uczelnia spełnia wymogi do prowadzenia studiów medycznych. Minister zdrowia wyrazi opinię w tej sprawie tylko w przypadku niektórych kierunków. Kierowany przez niego resort domaga się, aby osoby podejmujące naukę na takich studiach musiały ukończyć cały program kształcenia. Jego zdaniem w przypadku kierunków medycznych studenci nie powinni móc korzystać ze zwolnienia z części zajęć.

Możliwość zaliczenia jedynie 50 proc. programu studiów chce wprowadzić Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Taką regulację zapisało w projekcie założeń do nowelizacji ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym. Zgodnie z nią osoby, które posiadają doświadczenie zawodowe, będą mogły ubiegać się, aby szkoła wyższa zwolniła je z części wykładów i ćwiczeń. Zostaną zobowiązane do uzupełnienia prac czy egzaminów, ale mogą nie uczęszczać na wybrane przez siebie przedmioty.

- Kształcenie we wszystkich zawodach medycznych wymaga pełnej realizacji ściśle określonego programu oraz nabycia wiedzy i umiejętności w nim określonych - argumentuje Igor Radziewicz-Winnicki, podsekretarz stanu MZ w piśmie do resortu nauki.

Na wniosek resortu zdrowia MNiSW uściśliło, że z tej możliwości nie będą mogły skorzystać te osoby, które uczą się na studiach o standardach kształcenia określonych przez UE. Czyli przyszli lekarze, dentyści, architekci, farmaceuci, weterynarze oraz pielęgniarki i położne.

Zaoczne zaliczenie części programu zajęć będzie możliwe natomiast w przypadku pozostałych kierunków medycznych, czyli np. na dietetyce, fizjoterapii, ratownictwie medycznym czy kosmetologii.

- Potwierdzanie efektów kształcenia uzyskanych w sposób nieformalny może skutkować tym, że w systemie ochrony zdrowia będą pracowały osoby bez odpowiednich kwalifikacji - obawia się Igor Radziewicz-Winnicki.

Dodaje, że to z kolei może doprowadzić do istotnych dla zdrowia i życia pacjenta zagrożeń. Będą one wynikały z złej diagnostyki czy błędnie wykonywanych zadań.

Z tym stanowiskiem zgadza się prof. Jerzy Kruszewski z Naczelnej Izby Lekarskiej.

- Osoby te powinny być dobrze wykwalifikowane - uważa.

MZ domagał się także, aby szef resortu brał udział w procedurach związanych z wydaniem decyzji o uruchomieniu studiów, które przygotowują do wykonywania zawodów medycznych. Obawia się, że osoby po tych samych kierunkach, ale w różnych szkołach wyższych będą miały zupełnie inną wiedzę i umiejętności.

MNiSW zgodziło się, aby oprócz oceny Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA) była również konieczna opinia ministra zdrowia, ale tylko przy otwieraniu kierunku lekarskiego, lekarsko-dentystycznego oraz farmacji.

- To jest nieporozumienie, PKA nie ma na ten temat takiej wiedzy jak minister. Nie możemy doprowadzać do sytuacji, gdy słabe szkoły kształcą specjalistów, którzy później odpowiadają za życie człowieka - mówi prof. Jerzy Kruszewski.

Urszula Mirowska-Łoskot

urszula.mirowska@infor.pl

Stały Komitet Rady Ministrów

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.