Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Rewolucja sześcioletnia

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Stało się - sześciolatki poszły tam, gdzie pójść miały. Niepełnym rocznikiem, nieśmiało, ale nieodwracalnie. Mały krok dla sześcioletnich nóżek, ale wielki krok dla.... no może nie dla ludzkości, ale dla polskich szkół na pewno. Ziemia się nie rozstąpiła, podręcznik dla pierwszaków nie ugrzązł w trybach drukarskich maszyn i trzeba jakoś z tym żyć. Zastanówmy się jednak nad tym, co się zmienia w dalszej perspektywie.

Przede wszystkim nie da się już tak łatwo skwitować problemów tymczasowym czy eksperymentalnym statusem reformy.

Najważniejszy kłopot jest z programem, który od dobrych pięciu lat jest już układany dla dzieci młodszych niż faktycznie obecne w podstawówce. Program determinuje kształt i poziom państwowych testów i egzaminów, których nie da się nagiąć do warunków lokalnych. Część przerośniętych uczniów będzie pracą pod egzamin śmiertelnie znudzona. I trudno coś na to poradzić, jeśli dopuszczono tak duży wiekowy galimatias. Jak bowiem wygląda teraz test szóstoklasisty? Analiza polskiego tekstu, umiejętność liczenia i sprawność komunikacyjna z angielskiego jest mierzona według możliwości statystycznego 12-latka, a nasz szóstoklasista w tym wieku kończył klasę piątą.

Jak się z tym zmagać? Jest kilka warunków skuteczności we wszechogarniającym chaosie. Po pierwsze elastyczność. Trudno ją zadekretować, ale bez niej najlepszy nauczyciel polegnie w obecnym chaosie. Po drugie - współpraca z rodzicami i instytucjami wspierającymi. Jednak nie da się jej oprzeć na dotychczasowych, kruchych fundamentach - takich jak "rada rodziców", która niczego nie poradzi. Jeśli szkoła chce zapewnić rozwój talentów i zainteresowań uczniów, musi wciągać do współpracy całe środowisko, walczyć o pieniądze z różnych źródeł i zapewniać sobie poparcie dla inicjatyw i innowacji, dzięki którym przyciągnie zdolnych i nie odtrąci wymagających wsparcia.

Była szansa, żeby jako model współdziałania wykorzystać społeczną energię ruchu Ratuj Maluchy. Jednak szansa ta, ledwo uruchomiona, szybko została zmarnowana. I to zgodnie przez obie strony sporu. Przez ministerstwo i szkolny establishment - bo ograniczono się do akcji zaczepno-obronnych, zamiast wciągnąć rodziców w realną współodpowiedzialność. Przez ruch i fundację - bo okopały się one na dogmatycznie wrogich rządowi pozycjach. Kto widział spotkanie Elbanowskich z premierem Tuskiem i minister Kluzik-Rostkowską, ten nie mógł się oprzeć wrażeniu niepoważnej przepychanki inicjowanej przez Elbanowskich i ich ekspertki. Czy dorośli, aktywni i skuteczni ludzie nie mogą pojąć, że pewne sprawy są po prostu polityczne? Że nie da się ich załatwić przekomarzaniem ani akademickimi wywodami, bo należą do gry ważniejszych interesów i wartości?

Ratując bądź nie, rodzice zadają pytania. Na przykład: Jaka jest efektywność zerówki popołudniowej i w ogóle zmianowej nauki? Co się stało z zapowiadanym naborem nauczycieli wspomagających? Kiedy znajdą się pieniądze na naukę języków i innych praktycznych sprawności w sensownych, 10-15-osobowych grupach, od pierwszaków począwszy? Dlaczego o wbiciu nawet kołka w ścianę decyduje się w państwowej szkole miesiącami, gdy przystosowanie szatni i świetlicy wymaga tak naprawdę kilku dni dobrze zaplanowanej pracy?

Jeżeli pytania pomija się wzruszeniem ramion, to przyjdzie czas, gdy rodzice ten gest odwzajemnią. Odwrócą się plecami do publicznej szkoły, gdy nie znajdą tam partnera... i to na pewno będzie szybciej, a nie później - jeszcze w podstawówkowej karierze tych sześciolatków.

@RY1@i02/2014/230/i02.2014.230.000000600.802.jpg@RY2@

Marek Szpanowski nauczyciel i publicysta

Marek Szpanowski

nauczyciel i publicysta

Co piąty sześciolatek został cofnięty. Więcej na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.