Sądy pracy zabierają uczniom nauczycieli
Edukacja
Zwalniani nauczyciele dezorganizują pracę szkół, bo wzywają innych jej pracowników na świadków. Zajęcia najczęściej przepadają, a za dodatkowe musi zapłacić gmina.
Szkoły coraz część muszą decydować się na zwalnianie nauczycieli. Głównie z powodu pogłębiającego się niżu demograficznego. Wręczenie pedagogowi wypowiedzenia pod koniec maja to dopiero początek kłopotów szefów placówek. Nauczyciele bardzo często odwołują się od tej decyzji do sądu i kwestionują zasadność doboru kryteriów. Co więcej, przegrana sprawa dla szkoły oznacza dodatkowe kłopoty w postaci nadwyżki pracowników.
Wraz z początkiem roku szkolnego do sądów wzywani są inni nauczyciele, którzy są powoływani przez strony w charakterze świadków. Szefowie placówek przyznają, że to mocno dezorganizuje pracę szkół, bo zajęcia lekcyjne najczęściej przepadają.
- Przy redukcji etatów pozbywam się bardzo słabych nauczycieli, którzy nie rokują poprawy. Ale prawie za każdym razem odwołują się oni do sądu. Takie działania oczywiście mocno wpływa na pracę szkół, bo albo zajęcia przepadają, albo trzeba szukać zastępstw - potwierdza Ewa Józefowicz, dyrektor Gimnazjum nr 21 w Gorzowie Wielkopolskim.
Tłumaczy, że poza sądowymi wezwaniami nauczyciele muszą stawiać się w innych instytucjach w godzinach pracy, np. w ZUS. Zaznacza, że nie brakuje też przypadków, w których pedagodzy po prostu zwalniają się z zajęć, bo np. ich lekarz przyjmuje w godzinach, w których oni mają zajęcia.
Podobnie jest w innych placówkach.
- Niektóre sprawy ciągną się latami. Dodatkowo zdarza się, że do jednej sprawy na świadków jest wezwanya nawet połowa kadry. A za zastępstwa, jeśli są możliwe, płacą gminy - przyznaje Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni.
Dodaje, że sądy wyznaczając terminy przesłuchania świadków, powinny brać pod uwagę dni, w których nauczyciele nie mają zajęć, a takich jest przecież około 60 w ciągu roku.
- Mamy bardzo dużo przypadków spraw sądowych, w których zwolniony nauczyciel pochodzi z innego miasta i wezwani świadkowie ze szkoły muszą kilkakrotnie w ciągu roku przyjeżdżać na przesłuchania - potwierdza Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
- Czasami organizuje się zastępstwa, ale nie zawsze jest to możliwe. Nauczycieli, którzy wzywani są na świadków, nie można później zmusić, aby odrabiali te zajęcia. Jest to możliwe pod warunkiem, że dodatkowo zapłaci się im za zaległe lekcje - dodaje.
Artur Radwan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu