Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Autonomia uniwersytetu - przeżytek czy konieczność

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Opinia

Naukowcy często narzekają na administracyjne wypieranie z uczelni tradycyjnej kultury akademickiej i zastępowanie jej kulturą typową dla korporacji. Warto więc postawić sobie pytanie o dzisiejsze znaczenie autonomii uniwersytetu, będącej przecież kluczem do podtrzymywania ugruntowanych przez lata akademickich tradycji. Czy autonomia jest ciągle wartością o kluczowym znaczeniu dla jakości procesu kształcenia i obywatelskiego formowania młodych ludzi? Jeśli zaś rzeczywiście następuje jej upadek, to czy aby to nie sami naukowcy przyczyniają się do tego w znacznej mierze? Dodajmy, że mówimy tu o klasycznym uniwersytecie badawczym. Uwagi poniższe nie odnoszą się więc do uczelni zawodowych, które w naturalny sposób powinny funkcjonować na innych zasadach.

Autonomia nowożytnego uniwersytetu wykształtowała się w połowie XIX wieku i w ciągu następnych mniej więcej stu lat ugruntowała swą pozycję jako dominująca cecha modelu kształcenia. W największym skrócie oznaczała ona uczelnię o charakterze elitarnym, niezależną od świata zewnętrznego, przypisującą specjalne znaczenie bezpośredniości relacji mistrz - uczeń i mającą płaską strukturę zarządzania opartą na autorytecie poszczególnych badaczy obdarzonych pełną swobodą działania. Pierwsze oznaki kłopotów z takim modelem uczelni można było zaobserwować mniej więcej na początku lat 70. XX w. wraz z rozwojem powszechności kształcenia uniwersyteckiego. W wyniku coraz szerszego rozumienia wpływu gruntownej wiedzy zarówno na indywidulne kariery ludzi, jak i na tempo rozwoju całych społeczeństw nastąpił wtedy gwałtowny wzrost liczby studentów, któremu w naturalny sposób towarzyszyły zwiększone oczekiwania społeczne co do efektów kształcenia. Na to nałożyła się świadomość narastającej globalnej konkurencji na rynku edukacyjnym oraz profesjonalizacja administracji uczelnianej, a także naturalne wobec szybko rosnących kosztów kształcenia kłopoty z pokryciem wszystkich finansowych potrzeb edukacyjnych i chęć ścisłej kontroli sposobów wydatkowanych środków publicznych.

Dzisiaj, po prawie pół wieku od rozpoczęcia tych zmian, mamy do wyboru - przynajmniej teoretycznie - trzy zasadnicze modele uniwersytetu. Pierwszy to niejako powrót do modelu kolegialnego z pełną kontrolą działalności uczelni przez społeczność akademicką. Drugi to model polityczny z kluczową rolą odgrywaną przez szeroko rozumianą władzę publiczną. Wreszcie trzeci model - rynkowy, w którym regulatorem działalności uczelni w zakresie zarówno edukacyjnym, jak i badawczym jest nieskrępowany rynek. Oczywiście możliwe są także najróżniejsze modele mieszane i zapewne taki należałoby w dzisiejszej skomplikowanej rzeczywistości rekomendować w naszym kraju. Zasadniczym, strategicznym problemem staje się więc wybór proporcji.

Od władz domagać się należy uznania edukacji i badań za jeden z głównych priorytetów realizowanego programu politycznego. Oznacza to w szczególności stabilne finansowanie budżetowe umożliwiające konkurowanie z najlepszymi i wprowadzenie silnych zachęt do wsparcia pozyskiwanego od potencjalnych darczyńców i sponsorów. A także akceptację daleko posuniętej niezależności uczelni w sprawach bieżącego zarządzania. Niezwykle ważne jest zasadnicze uproszczenie prawa dotyczącego uczelni badawczych i ograniczenie odpowiednich zapisów ustawowych do niezbędnego minimum. Decyzje w sprawach kształcenia, zatrudnienia i płac powinien podejmować sam uniwersytet.

Taka polityka łączyć się jednak musi nierozerwalnie z ogromnymi i w pełni zasadnymi oczekiwaniami wobec środowiska akademickiego. Uczelnia, aby zasługiwać na prawdziwe zaufanie społeczne, musi wykazać otwartość i zdolność do harmonijnego współdziałania z otoczeniem - obywatelskim, politycznym i gospodarczym. Musi postawić na antycypacyjny model działania w miejsce dominującego dzisiaj modelu adaptacyjno-inercyjnego. Niezbędna jest elastyczność polityki zatrudniania, w ramach której istotną rolę odgrywać muszą rzetelnie prowadzone konkursy i czasowe kontrakty dla młodszych pracowników nauki oraz zewnętrznych ekspertów. Uczelnia musi wspierać skuteczną samoorganizację, przestrzegać krytycznego minimum specyfikacji administracyjnych, promować ideę samokształcenia menedżerskiego, wyzwalać kreatywność zespołów ludzkich. Musi aktywnie dbać o ścisłe przestrzeganie zasad etyki pracownika nauki (dzisiaj mocno nadwątlonych) i promować kulturę środowiskowego partnerstwa. Niezwykle ważna dla wizerunku i efektywności działania uczelni jest standaryzacja procedur wewnętrznej oraz, co bardzo ważne, zewnętrznej oceny osiągnięć dydaktycznych, badawczych, wdrożeniowych i powszechnie u nas zaniedbywanych działań popularyzujących współczesną naukę.

Pełna odpowiedzialność za osiągane efekty i ich przejrzysta "rozliczalność" jest oczywistym i niezbywalnym obowiązkiem każdej instytucji finansowanej ze środków publicznych. Zewnętrzna ocena powinna być jednak także elementem akademickiej autonomii i mieć szeroko rozumiany środowiskowy charakter, oczywiście całkowicie jawny i wykorzystujący niezależnych (tj. także zagranicznych) ekspertów. Ponieważ w zarządzaniu uniwersytetem powinny występować, obok demokratycznych, także elementy merytokratyczne, niezbędne wydaje się tworzenie rad powierniczych (ang. Board of Trustees), złożonych z przedstawicieli środowisk akademickich, gospodarczych i samorządowych, odpowiedzialnych za współtworzenie strategicznych planów rozwoju i wybór rektora.

Niezależność uniwersytetu to warunek konieczny dla prawidłowego pełnienia przez niego swej misji, nie jest to niestety warunek dostateczny gwarantujący wysoką jakość jego funkcjonowania - absolutnie niezbędne są także zmiany w przyzwyczajeniach dużej części środowiska akademickiego. A to jawi się jako głęboki problem kulturowy, wywołany po części przez czynniki dla środowiska zewnętrzne - ostrą rywalizację o z reguły bardzo ograniczone środki, niefortunne metody oceny indywidualnych osiągnięć, zanik u nas powszechnej kultury szacunku dla pracy zespołowej, historycznie zrozumiały, ale dziś bardzo szkodliwy nawyk braku wiary w skuteczność współpracy z biznesem. Krótko mówiąc, przed nami wielkie wyzwanie. Takie, któremu ze względu na wagę dla naszej przyszłości musimy szybko i skutecznie sprostać.

Skróty pochodzą od redakcji

@RY1@i02/2014/185/i02.2014.185.00000070c.802.jpg@RY2@

Michał Kleiber prezes PAN

Michał Kleiber

prezes PAN

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.