Dziennik Gazeta Prawana logo

O dotacji powinien zdecydować program studiów

28 czerwca 2018

WIESŁAW BANYŚ Unia Europejska powinna określić minimalny poziom środków PKB, jaki każdy kraj członkowski przeznaczałby na naukę i szkolnictwo wyższe

Przed nami wybory do europarlamentu. Jakie oczekiwania ma Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) wobec europosłów?

Chcielibyśmy, aby nasi przedstawiciele w Parlamencie Europejskim wypracowali rozwiązanie, które określi minimalny poziom PKB środków budżetowych kierowanych na naukę i szkolnictwo wyższe w poszczególnych krajach UE.

Jaki procent PKB na naukę i szkolnictwo wyższe przeznacza obecnie Polska?

Według informacji przekazanej nam przez przedstawicieli resortu wyniósł on tylko na badania naukowe w ubiegłym roku 0,32 proc. PKB. Oznacza to, że spadł w stosunku do i tak niezbyt dużej wartości 0,36 proc. PKB sprzed jeszcze kilku lat.

A jakie są oczekiwania rektorów?

Powinniśmy mieć plan i skuteczne sposoby weryfikacji jego realizacji, dochodzenia do ogłoszonego w Krajowym Programie Reform poziomu 1,8 proc. PKB w roku 2020 na badania naukowe i rozwój (z czego połowa ma być środkami budżetowymi, a druga połowa ma pochodzić z gospodarki). Przypomnijmy, że założenia Strategii Europa 2020 mówią o poziomie 3 proc. PKB przeznaczanych w 2020 r. na badania i rozwój w UE.

Czy podnoszenie środków na szkolnictwo wyższe w dobie spadającej liczby studentów rzeczywiście jest uzasadnione?

Ależ oczywiście! W 2012 r. na jednego nauczyciela akademickiego przypadało w Polsce ok. 17 studentów. W UE to 12 kształcących się na akademika. Spadek liczby uczących się na uczelniach o 30 proc. przy utrzymaniu liczby nauczycieli akademickich doprowadziłby nas do tej średniej. To pozwoliłoby nam na rzeczywiste budowanie relacji mistrz - uczeń, która przy aktualnej liczbie studentów jest trudna do zrealizowania. Wydatki budżetowe na jednego studenta nie przekraczają w Polsce 3 tys. euro na rok w stosunku do średniej 6 tys. euro w krajach UE. To oznacza, że spadek liczby studentów o 50 proc. doprowadziłby dopiero do średniej unijnej. Zatem niż demograficzny powinniśmy traktować jako szansę na wyrównywanie sytuacji polskiego szkolnictwa wyższego.

Zapewnienie środków na naukę i szkolnictwo wyższe to jedno. Wciąż jednak rektorzy mają uwagi dotyczące tego, jakimi kryteriami kieruje się rząd, wydzielając je dla uczelni. Co będą państwo proponować rządowi?

Przede wszystkim przeniesienie punktu ciężkości bardziej na kryteria jakościowe niż ilościowe, częściowe odejście od prostego wyliczania dotacji na podstawie wskaźników ilościowych (m.in. liczby studentów) na rzecz jakościowych.

Ale jak to w praktyce zrobić?

Gotowe propozycje będziemy mieć już pod koniec października. Niewykluczone, że będziemy postulować, by przy ustalaniu dotacji większą uwagę zwracać na mierniki jakości kształcenia, czyli oceny Polskiej Komisji Akredytacyjnej i europejskich instytucji akredytacyjnych. Chcemy, aby uczelnie chętniej poddawały kierunki opinii międzynarodowym agencjom akredytacyjnym. Tak robią np. uczelnie medyczne, bo to jest warunek konieczny przy uznawalności ich dyplomów za granicą. Jedna z propozycji polegałaby na tym, aby szkoły wyższe przedstawiały swoją ofertę dydaktyczną w zakresie programów studiów i najlepsze z nich otrzymywałyby w ramach konkursów środki na ich realizowanie. To byłoby podobne do brytyjskiego systemu kontraktowania usług dydaktycznych. W ten sposób nie byłyby rozdzielane wszystkie środki, ale pewna ich część. Różnica natomiast w stosunku do dotychczas proponowanych kierunków zamawianych polegałaby na tym, iż uczelnie nie odpowiadałyby na zamówienie ministerialne, ale same generowałyby takie zamówienia. Zaproponujemy też sposób na ustabilizowanie finansowania kształcenia studentów. Dotowany byłby cały cykl studiów licencjackich czy magisterskich. A więc szkoła wyższa przez cały ten okres otrzymywałaby środki na kształcenie takiej liczby studentów, jaka zostanie przyjęta na pierwszy rok studiów. Pozwoliłoby to na większą jeszcze dbałość o jakość kształcenia, lepszą selekcję absolwentów i stabilniejsze planowanie rozwoju uczelni. Obecny system finansowania nie zachęca szkół do pozbywania się słabych studentów. Mniejsza liczba osób kształcących się powoduje zmniejszenie dotacji.

Ale z drugiej strony uczelnie w trakcie studiów robiłyby ostrą selekcję, niekoniecznie kierując się wysoką jakością kształcenia, ale chęcią cięcia kosztów. Mniej studentów to również mniej wykładów do zorganizowania. Zgodnie z państwa propozycją uczelnia dostanie takie same pieniądze również na drugim i trzecim roku studiów bez względu na to, ilu studentów dotrwa do końca.

W przypadku uczelni publicznych nie bardzo mogę sobie wyobrazić taką sytuację. Tak czy inaczej, powinniśmy przywrócić zaufanie do instytucji publicznych, intensywniej i skuteczniej budować kapitał społeczny i nie doszukiwać się wszędzie możliwego łamania prawa.

To może być trudne. Centralne Biuro Antykorupcyjne wykryło ostatnio, że pieniądze zamiast na stypendia trafiają czasem do kieszeni pracowników uczelni.

Po to mamy przeróżne instytucje kontrolne, żeby monitorowały nasz sposób działania. Prawo i organy nadzoru są po to, aby interweniować w patologicznych sytuacjach. Nie oznacza to jednak, że mamy nie zmieniać systemu, bo mogą pojawić się potencjalne nadużycia. To jest kwestia wyważenia proporcji między zaufaniem i kontrolą.

@RY1@i02/2014/098/i02.2014.098.18300110a.802.jpg@RY2@

FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Prof. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

Rozmawiała Urszula Mirowska-Łoskot

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.