Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

6-latki u wrót - pobudka!

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Konferencje i dywagacje na temat sześciolatków przypominają już trochę teatr. Ostatnie wymiany zdań premiera z liderami akcji Ratuj Maluchy niebezpiecznie zbliżają nas do wizji przekupek targujących się o pęczek rzodkiewki. Czas zapytać, czy Ministerstwo Edukacji Narodowej i sam premier mają zamiar użyć wreszcie jakichś politycznych instrumentów do zmieniania oświaty, czy cyrk będzie trwał.

Po pierwsze: nie mamy armat. Na doposażenie szkół rząd z dumą przeznaczył 90 mln zł - dla jednej podstawówki daje to jednak 7200 zł. Kto prowadził szkołę, ten wie, że to koszt niewielkiego zestawu mebli - no ale skąd ma to wiedzieć premier!

Gdy kołdra krótka, tym ważniejsze są pomysły i determinacja. I to jest ten moment - powstaje przecież nowelizacja ustawy oświatowej w celu lepszego przygotowania na 1,5 rocznika maluchów we wrześniu. Czy minister edukacji jest świadoma narzędzi, jakimi dysponuje za pośrednictwem organów nadzoru (czyt. kuratorium)? Czy chce zacząć przeprowadzanie oceny szkół w sposób znany z państw demokratycznych, czy ciągle w stylu właściwym republikom bananowym? Czy wyniki oceny skontrolowanych szkół będą wreszcie publiczne?

Pilnie potrzebna jest poważna ocena szkół, choćby w wycinkowym zakresie przygotowania sal i świetlic. Tylko że powtórka z lat ubiegłych nie będzie wiarygodna. Dlatego ocena musi być natychmiast, w czytelny sposób dostępna dla całego środowiska szkoły. Czy placówka jest gotowa/niegotowa/prawie gotowa? Można się tak droczyć aż do mdłości. Bez przejrzystych i odważnych działań na wczoraj nigdy nie wyjdziemy z klinczu. A wtedy czeka nas kociokwik we wrześniu: masowe konflikty w przepełnionych szkołach, ogniska buntu rodziców - i spontaniczne, i te wzniecane z polityczną motywacją. Czekają nas też maluchy siedzące w klasie do godz. 17, bo w planie zajęć tak wyszło. Pora zacząć się bać.

Czy jasne limity określą w rozporządzeniu minimalną liczbę nauczycieli wspomagających dla klas I-III oraz ich czas pracy, czy zatrzymamy się w sferze marzeń i sennych wizji? Przesunięto diagnostykę osiągnięć na koniec III klasy - słusznie, ale to nie wszystko. Czy oprócz wskazywania przykładów dobrych praktyk MEN zamierza jasno powiedzieć, czego w klasach młodszych robić po prostu nie wolno? Na przykład, że nie wolno robić kilkugodzinnych testów sprawdzających? I proszę mi nie mówić, że nie wierzę w polskich nauczycieli. Wierzę, ale wierzę również w fakty widoczne za oknem - w obłędną testomanię, która dla wielu dyrektorów jest jedyną motywacyjną bronią wobec personelu. Większa równowaga jest w szkołach niepublicznych - ale tam rodzice głosują portfelem.

A właśnie - rodzice. Może by tak wpisać ich w oddolny system, żeby było jak w zachodniej demokracji. Zamiast gadania o dobrych chęciach - odpowiedzialność, konkret i praca nad ulepszaniem szkoły na poziomie "naszej" podstawówki. Zamiast uogólnień i - można by wreszcie powiedzieć: rodzice w szkole X uważają że... No tak, tylko że wtedy ustawa musiałaby zmienić umocowanie rad rodziców i stworzyć system na miarę XXI w. Z corocznym wyborem delegacji w skali szkoły, a nie bzdurną fasadą trójki klasowej. Z radą odpowiedzialną przed społecznością, rozliczaną, pilnującą potrzeb wszystkich uczniów, a nie utrwalającą podziały w interesie elity.

Dużo pracy przed panią, pani minister.

@RY1@i02/2014/017/i02.2014.017.000000500.802.jpg@RY2@

Marek Szpanowski nauczyciel, publicysta

Marek Szpanowski

nauczyciel, publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.