Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Edukacja dwóch prędkości

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Fetując postępy 15-latków w testach PISA - a jest co świętować - zadajmy kilka pytań. Sukces wszystkich zaangażowanych w polską edukację jest bezsporny. Co z tym zrobimy? To otwarta sprawa.

Czy osiągnięcia gimnazjalistów przełożą się na kapitał społeczny? Być może. Czasem się udaje - świetnie przygotowane roczniki są napędem nauki, przedsiębiorczości, nowoczesnych usług. To z kolei przyciąga studentów, pracowników i inwestycje z zewnątrz.

Ale nie na pewno. Efekty zależą od tego, po co ma być uczniom edukacja. Jeśli nawet najlepiej przygotowany 20-latek zobaczy, że wokół niego standardem sfery publicznej są pseudokonkursy i lokalne sitwy, jeśli stwierdzi, że nad Wisłą - po pierwsze, nie umie i nie ma jak, a po drugie, nie ma z kim współpracować, tworząc szanse dla siebie i miejsca pracy - wtedy będzie już miał odpowiedź. W tej logice dyplom nie jest symbolem kompetencji i niezależności, jak dla jego niemieckich czy szwedzkich kolegów. Jest wytrychem w pościgu za ładnie wyglądającym biurkiem w korporacji, a częściej - podpórką w ucieczce.

Jeśli jedyną perspektywą i wzorcem życiowym będzie ciągła ucieczka od tej rzeczywistości - naszego absolwenta nic nie powstrzyma. Zepnie się do kolejnego wyścigu, poszuka szczęścia w innej konkurencji, poza polskim podwórkiem. Mniej zdolni lub mniej szczęśliwi koledzy swoje dyplomy zawieszą na ścianie - łatwiej się im będzie utrzymać, pracując w niemieckiej czy brytyjskiej fabryce. Już prawie wypuściliśmy ich z rąk - windując koszty przedsiębiorczości i tak pięknie regulując atrakcyjne branże i zawody. Można to jeszcze odwrócić.

Czy Polacy ułożą swoje życie dzięki temu, co da im skuteczna i przyjazna szkoła, czy wbrew instytucjom edukacji? Czy sfrustrujemy co najmniej połowę uczniów, stawiając ich wobec przymusów ideologicznych i praktycznych (patrz spór o 6-latków, a ostatnio o edukację seksualną)?

Być może unikniemy ciągłej wojny w systemie. Ale nie na pewno. Jeśli ministerstwo jak wyrocznia przesądzi, kiedy idzie do szkoły dziecko z I półrocza 2008, a kiedy z grudnia, to grozi nam szybki nawrót autorytaryzmu. Podobnie - gdy narzucimy w szczegółach jedną wizję człowieka, jakiej uczy podstawówka. Takiej szkole uczniowie na pewno pokażą plecy.

Sporów o wartości nie trzeba ani ukrywać, ani rozjeżdżać walcem. Ich strony zasługują na rozmowę, a także na autonomię. Drogą do skuteczności i społecznego pokoju może być wielość organów prowadzących szkoły publiczne. Konkurencja i współpraca podciągną ogólny poziom - a na pewno pomogą uniknąć uniformizacji i wojny kulturowej buzującej pod pokrywką.

Czy w efekcie będziemy mieć spójnie rozwijający się system, czy pokona nas syndrom edukacji dwóch prędkości? Może to pierwsze. Ale nie na pewno. Wystarczy porównać doświadczenia z północy i z południa Europy.

Oba rejony dużo łączy - tradycje umysłowe, systemy polityczne, często dość długi staż w Unii. Jednak całkiem inne są nastroje na duńskiej czy brytyjskiej ulicy, a inne w miastach Grecji lub Hiszpanii. Tak jak różne są perspektywy tamtejszych absolwentów.

Dla tych pierwszych miejscowy rynek jest zwykle oczywistym wyborem. Jeśli pracy jest mniej - wiedzą, że mogą polegać na lokalnej społeczności, na programach rządowych i możliwościach rekwalifikacji. Gdy w ciężkich czasach to nie wystarczy - są pewni, ile daje im dyplom lub świadectwo z liceum na szerszym, globalnym rynku. Wiedzą, jak kręci się świat. Po angielsku dogadają się wszędzie. Znają też wartość własnej matury, choćby tej z technikum. Ich państwa osiągnęły to dzięki konsekwencji w modernizowaniu szkół - z nienaruszalnym systemem egzaminów i bardzo silnym kanonem umiejętności egzekwowanych w szkole średniej. Kanon ten jest ogólnokrajowy i upraszczający, zawiera zwykle język ojczysty, angielski i matematykę - to ważne, bo chaos, wyjątki i boczne ścieżki (np. różne przedmioty obowiązkowe w różnych szkołach) rozbiłyby go doszczętnie.

Ci drudzy regularnie patrzyli z nadzieją na Północ: stamtąd przychodzą turyści, inwestorzy, sojusznicy, bez których przyszłość nie jest pewna. Wierzyli w swoje miejsce na ziemi - nie na tyle jednak, by wierzyć w zdobyte w kraju umiejętności. Brak wiary przełożył się na brak kanonu kompetencji maturzysty, który dawałby względnie stały poziom, niezależnie od regionu i profilu szkoły (a tam, gdzie powstał, jest bardzo przestarzały). To błędne koło. W efekcie ich najlepsi ludzie są dziś na Oksfordzie, ci choć trochę mniej ambitni lub ustosunkowani - są niestety często na zasiłku. Klasyczna edukacja dwóch prędkości.

Można jak na Północy - biorąc silny kurs na jakość sfery publicznych usług, można jak na Południu - licząc że samo się ułoży.

Dwa tempa - i to pod niejednym względem. Chcemy mieć Sztokholm czy Ateny? Wybór jest (jeszcze) możliwy.

Sporów o wartości nie trzeba ani ukrywać, ani rozjeżdżać walcem. Ich strony zasługują na rozmowę i autonomię. Drogą do społecznego pokoju może być wielość organów prowadzących szkoły publiczne

@RY1@i02/2014/001/i02.2014.001.000000500.803.jpg@RY2@

Marek Szpanowski nauczyciel i publicysta

Marek Szpanowski

nauczyciel i publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.