Ekonomia jest dla każdego!
Nie każdy uczeń lubi matematykę, ale liczyć musimy umieć wszyscy
Ekonomia to słowo, które brzmi poważnie i wydaje się być zarezerwowane dla świata dorosłych. Nic bardziej mylnego. Ekonomia jest nawet zaklęta w takich pozornie błahych czynnościach, jak zakupy na przerwie lekcyjnej w szkolnym sklepiku czy systematyczne odkładanie części kieszonkowego na zakup wymarzonej gry na konsolę. Ten mikrocharakter ekonomii to właśnie racjonalne gospodarowanie posiadanymi zasobami. Może dotyczyć rodzinnego budżetu, mądrego wydawania kwot, jakimi dysponuje każdy z nas: przedszkolak, uczeń, gimnazjalista, student... a wreszcie pracujący dorosły.
Ekonomia nie jest nauką ścisłą, ale bardzo mocno opiera się na matematyce. Dodawanie można porównać do gromadzenia pieniędzy. Odejmowanie - to ich wydawanie. Ba, jeśli w wyniku odejmowania pojawiają się liczby ujemne, pojawia się to, co w ekonomii nazywa się debetem. To znaczy, że wydaliśmy więcej niż mamy. To kłopot. Mnożenie to inwestycje. Dzielenie - dywersyfikacja środków, czyli takie ich lokowanie, by nie były narażone na to samo niebezpieczeństwo. Wreszcie procenty - te trzeba umieć liczyć wtedy, gdy pożyczamy pieniądze z banku (płacimy za pożyczkę jakiś odsetek potrzebnej kwoty) albo lokując wolne środki (wtedy to bank nam płaci). To jednak tylko abecadło. Skomplikowane równania i zrozumienie, jak może się zmieniać jakaś kwota, gdy zmienia się inna - pozwolą przewidzieć ekonomiczną przyszłość. Warto się uczyć matematyki!
Połowa dorosłych Polaków nie rozumie słowa "budżet". To może dziwić, bo przecież każdy go ma, choć może nie używa go świadomie. Budżet to tylko zestawienie planowanych wpływów i wydatków. Mądre planowanie przepływu pieniędzy wymaga chwili uwagi. Ale i tego można się nauczyć. Jak? Choćby korzystając z doświadczenia rodziców. Na początek warto ustalić okres rozliczeniowy. Mogą to być tydzień, dwa tygodnie, miesiąc - nie dłużej. Potem określić sumę przychodów: kieszonkowe, pieniądze na dodatkowe zajęcia, planowane zakupy. A w końcu pozostaje już tylko wydawać i zapisywać wszelkie rozdysponowane kwoty. Na koniec młody człowiek wraz z rodzicami podsumowuje swoje działania finansowe i wyciąga wnioski.
Krok trzeci w edukacji ekonomicznej to próby oszczędzania pieniędzy. O dziwo, młodzieży świetnie się to udaje, większość chowa w szufladach jakieś zaskórniaki. Rodzice słusznie zachęcają swe dzieci do oszczędzania, chociażby przez to, że dają im pieniądze. Czasem jednak popełniają błąd, nie pozostawiając dziecku dość swobody w dysponowaniu jego budżetem, poddając go nadmiernej kontroli. Warto jednak ustalić ramowe zasady - maluch z własnych pieniędzy finansuje np. zakupy słodyczy, starszy wyjście do kawiarni czy kina albo płaci za telefon, jeśli przekroczy abonament... Jeśli jednak po opłaceniu stałych punktów budżetowych dziecku zostanie trochę pieniędzy, jeśli uskłada jakąś kwotę, niech wyda na co chce, niech spełni swoje marzenia.
Kolejnym krokiem w kształtowaniu świadomości ekonomicznej jest przeniesienie finansów do internetu. Niektórzy dorośli mogą mieć z tym kłopot, ale nie dzieci! Trzeba tylko uważać (dotyczy to i dzieci, i rodziców) na zagrożenia, które czyhają w sieci. Ale w tej sprawie to młodzi ludzie mogą też uczyć rodziców. Wielu nastolatków szybciej dowiaduje się o nowych wirusach, nowych sposobach stosowanych przez oszustów, nowych zabezpieczeniach, nowych metodach unikania kłopotów. Ale zawsze warto przypominać o konieczności zachowania w tajemnicy loginów, haseł, kodów dostępu, PIN-ów... Bez wyjątku. Także... w tajemnicy przed rodzicami.
@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.21400010b.801.jpg@RY2@
rys. Wiktoria Toborek, 8 lat
@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.21400010b.802.jpg@RY2@
rys. Liwia Mroczek, 9 lat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu