Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekcja inna niż wszystkie

2 lipca 2018

Z okazji Dnia Dziecka do centrali Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa przybyła szkolna wycieczka. W dawnej Gazowni Warszawskiej, kompleksie doskonale zachowanych budynków przemysłowych z przełomu XIX i XX wieku, dzieci pojawiły się na zaproszenie prezesa zarządu PGNiG Piotra Woźniaka oraz redakcji Dziennika Gazety Prawnej. Najstarszy z uczestników miał 13 lat, przeważały jednak ośmio- i dziewięciolatki

Dzieci zaczęły od zwiedzenia Muzeum Gazownictwa. To tu, w jednym z najstarszych budynków kompleksu, sprężano produkowany na miejscu gaz, by przesłać go kolektorami do odbiorców. Gazownia ostatecznie zakończyła pracę w 1978 roku. Zdemontowane wtedy maszyny zachowane są w doskonałym stanie, wiele z nich ma imponujące rozmiary. Ogromne zbiorniki, rury, zawory, pompy wszelkie urządzenia do przepompowywania gazu sąsiadują z ciekawą kolekcją gazowych odbiorników.

We wnętrzu dawnej aparatowni zainscenizowano warszawskie mieszkanie z końca XIX w., które składa się z kuchni, łazienki i gabinetu. Wyeksponowano w nich urządzenia gazowe stosowane w gospodarstwach domowych, a dziś już mało znane: jest lodówka gazowa, kuchnia węglowo-gazowa, żelazko gazowe, termy i oryginalne piece łazienkowe, lampy gazowe i kinkiety, a także unikalna maszynka do palenia kawy. W innym miejscu ekspozycji znajdujemy też gazowe żelazko, lokówkę, naścienną kuchenkę do gotowania wody. Poza zaaranżowanym mieszkaniem zobaczymy też pokaźny zbiór liczników i kuchenek gazowych. Muzeum gromadzi również zbiory archiwalne, dokumentujące rozwój gazownictwa. Młodym zwiedzającym najbardziej spodobało się jednak zapalanie stojących rzędem ulicznych latarni gazowych.

Wreszcie młodzi ludzie przystąpili do debaty, którą prowadził redaktor Łukasz Bąk z Dziennika Gazety Prawnej, a ze strony PGNiG sam prezes zarządu - Piotr Woźniak.

- Jest na świecie dużo takich firm jak nasza, niektóre są ogromne. My na ich tle jesteśmy firmą średnią. A jednak, mimo to, zaopatrujemy w gaz prawie wszystkich w kraju - przedstawia swoje przedsiębiorstwo prezes Woźniak.

Kilkoro obecnych podniosło ręce, ktoś przyznał, że gazu używa babcia. Szybko więc udało się ustalić i wypisać na tablicy, do czego gaz może służyć: do oświetlania, ogrzewania, gotowania, podgrzewania wody, a także do napędzania środków transportu. Mamy na gaz samochody osobowe i miejskie autobusy. Ośmioletni Edward chciałby widzieć w Polsce jeszcze gazowe pociągi, ale prezes stopuje jego zapędy.

- Takie pociągi istnieją, ale są bardzo rzadkie - wyjaśnia. - Oświetlanie gazowe odchodzi już do przeszłości - doprecyzowuje wyliczankę prezes. Ale przed wojną, w czasach moich dziadków, wszystkie uliczne latarnie były gazowe, takie jak tu stoją - pokazuje szpaler muzealnej kolekcji. - Zapalał je codziennie latarnik.

- Wiele zakładów przemysłowych, które wytwarzają różnego rodzaju przedmioty, także korzysta z gazu - dodaje redaktor Łukasz. - To fabryki nawozów, huty, które produkują stal, wielkie fabryki - one także są zasilane gazem. A teraz trudniejsze pytanie: Kto z was wie

- Z Rosji? - rezolutnie pyta Jan.

Prezes wyjaśnia, że też, ale nie tylko. Złoża gazu odnaleziono w wielu miejscach na świecie, także w Polsce.

- Mówimy o nim gaz ziemny, bo znajduje się w ziemi. W Polsce mamy go przede wszystkim w Wielkopolsce, Lubuskiem i na Podkarpaciu.

Mikołaj podpowiada, że gaz jest na Śląsku.

- Słusznie - podchwytuje prezes. - Mało się o tym mówi, ale gaz towarzyszy złożom węgla. To metan, główny składnik gazu ziemnego. Na Śląsku jest go sporo, nie występuje jednak samodzielnie, lecz razem z węglem. A czy ktoś wie, jak gaz wygląda tam, w głębi?

- Jest zakopany w ziemi - podpowiada Edward.

- Niezupełnie - prostuje prezes i oddaje dzieciom do rąk kawałek skały. Wszyscy mogą ocenić, że jest twarda i bardzo ciężka. Z takich skał wydobywamy gaz - mówi Piotr Woźniak i porównuje kamień do gąbki nasiąkniętej wodą. - Tylko ta skała ma mniejsze, prawie niewidoczne otworki. Fachowo mówi się na nie: pory. Większość skał na świecie ma porowatą budowę. I w tych maleńkich dziurkach, w tych maleńkich otworach, znajdujemy gaz ziemny. Tylko trzeba go stamtąd wydobyć - tłumaczy.

- Czy wyobrażacie sobie, - pyta redaktor Łukasz. To dla młodych ludzi trochę abstrakcyjne pytanie, trudno im to sobie wyobrazić.

- Na ogół zasoby gazu są głęboko - tłumaczy prezes. - Zdarzają się małe złoża gazu położone dość płytko, ale nie warto w nie inwestować. Na ogół wraz z głębokością wielkość złóż rośnie. Poważne pokłady zaczynają się 3 km pod powierzchnią. To tyle, ile dzieli nas od Pałacu Kultury i Nauki. A największa głębokość, z jakiej wydobywa się gaz i ropę, to, aż trudno uwierzyć, 16 km. - W tych porowatych skałach występuje nie tylko gaz, lecz także ropa i na ogół warstwy układają się w ten sposób, że na górze gromadzi się gaz, niżej ropa, a jeszcze niżej woda.

Tu wkracza ekipa chemików. Pokazują młodzieży próbki ropy pobranej z różnych głębokości - różnią się wyraźnie gęstością i barwą, od żółtej, przez brązową, do prawie czarnej. Dzieci wąchają ropę - jej charakterystyczny zapach unosi się zresztą w całym muzeum. Jeszcze większe zainteresowanie budzi eksperyment pokazujący warstwowy układ substancji pod ziemią. Chemicy wlewają do zlewki wodę, dolewają ropy, wpuszczają trochę azotu... Pięknie widać na tym przykładzie, że każda z substancji pozostaje osobno. Podoba się eksperyment, dzieciaki próbują łapać gaz... A czy w Polsce są złoża ropy naftowej? - dopytuje Michał. Tak, ale wydobywamy jej niewiele. Zużywamy 22 mln ton, wydobywamy milion. Podobnie jest z gazem. Zużywamy 16 mld m sześc., a wydobywamy prawie 4 mld, czyli zaledwie jedną czwartą tego, co potrzeba. Pozostały gaz sprowadzamy z zagranicy.

- Kilofem - strzela Edward. - Maszyną - dodaje Zuza. - Wiertłem - uważa Mikołaj.

Prezes potwierdza wersję Mikołaja.

- Takie wiertło nazywa się gryzer i ma końcówkę z diamentu (wow!). Wiecie, dlaczego?

- Bo to najtwardszy węgiel na świecie - wykazuje się wiedzą Edward. - Jest w stanie przebić każdą skałę.

Dzieciaki oglądają zdjęcia wiertni. Potężne maszyny.

- Najczęściej ciśnienie pod ziemią jest tak duże, że gaz czy ropa wypływają same i trzeba je tylko złapać. Ale czasem pod ziemią ciśnienie jest za niskie i naturalnym zjawiskom trzeba pomóc. Robimy to, pompując pod ziemię inny gaz, najczęściej azot. Jest tani, bo dużo go jest w powietrzu. Ile? Dzieciaki wiedzą: ponad 70 proc. Tu na scenę znów wkraczają chemicy. Pokazują ciekły azot, bardzo, bardzo sprężony, w temperaturze minus 200 °C. - Ale zimne - komentują dzieci, dotykając naczynia. Tylko Michałowi zdawało się, że ciekły azot będzie jeszcze zimniejszy...

- pyta prezes. - Gaz trzeba wtłoczyć do rury - podpowiada Mikołaj. - Tak, ale zanim to nastąpi, musimy założyć głowicę. To taki zawór, tak na wszelki wypadek, bo przecież nigdy nie wiadomo, co się może stać pod ziemią. Głowice mogą być różne: i małe, i wielkie jak parowóz. Ale dopiero kiedy już je założymy, możemy powiedzieć, że kontrolujemy złoże. I dopiero wtedy możemy przesyłać gaz rurą. Nie jest ona jednak prostym urządzeniem. Przede wszystkim ma kolejne zawory i wiele innych instalacji, które pozwalają na kontrolowanie i redukowanie przepływu. Na koniec ta rurka robi się cieniutka jak włos i trafia bezpośrednio do domu.

Takimi potężnymi rurociągami płynie do nas gaz - jak słusznie zauważyliście - z Rosji. Ale od niedawna importujemy gaz również z innych rejonów świata. Skąd? - Z Półwyspu Arabskiego - podpowiada Jan. - Gaz przypływa do gazoportu w Świnoujściu takimi ogromnymi statkami, które nazywają się metanowce - dodaje.

Prezes tłumaczy, że gaz transportowany jest w formie ciekłej specjalnie przystosowanymi do tego statkami w temperaturze -160°C. - To taka ogromna pływająca lodówka. Jeżeli potrząśniecie butlą z gazem, to usłyszycie, że chlupocze, bo gaz w niej jest w stanie płynnym. Tak samo byłoby, gdyby ktoś zdołał potrząsnąć takim statkiem.

- Wtedy objętość gazu zmniejsza się 600 razy - podpowiada Jan. Najwyraźniej między zwiedzaniem muzeum a dyskusją gruntownie przestudiował tablicę edukacyjną przybliżającą to zagadnienie.

- W gazoporcie - kontynuuje prezes - rozpręża się taki gaz i wpuszcza do sieci. Stąd trafia do naszych domów.

- rzuca pytanie Łukasz.

Nie ma zgody w tej sprawie... jedni twierdzą, że tak, inni są przeciwnego zdania. Przy wsparciu fachowca dochodzą jednak do wniosku, że choć ropa naftowa ma swój zapach, to gaz ziemny jest bezwonny. Dlaczego więc można poczuć woń gazu wydobywającego się z kuchenki? - Bo na etapie dystrybucji dodają do niego zapach, by można było poczuć, że się ulatnia - Michał jest dobrze poinformowany. - Wtedy należy zadzwonić na 992 i wezwać pogotowie gazowe.

- pyta Łukasz.

Znów zdania są podzielone.

- Nie - odpowiada wreszcie prezes. - Nie jest trujący, ale jest bardzo wybuchowy, gdy zmiesza się z powietrzem, i dlatego bardzo niebezpieczny. A gdy wybucha, to od razu powstaje pożar. Dodaje się mu zapach nie po to, by się nie zatruć, ale po to, by szybko rozpoznać, że się ulatnia i nie dopuścić do wybuchu.

Na tym kończy się teoretyczna część wizyty, teraz głos przejmuje trójka młodych chemików.

- pyta chemik Przemek.

- Nie... - krzyczą zgodnie dzieciaki.

- Ależ tak! - odpowiada chemik.

Tłumaczy, że płyn, który się znajduje w zlewce, to ropa naftowa, która powstaje w wyniku rozpadu organicznych szczątków żywych organizmów sprzed milionów lat. Opowiada, jak najpierw powstaje węgiel, potem gaz, na końcu ropa. Naukowcy pokazują dzieciom model cząsteczki węglowodoru. To organiczne związki chemiczne zawierające w swojej strukturze wyłącznie atomy węgla i wodoru. Dzieci łatwo rozpoznają modelowe składniki: czarne kuleczki oznaczają węgiel, białe - wodór. Węglowodory są podstawowym składnikiem ropy naftowej i gazu ziemnego - dowiadują się dzieciaki. Potem już czas na atrakcyjne eksperymenty, oczywiście z gazem w tle. Kłęby białego dymu pochodzące z sublimacji ciekłego azotu i suchego lodu - jak nazywa się zestalony dwutlenek węgla, budzą naprawdę wiele radości.

Więcej informacji można znaleźć na stronie ByćJakIgnacy.pl - znajdują się tam ciekawe gry, konkursy i mnóstwo wiadomości dla młodych odkrywców. Dlaczego jak Ignacy? Na pamiątkę Ignacego Łukasiewicza, który wynalazł lampę naftową.

Dnia 19.05.17 r. byłam w muzeum gazownictwa. Dowiedziałam się jak wyglądają lampy naftowe, kuchenki na gaz, jak wyglądały dawniej mieszkania. Istnieje jeszcze 200 latarni gazowych w Polsce. Spotkaliśmy się też z Prezesem PGNiG Piotrem Woźniakiem i zadawaliśmy mu różne pytania na temat gazu. Braliśmy udział w ciekawych eksperymentach, najbardziej podobał mi się eksperyment z ciekłym azotem, który ma temperaturę - 198° C. Zainteresowały mnie także informacje dotyczące zapachu gazu, wydobycia gazu...

Dzieci obecne na tym spotkaniu były bardzo zadowolone i tak jak ja marzą o kolejnej imprezie organizowanej przez PGNiG.

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.802.jpg@RY2@

rysował Franek Wodnicki, 6 lat

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.801.jpg@RY2@

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.806.jpg@RY2@

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.803.jpg@RY2@

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.804.jpg@RY2@

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.805.jpg@RY2@

 

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.807.jpg@RY2@

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.808.jpg@RY2@

@RY1@i02/2017/105/i02.2017.105.13300020a.809.jpg@RY2@

zdjęcia Wojtek Górski

AO

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.