MEN stawia na firmy. O kształceniu zawodowym będzie decydował pracodawca
Więcej preferencji dla biznesu
Ministerstwo Edukacji Narodowej chce odbudować szkolnictwo zawodowe z pomocą firm. Proponuje rozwiązania, które mają przekonać do tego przedsiębiorców. A ci, choć chwalą inicjatywę, wskazują też, że wiele pomysłów wymaga dopracowania
Właśnie dobiegają końca konsultacje projektu nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe i ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw. Po niespełna siedmiu latach od ostatnich modyfikacji w systemie edukacji zawodowej (wprowadzono wówczas do niego m.in. pojęcie kwalifikacji zawodowych i w konsekwencji – egzaminy je potwierdzające) czekają nas kolejne duże zmiany. Czy są one potrzebne? Zarówno pracodawcy, jak i eksperci nie mają co do tego wątpliwości.
– Zwłaszcza w takiej sytuacji jak teraz, w której mamy do czynienia z niedoborem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników na rynku. Już wiele miesięcy temu w swoim raporcie dotyczącym szkolnictwa zawodowego zwracaliśmy uwagę na główne bolączki systemu. Cieszy więc, że ministerstwo wydaje się krok po kroku realizować nasze rekomendacje z tamtego czasu – mówi Jakub Bińkowski, sekretarz departamentu prawa i legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
Co nowego proponuje Ministerstwo Edukacji Narodowej? Tworzy udogodnienia, których celem jest zaangażowanie na szerszą skalę polskich przedsiębiorców w proces kształcenia zawodowego młodocianych pracowników.
Wyższa dotacja
Pracodawcy kształcący młodocianych pracowników w zawodach, w których występuje zwiększone zapotrzebowanie na pracę, otrzymają wyższe dofinansowanie ponoszonych kosztów. Dziś przy okresie wynoszącym 36 miesięcy wynosi ono 8081 zł. MEN proponuje, by kwota ta wzrosła do 10 000 zł (ale to tylko dla zawodów deficytowych). Pracodawcy zaangażowani w proces szkolenia zawodowego młodocianych postrzegają zmianę na plus.
– Pomoc w praktycznym nabywaniu umiejętności zawodowych to proces szczególnie istotny wobec powszechnego zjawiska luki pokoleniowej, którego kulminacja nastąpi po 2020 r. Dlatego tak ważne staje się podejmowanie już teraz konkretnych działań. Biorąc pod uwagę potrzeby kadrowe przewoźników, przyjęty w ustawie kierunek zmian trzeba postrzegać jako ważny i istotny dla zapewnienia właściwego funkcjonowania branży – mówi z kolei Piotr Mazur z biura prasowego PKP Intercity.
Nieco bardziej sceptycznie do proponowanych rozwiązań odnoszą się organizacje pracodawców, choć przyznają, że zwiększenie kwoty dofinansowania to krok we właściwym kierunku.
– Doceniamy to, jednak w skali miesiąca pracodawca zyska tylko 53 zł – zauważa Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. I dodaje, że aby osiągnąć oczekiwane skutki w zakresie kształcenia młodocianych pracowników, powinno zostać to połączone ze stażem uczniowskim. – W przedstawionym projekcie takie rozwiązanie zostało wprawdzie przewidziane, ale należy zwrócić uwagę, że wymaga oddelegowania doświadczonego pracownika, który będzie opiekował się młodocianym stażystą. Pociąga to za sobą spore koszty, które w pierwszym okresie trudno będzie pokryć wynikami pracy niedoświadczonego stażysty. Dlatego realne koszty jego wyszkolenia powinny zostać uwzględnione w dofinansowaniu. Uważam, że powinno ono wynosić 50 proc. wynagrodzenia pracownika uczącego stażystę – uzupełnia Marek Kowalski.
Co z innymi zawodami
Jak podkreśla Związek Rzemiosła Polskiego, zmiana w kwocie dofinansowania, choć na pierwszy rzut oka korzystna, to jednak dotyczy tylko pracodawców zatrudniających uczniów w zawodach szkolnych, z których część jest nadwyżkowa. Z kolei nie obejmuje takich unikatowych zawodów, jak: grawer, bursztyniarz, lakiernik samochodowy, wulkanizator, betoniarz, sztukator, zdobnik ceramiki, witrażownik, rzeźbiarz w drewnie, pozłotnik, stolarz meblowy, stolarz budowlany, tartacznik, hafciarka, koronkarka, obuwnik miarowy. – Dla uczniów w takich zawodach nic się zmieni, a chyba nikt nie ma złudzeń, że podobnych fachowców brakuje – zauważa Andrzej Stępnikowski, zastępca dyrektora zespołu oświaty zawodowej i problematyki społecznej w ZRP.
W tym samym duchu wypowiadają się eksperci Konfederacji Lewiatan. Podkreślają, że zawód deficytowy jest inaczej postrzegany przez pracodawców, a inaczej przez urzędników. – Firmy zaliczają tu bowiem również zawody pojawiające się w kontekście nowoczesnej gospodarki 4.0. Mowa np. o mechatronikach czy specjalistach zajmujących się obsługą wysokospecjalistycznych urządzeń, ale także o programistach. Szacuje się, że do 2022 r. będzie ich brakowało na rynku ponad 200 tys. Zatem ważny jest sposób, w jaki będą ustalane zawody deficytowe – komentuje Jakub Gontarek z Konfederacji Lewiatan. Podkreśla przy tym, że kwota dotacji powinna zostać zróżnicowana w zależności od zawodu. Największe wsparcie powinno przysługiwać pracodawcom, którzy postawią faktycznie na kształcenie w deficytowych zawodach.
Poza tym, jak mówi Jakub Gontarek, wyszkolenie pracownika nie zawsze kosztuje tyle samo. Jest droższe np. w zawodzie mechatronika, a tańsze w branży budowlanej. – Dlatego jest potrzeba opracowania kosztochłonności kształcenia. Tylko wówczas będzie ono efektywne. W jej opracowanie poza szkołami powinny zostać zaangażowane także firmy. O ile jednak duże podmioty chcą się dzielić swoją wiedzą na ten temat, o tyle małe i mikro, których jest zdecydowana większość, często nie – dodaje.
Diabeł w szczegółach
Eksperci reprezentujący pracodawców zwracają również uwagę na nieprecyzyjność zapisu dotyczącego kwoty dofinansowania. W proponowanej regulacji ustalono bowiem tylko górny limit zwrotu, nie określając dolnego. A to błąd, bo – jak podkreślają – pracodawca nie ma wpływu na to, czy zawód, w którym będzie szkolił, jest zawodem potencjalnie poszukiwanym. Może się więc okazać, że nie otrzyma żadnych pieniędzy.
W opinii ZRP słabym punktem jest też sposób urealniania wskazanej w ustawie kwoty dofinansowania kosztów kształcenia młodocianych pracowników. Ma być ona waloryzowana wskaźnikiem cen towarów i usług konsumenckich ogółem, pod warunkiem, że w roku kalendarzowym poprzedzającym rok, w którym następuje wypłata dofinansowania, wynosi on co najmniej 105 proc. Eksperci ZRP podkreślają, że wskaźnik ten od kilku lat nie zmienia się, a więc przez ten czas kwota pozostaje w niezmienionej wysokości. „To krzywdzące rozwiązanie dla pracodawców, którzy ponoszą podwyższone koszty kształcenia, a zwrot otrzymują dopiero po trzech latach, i to pod warunkiem, że młodociany zda z wynikiem pozytywnym egzamin kończący przygotowanie zawodowe zrealizowane w formie nauki zawodu. Tymczasem w odniesieniu do uczniów kwota subwencji oświatowej i jednocześnie dotacji co roku jest systematycznie podwyższana, a finansowanie następuje na bieżąco w każdym roku nauki w szkole” – czytamy w piśmie przygotowanym w ramach kończących się konsultacji przez ZRP.
Jakie umowy
Warunkiem otrzymania dotacji przez pracodawcę ma być zawarcie umowy o pracę z młodocianym pracownikiem na naukę zawodu. Zdaniem Grupy PGE, która jako pracodawca od dawna uczestniczy w kształceniu zawodowym, dodatkowe uzależnienie realizacji praktyki zawodowej czy stażu od umowy podpisanej z pracodawcą przyczynia się do podniesienia poziomu kształcenia praktycznego. Ale nowe przepisy proponują też wprowadzenie zasady, że szkoła prowadząca kształcenie zawodowe ma podpisać umowę z pracodawcą. To firmy postrzegają już jako zbędną biurokrację i dodatkowe obciążenie dla siebie. Wtórują im eksperci, którzy zwracają uwagę, że wszystkie rzemieślnicze szkoły zawodowe kształcą wyłącznie uczniów, którzy zawarli z pracodawcami umowy o pracę na okres trzyletniej nauki zawodu. – Wprowadzenie dodatkowej umowy ze szkołą wydaje się w związku z tym niepotrzebnym obciążeniem dla pracodawców, ale i szkół, dla których organem prowadzącym są organizacje rzemiosła sprawujące ustawowy nadzór – twierdzą eksperci ZRP.
Preferencje podatkowe
Wyższa kwota dotacji to nie jedyne rozwiązanie zaproponowane przez MEN, mające na celu zwiększenie zaangażowania pracodawców w szkolenie zawodowe młodocianych. Innym jest stworzenie preferencji podatkowych. Osoby prawne prowadzące działalność gospodarczą, przekazujące darowizny dla publicznych szkół prowadzących kształcenie zawodowe i publicznych placówek kształcenia ustawicznego oraz publicznych centrów kształcenia zawodowego, będą mogły odliczyć podatek łącznie do wysokości nieprzekraczającej 10 proc. dochodu. W przypadku osób fizycznych prowadzących działalność ma to być 6 proc.
Z sondy przeprowadzonej wśród firm wynika, że to zupełnie nowe rozwiązanie dużo bardziej przypada im do gustu niż zwiększenie kwoty dofinansowania. Co więcej, pozostałoby bardziej atrakcyjne nawet wówczas, gdyby dotacja do kształcenia wzrosła jeszcze bardziej, czyli ponad zaproponowane 10 000 zł.
– Możliwość odliczeń podatkowych jest dodatkową zachętą dla przedsiębiorców. Przy czym rozpatrujemy tę kwestię nie tylko z punktu widzenia atrakcyjności finansowej dla nas. Inwestycje w rozwój szkół zawodowych przynoszą bowiem korzyści całej polskiej gospodarce. A w efekcie również i nam, bo pozwalają uzupełnić zapotrzebowanie na dobrze wykwalifikowanych fachowców – słyszymy w Grupie PGE.
Organizacje zrzeszające pracodawców uważają, że nowe preferencje podatkowe mogą być sposobem na zachęcenie większych firm do przekazywania sprzętu szkołom. Dostrzegają jednak i w tym rozwiązaniu słabe strony. Pierwszą jest ta, że przepis dotyczy wyłącznie szkół publicznych. Co oznacza, że preferencje nie obejmą szkół niepublicznych prowadzonych na zasadach szkół publicznych. – A 39 takich szkół prowadzą organizacje rzemiosła. Tak więc to rozwiązanie nie zachęci małych i średnich firm rzemieślniczych do przekazywania darowizn na szkoły publiczne. Będą wolały realizować praktyczną naukę zawodu u siebie – komentuje Andrzej Stępnikowski.
Na niedoskonałość przepisu pod tym względem zwraca też uwagę Konfederacja Lewiatan. – Regulacja w tej formie sprawi, że pracodawcy nie będą zainteresowani rozwijaniem swoich własnych szkół przyzakładowych, które z reguły są bardziej nowoczesne, a przez to i lepiej przygotowują przyszłych pracowników do potrzeb rynku. Z tego samego powodu może zostać zahamowany rozwój centrów kształcenia praktycznego i zawodowego. To o tyle niekorzystne, że te funkcjonują z reguły w mniejszych ośrodkach. Tym samym dostęp do nauki zawodu dla osób z takich miejscowości zostanie utrudniony – uważa Jakub Gontarek.
Staż też ze wsparciem
Projekt nowelizacji przewiduje też możliwość przyznawania świadczeń pieniężnych dla uczniów techników odbywających staże, a dla organizujących je firm – wliczanie tych wydatków w koszty uzyskania przychodu.
– Do tej pory praktyczna nauka zawodu w firmie dla osób poniżej 18. roku życia była oferowana jedynie uczniom szkół zawodowych w ramach zatrudniania pracownika młodocianego. Uczniowie techników mogli odbywać praktyki w firmach po ukończeniu 18 lat. Teraz mają mieć do tego prawo już wcześniej, w ramach umów stażowych. Pozostaje jedno ale. Pracodawcy, którzy zdecydują się wyszkolić takie osoby, są gorzej traktowani niż ci, którzy wyszkolą młodocianych ze szkół zawodowych. Ci pierwsi zgodnie z nową propozycją otrzymają bowiem od 5 do 7 proc. minimalnego wynagrodzenia jako wynagrodzenie młodocianego, za co płaci Fundusz Pracy. Oprócz tego dostaną 8 tys. zł, jeśli wyszkolony przez nich pracownik zda egzamin zawodowy. Natomiast uczniowi z technikum pracodawca musi zapłacić z własnych środków. Wydatki te będzie mógł wliczyć w koszty uzyskania przychodu. W porównaniu z warunkami zatrudniania młodocianego to niewielka korzyść. Osobną kwestią jest promocja tego instrumentu wśród pracodawców i samych uczniów, którzy zamiast dorabiać w zawodach niezwiązanych z profilem kształcenia mogliby zdobywać doświadczenie w branży – wskazuje Jakub Gontarek.
Organizacje pracodawców zwracają przy tym uwagę, że MEN wciąż mniej lub bardziej świadomie wypacza strukturę kształcenia zawodowego, zapominając, że szkoły nie kształcą po to, aby wszyscy szli później na studia, a raczej po to, aby absolwent nauki zawodu znalazł pracę. Obecnie w Polsce kształci się około 504 tys. uczniów techników i tylko około 130 tys. uczniów szkół branżowych I stopnia. Oznacza to, że prawie cały potencjał edukacji zawodowej idzie w przygotowanie personelu średniego szczebla zarządzania – techników, konstruktorów, brygadzistów, kierowników.
– Zasadne wydaje się pytanie, kto będzie stał przy maszynach i faktycznie produkował lub serwował usługi? Technicy? W naszej ocenie mają oni za mało praktyki, a planowane regulacje niewiele w tej kwestii zmienią. Mało tego, proponowane przy tej okazji zmiany w innych ustawach nie promują przygotowania zawodowego młodocianych pracowników w tym konkretnym kontekście. Mimo uwag ze strony partnerów społecznych nie proponuje się jednoczesnego zwiększenia wynagrodzenia młodocianych pracowników i refundacji tych wynagrodzeń dla pracodawców, choć wszyscy wiedzą, że są to kwoty bardzo niskie. Liczba uczniów w zasadniczych szkołach zawodowych czy branżowych I stopnia spada drastycznie. W ciągu czterech lat obniżyła się o 100 tys. W naszej ocenie jest to działanie świadome i celowe – uważa Andrzej Stępnikowski. Dlatego, jego zdaniem, w sytuacji, gdy resort pracy twierdzi, że wciąż na rynku pracy brakuje monterów, mechaników i wykwalifikowanych robotników, zaskakujące wydaje się dalsze sztuczne pompowanie systemu kształcenia techników.
Co jeszcze powinno się zmienić
W jakim zatem kierunku powinny iść zmiany, by kształcenie zawodowe młodocianych miało sens i dało rynkowi napływ wykwalifikowanych rąk do pracy? Eksperci zwracają uwagę, że szkoły zawodowe preferują zatrudnienie uczniów na umowy cywilnoprawne, a nie „umowy o pracę w celu przygotowania zawodowego młodocianych pracowników”. W ocenie pracodawców i ekspertów organizacji branżowych zmiany powinny więc iść w kierunku promowania przygotowania zawodowego młodocianych pracowników realizowanego zgodnie z kodeksem pracy, czyli na podstawie umów o pracę, a więc także z wyższym wynagrodzeniem i wszystkimi składkami na ubezpieczenia społeczne, czyli w oparciu o zasady faktycznego systemu dualnego, zbliżonego w swych rozwiązaniach do systemów z Niemiec, Austrii czy Szwajcarii.
– Promując system przygotowania zawodowego, będziemy upowszechniać jednocześnie prawo pracy w praktyce. Jedynie podpisując umowy o pracę, młodociani mają bowiem prawo do urlopów, czasu wolnego i zakaz wykonywania pewnych prac wzbronionych – zaznacza Andrzej Stępnikowski. ©℗
Konfederacja Lewiatan: Tego jeszcze brakuje
➊ Organizacje pracodawców powinny tworzyć centra kwalifikacji.
Potrzebne jest miejsce współpracy, gdzie będzie prowadzona diagnoza zapotrzebowania na pracowników, szkolenia dla kadry pedagogicznej, instytucji szkolących oraz ośrodków egzaminacyjnych. Powyższe zadania mogłyby być realizowane przez centra kwalifikacji zarządzane przez organizacje pracodawców, tworzone np. przy centrach kształcenia praktycznego i finansowane w ramach programów operacyjnych zarówno krajowych, jak i regionalnych. Gwarancją skuteczności ich funkcjonowania jest wpisanie się w funkcjonującą strukturę samorządową i ścisła współpraca z okręgowymi komisjami egzaminacyjnymi, szkołami branżowymi, technikami, placówkami edukacyjnymi oraz regionalnymi instytucjami rynku pracy.
➋ Należy powołać korpus fachowców.
Inaczej mówiąc, potrzebna jest sieć ekspertów zatrudnionych w organizacjach pracodawców, którzy będą inicjować współpracę, wspierać firmy w procesie kształcenia uczniów w miejscu pracy, doradzać w kwestiach formalnych oraz diagnozować zapotrzebowanie na pracowników. Źródłem dofinansowania tworzenia takich stanowisk mogą być środki dostępne w Funduszu Pracy. Ważnym wsparciem dla współpracy firm i szkół jest także właściwa diagnoza popytu i podaży pracy, która jest kluczowa dla planowania inwestycji w kształcenie zawodowe i gwarantuje opłacalność ekonomiczną wieloletnich programów kształcenia.
➌ Należy określić status pracownika młodocianego.
W projektowanych regulacjach dotyczących zatrudniania i refinansowania kształcenia pracowników młodocianych należałoby uwzględnić znaczący udział firm w tym kształceniu. Priorytetem powinno być zwiększanie środków przeznaczonych na refundację wynagrodzeń młodocianych pracowników ze środków Funduszu Pracy. Konieczne są zachęty dla pracodawców, którzy zdecydują się prowadzić przygotowanie zawodowe dla znacząco większej liczby uczniów, niż zamierzają potem zatrudnić na stałe.
➍ Potrzeba zmian finansowania kształcenia praktycznego w technikach.
Konieczne jest zrównanie finansowania kształcenia praktycznego uczniów techników realizujących kształcenie praktyczne u pracodawców i pracowników młodocianych poprzez zagwarantowanie pracodawcom możliwości dofinansowania kosztów kształcenia, pod warunkiem uzyskania przez ucznia technikum (odbywającego u pracodawcy zajęcia praktyczne) świadectwa kwalifikacyjnego.
➎ Trzeba promować kształcenie zawodowe.
Niezbędne jest przekonanie osób młodych do wyboru praktycznej ścieżki kształcenia. W tym celu potrzebna jest promocja dobrze działającej współpracy szkół i firm, pokazanie nowocześnie wyposażonych sal szkoleniowych oraz budowa wizerunku kształcenia zawodowego w firmie jako procesu wykorzystywania najnowszych rozwiązań technologicznych, współpracy z ekspertami oraz możliwości rozwoju zawodowego, także za granicą.©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu