Łukaszenka nadal ściąga migrantów i oskarża Zachód
Prezydent przedłużył obowiązujący wzdłuż granicy z Białorusią stan wyjątkowy. Polska obawia się nowych prowokacji
Białoruskie hotele, w których cudzoziemcy czekają na przerzut na granicę, pękają w szwach, a do Mińska wciąż przylatują kolejni przybysze. Tylko na piątek i sobotę na stołecznym lotnisku zaplanowano 17 lotów Bieławii i Turkish Airlines z Turcji, w tym osiem ze Stambułu, a do tego jeden lot z Damaszku syryjskich Cham Wings Airlines. To z tych kierunków najczęściej napływają klienci agencji obiecujących przerzut do Unii Europejskiej, ale potencjalni migranci mogą też korzystać z bezpośrednich lotów z Egiptu, Uzbekistanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (w sumie na piątek i sobotę zaplanowano 15 lotów z tych trzech krajów). Anulowano za to piątkowy lot linii Fly Baghdad ze stolicy Iraku; to państwo pod presją UE ograniczyło łączność lotniczą z Białorusią.
Z trudnych do zweryfikowania danych podawanych przed tygodniem przez szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego wynika, że na białoruskim terytorium może przebywać 10 tys. migrantów, których tamtejsi pogranicznicy próbują przerzucić do UE, przede wszystkim przez granicę z Polską. Mińskie hotele, w których cudzoziemcy czekają na podróż na granicę, pękają w szwach, więc przybysze zaczynają być umieszczani także na prowincji, m.in. w podmińskim Dzierżyńsku. Białoruskie władze prowadzą intensywne konsultacje z przedstawicielami państw o wysokim potencjale migracyjnym. W czwartek wiceszef MSZ Mikałaj Barysiewicz przyjął ambasadorów Jemenu Ahmada al-Wahisziego i Libanu Szaukiego Bu Nasara. We wtorek – Mzuvukilego Maqetukę, szefa moskiewskiej placówki Południowej Afryki, z którą Białoruś niedawno uzgodniła ruch bezwizowy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.