Na jaką wojnę się szykujemy
Brutalna prawda jest taka, że w razie starcia z przeciwnikiem dysponującym takimi zdolnościami ofensywy powietrznej jak dzisiejsza Rosja, nasz imponujący sprzęt pancerny i artyleryjski na ziemi będzie względnie łatwym celem
W Polsce (i nie tylko) długo dominowała wizja świata, w której klasyczny konflikt zbrojny między nowoczesnymi państwami jest prawie niemożliwy. Wojna – pojmowana jako zorganizowane działania umundurowanych armii, z użyciem sprzętu pancernego i artyleryjskiego, samolotów i okrętów oraz piechoty – miała należeć do przeszłości. Ewentualnie pozostać metodą „uprawiania polityki innymi środkami” w jakichś odległych od Europy zakątkach. Nasze siły zbrojne miały być nie tyle strażnikiem ojczystych granic, ile narzędziem realizacji sojuszniczych zobowiązań w okazjonalnych operacjach „out of area”. Temu założeniu podporządkowywano (przynajmniej z grubsza) struktury organizacyjne, politykę zakupów sprzętu, szkolenie.
Agresywne działanie Federacji Rosyjskiej w przestrzeni postradzieckiej stopniowo podważało dotychczasowe przekonania. Swoje dołożył kryzys migracyjny na granicy, do którego zażegnania zaangażowano również wojsko. Ale kropkę nad i postawił dopiero Władimir Putin 24 lutego 2022 r. Od tego momentu już wszyscy uznali, że potrzebna nam jest silna armia „starego typu” – nie tylko lekkie oddziały ekspedycyjne, lecz przede wszystkim związki pancerno-zmechanizowane o dużym nasyceniu artylerią lufową i rakietową. Sceny rozgrywające się w Ukrainie na przełomie zimy i wiosny wszak w każdej chwili mogły się powtórzyć u nas.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.