Sztuka cichej wojny
Rosyjskie operacje dywersyjno-sabotażowe w krajach Zachodu dopiero się rozkręcają. Dla Kremla są być może ostatnią szansą na zawrócenie z równi pochyłej, a dla nas – fundamentalnym zagrożeniem
10 lat temu mało kto myślał o Rosji jako o kraju zdolnym posunąć się do otwartej przemocy wobec krajów NATO czy Unii Europejskiej, a tym bardziej o możliwej pełnoskalowej wojnie w Europie. Owszem, było tuż po siłowej aneksji Krymu i zaczynała się zastępcza konfrontacja pomiędzy Kremlem a szeroko pojętym Zachodem w Syrii, ale to przecież były odległe peryferie.
Czeskie otrzeźwienie
W tamtych realiach, gdy kolejne eksplozje pod koniec 2014 r. zdemolowały składy amunicji w czeskich Vrběticach, powodując śmierć dwóch osób, pogłoski o rosyjskim autorstwie zamachów wydawały się wielu ludziom fantastyczne. Podobnie jak płynące już wcześniej z kręgów fachowych przestrogi, że Rosjanie mają zarówno instrumenty i procedury, jak i psychiczną gotowość, by w razie potrzeby organizować akty terroru i dywersji godzące bezpośrednio w państwa i społeczeństwa Zachodu. Ale wówczas przekraczało to granice wyobraźni przeciętnego Smitha i Kowalskiego, a dla wielu decydentów było bardzo niewygodne politycznie. Współpraca polityczna i biznesowa z Rosją była wszak całkiem intratna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.