Budżet stracił miliardy na jednorękich bandytach
Salonów oferujących gry hazardowe na popularnych jednorękich bandytach ciągle przybywa. - W całym kraju w ciągu 9 miesięcy przybyło 30 procent maszyn - tłumaczy nam znający sprawę oficer policji.
Według śledczych niemal wszystkie automaty są nielegalnie przerobione i pozwalają na grę o wysokie stawki. - W wielu spośród 400 zabezpieczonych przez nas automatów znajdowało się np. 8 tysięcy złotych - mówi nasz rozmówca. I choćby tylko to świadczy, że służą one innym celom niż gra o niskie stawki. Podejrzenia potwierdza również pierwsza ekspertyza stworzona na zlecenie prokuratora z białostockiego wydziału do zwalczania przestępczości zorganizowanej. - Jej autor jest uznanym specjalistą od gier liczbowych. Musi pozostać anonimowy ze względu na osobiste bezpieczeństwo - tłumaczy śledczy z Prokuratury Krajowej.
Ekspertyza odpowiada również na pytanie, dlaczego celnicy, którzy na co dzień mają za zadanie kontrolować salony gier, nie widzą nic podejrzanego. - Oni kontrolują plomby na automatach. Nienaruszone powinny gwarantować, że nikt nie przerobił automatu na taki do wysokich wygranych. Tyle że można to zrobić, nie ruszając plomb - wyjaśnia oficer Centralnego Biura Śledczego. Przyznaje, że w śledztwie sprawdzają też informacje o masowej korupcji wśród celników.
Prowadzący działalność w tej branży zarabiają krocie - dlatego wciągają w swój interes właścicieli pubów, osiedlowych sklepów, a nawet stacji benzynowych i salonów fryzjerskich. Ustaliliśmy, jak są dzielone zyski z automatu. Właściciel lokalu zatrzymuje 40 procent z całego utargu. Pozostałe 60 procent trafia do firmy, która sprowadziła i zalegalizowała automat. To firma opłaca zryczałtowany podatek, a także zatrudnia pracowników. - Wielu z przesłuchiwanych przez nas pracowników tych firm to bandyci z wyrokami. Sam ich wygląd zapewnia uczciwe rozliczenia przedsiębiorców, którzy wstawili u siebie automaty - tłumaczą nasi rozmówcy.
Oprócz legalnych automatów w wielu lokalach policjanci znaleźli również niezarejestrowane. Najczęściej są one włączane do gniazdek dopiero po godzinie 18. - Wtedy kończą pracę celnicy, nie trzeba się przejmować kontrolą. To są automaty, które są własnością mafii. Cały zysk, który wypracują, trafia do zorganizowanych grup, np. warszawskiego Mokotowa - opowiada jeden z funkcjonariuszy pracujący nad sprawą.
Również legalnie działające firmy są przez śledczych podejrzewane o związki z zorganizowaną przestępczością mafijną. Prezesem spółki, która jest jednym z największych graczy na rynku, jest syn dyrektor z Ministerstwa Finansów aresztowanej za korupcję. - Podejmowała decyzje korzystne dla Janusza G. "Grafa", ważnego warszawskiego bandyty. Oczywiście w zamian za łapówki - wyjaśnia oficer warszawskiego Centralnego Biura Śledczego. "Graf" cieszył się opinią jednego z bankierów warszawskich grup przestępczych.
- Odpowiedzialny był za inwestowanie pieniędzy. Jedną z najważniejszych gałęzi był właśnie biznes jednorękich bandytów - mówi oficer.
Robert Zieliński
robert.zielinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu