Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Służby skarbowe na wojnie z dopalaczami

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

LICZBA SMARTSHOPÓW w Polsce rosła w zastraszającym tempie. Zdaniem ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego w ciągu wakacji otworzono około 800 sklepów. Podczas ostatniej kontroli w wielu znaleziono specyfiki już wcześniej wycofane z handlu

W ciągu ostatnich kilku miesięcy Polska przeżywała dopalaczowy boom. Z analiz urzędów kontroli skarbowej wynika, że w czerwcu 2010 r. zlokalizowano 516 punktów sprzedaży, we wrześniu było ich już 849. - To grupa podatników, która ciągle się powiększała - mówi "DGP" Wiesława Dróżdż, rzecznik prasowy administracji podatkowej w resorcie finansów. Zbliżonymi danymi dysponuje Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości. Stwierdził on, że liczba smartshopów z 200 przed wakacjami do końca lata urosła do 1000.

Sklepy z dopalaczmi pierwszy raz znalazły się na celowniku UKS w styczniu 2009 r. Potem we wrześniu 2009 r. oraz w czerwcu i wrześniu 2010 r. Okazało się, że dla służb skarbowych handlarze są grupą podwyższonego ryzyka.

Rok temu przeprowadzono 82 kontrole. Inspektorzy odkryli, że sklepy zaniżają swoje obroty. Suma brakujących należności podatkowych sięgnęła 185 672 zł. W trzynastu przypadkach inspektorzy wystawili mandaty i orzeczono grzywny w wysokości ponad 16 tys. zł. W czerwcu 2010 r. UKS-y wspólnie z urzędami skarbowymi skontrolowały 402 sklepy. Nie znamy jeszcze efektów tego nalotu skarbówki. Ostatnią wielką kontrolę inspektorzy przeprowadzali od 1 do 3 września. Weszli do 849 sklepów. - W 446 punktach organy skarbowe wszczęły czynności kontrolne - mówi Dróżdż.

Widać, że skala nadużyć rosła. Nie dotyczyła ona zresztą tylko oszustw finansowych.

- Znaleziono towary sprzedawane poza ewidencją. Ale także te substancje, które wcześniej znalazły się na liście zakazanych specyfików, a mimo to były sprzedawane - mówi Wiesława Dróżdż.

W czasie ostatniej kontroli w oczy inspektorów rzuciło się zupełnie inne zjawisko. Mimo ogromnego przyrostu liczby sklepów w niewiarygodny sposób rosły ich przychody. W jednym przypadku w kwietniu punkt rejestrował obroty na poziomie 4 tys. zł, a cztery miesiące później już 48 tys. W tym samym czasie obroty innego sklepu wzrosły z 11 tys. do 219 tys. Inspektorzy na razie nie wiedzą, czy te wzrosty oznaczały rzeczywisty boom na dopalacze, czy też smartshopy służyły do prania brudnych pieniędzy.

Policja nieoficjalnie przyznaje, że w kilku sklepach trafiła na narkotyki. Mogłoby to wskazywać na związki ze zorganizowanymi grupami przestępczymi

Funkcjonariusze zatrzymali w środę Dawida B., właściciela sieci 100 smartshopów. Otworzył on jeden ze sklepów wcześniej zaplombowanych przez inspektorów sanitarnych. Łódzka prokuratura okręgowa przedstawiła mu zarzuty. Ale nie zdecydowała jeszcze, czy wystąpić do sądu z wnioskiem o areszt "króla dopalaczy". Grożą mu dwa lata więzienia.

W nocy inspektorzy sanitarni wraz z policją skonfiskowali towar z jego magazynów. Jaki sposób na tego handlarza znalazły policja i prokuratura? Oskarżyciele zastosowali przepisy z ustawy o Państwowym Inspektoracie Sanitarnym. Ich zdaniem Dawid B. wprowadził do obrotu od 3 i 6 października substancje określone jako zakazane w sobotniej decyzji głównego inspektora sanitarnego.

W piątek po południu minie 48 godzin od zatrzymania Dawida B. Do tego czasu prokuratura ma czas, by podjąć decyzję, czy go zwolnić, czy wnioskować do sądu o areszt. Zaś w Białymstoku pierwszy handlarz dopalaczami usłyszał wyrok. 22-letni Paweł A. sprzedawał specyfiki, które zawierały wcześniej zakazane substancje. Sąd skazał go na 1,5 roku więzienia, ale w zawieszeniu na 3 lata. Sędziowie ukarali go jednak jeszcze jedną, bardziej dotkliwą karą. Paweł A. ma oddać wszystko, czego się dorobił na handlu dopalaczami. Chodzi o 18 tys. euro.

Aż 44 nowe ofiary dopalaczy w ciągu ostatniego tygodnia odnotowała policja. Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji, dodał, że z kolei aż 50 handlarzy zerwało plomby ze sklepów z dopalaczami. Zamknięto je na mocy decyzji głównego inspektora sanitarnego, który zdecydował o wycofaniu dopalacza Tajfun i innych podobnych do niego środków oraz o natychmiastowym zamknięciu wszystkich punktów, które je oferują. - Apelujemy, by informować o wszelkich próbach sprzedaży dopalaczy. Sprawdzamy każdy sygnał. Ich sprzedaż zagrożona jest karą pozbawienia wolności do dwóch lat - ostrzega Sokołowski. Do dzisiaj nie ma jednej dokładnej statystyki zatruć psychoaktywnymi specyfikami. W szpitalach kwalifikuje się je bowiem jako tzw. inne zatrucia. Leczenie zatrutych dopalaczami stwarza poważne problemy, gdyż lekarze nie znają składu specyfików.

Maciej Duda

maciej.duda@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.