To mogła być krew zabójcy
Przez 12 lat policjanci i prokuratorzy badający okoliczności zabójstwa generała Marka Papały ignorowali ślady krwi, które mógł zostawić zabójca.
Do dzisiaj nie wiadomo, kim był człowiek, który wieczorem 25 czerwca 1998 r. jednym strzałem zabił komendanta głównego policji. Policja i śledczy z zeznań świadków odtworzyli drogę ucieczki mordercy spod bloku przy ulicy Rzymowskiego na warszawskim Służewcu. W tym samy miejscu, w którym policyjne psy zgubiły trop, na asfaltowym chodniku policjanci zobaczyli kilkanaście brązowych plam. Okazało się, że była to ludzka krew.
Od 12 lat ani funkcjonariusze z policyjnej grupy "Generał", ani prowadzący śledztwo prokuratorzy Jerzy Mierzewski i Elżbieta Grześkiewicz nie sprawdzili, czy mogła to być krew jednego z gangsterów, których podejrzewano o pociągnięcie za cyngiel. Oskarżyciele nie zbadali tego nawet po interwencji prokuratora, który sprawdzał, w jaki sposób policja i prokuratura prowadzą śledztwo.
Dokumentacja śladów krwi znajduje się w warszawskim sądzie okręgowym. Wycięte kawałki chodnika z krwią oznaczono jako ślad nr 1. Znaleziono je niedaleko bloku Papały w alei Wyścigowej przy bramie wjazdowej na teren wyścigów konnych. Plamy były rozmieszczone "w zygzakowatej linii na odcinku ok. 24 metrów". Wyglądało to tak, jakby ranny uciekał przez bramę.
W lipcu 1998 r. prokuratorzy i policjanci kazali zbadać krew. Ale interesowało ich tylko, czy to krew generała Papały, który leżał martwy w aucie pod swoim blokiem. Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Stołecznej Policji w Warszawie stwierdziło, że próbka nie ma cech krwi Papały. Śledczych nie interesowało nic więcej.
Minęło 12 lat. Prokuratura wciąż nie wiedziała, kim jest zabójca. Sprawę skontrolował prokurator Robert Tarsalewski. "Ślady mogły być pozostawione przez sprawców i ewentualnie pochodzić od Papały. W tym zakresie należy dokonać dalszych badań" - stwierdził oskarżyciel.
Elżbieta Grześkiewicz z warszawskiej prokuratury apelacyjnej ponownie kazała tylko sprawdzić, czy to krew Papały. Nie interesowało jej porównanie DNA z materiałem genetycznym co najmniej kilku gangsterów, których policja typowała na zabójców. Z ponownych badań wynikało, że to nie krew generała.
A czyja? O to prokuratorzy już nie zapytali. A powinni. Mieli przypuszczenia, że zabójca mógł się zranić w trakcie oddawania strzału do generała. Świadczą o tym m.in. zeznania Wietnamczyka Nguyena Chi Tchien. W 1998 r. obserwował zabójstwo z okna mieszkania na 6. piętrze w bloku, w którym mieszkał Papała. "Mężczyzna w lewej ręce trzymał ciemny przedmiot w kształcie walca i oddał jeden strzał wymierzony w głowę Marka Papały" - zeznał Wietnamczyk. Nigdy nie znaleziono łuski z pistoletu. Zabójca mógł mieć specjalne urządzenie chwytające łuskę w trakcie strzału. To urządzenie rosyjskich służb specjalnych. Tuleja połączona z pistoletem, którą mordercy przyczepiali do nadgarstka i przedramienia. Przy odrzucie w trakcie strzału urządzenie mogło zranić zabójcę.
Komenda Główna Policji nie odpowiedziała na nasze pytania i wątpliwości.
Rok temu Edward Zalewski, szef Prokuratury Krajowej, odebrał śledztwo w sprawie zabójcy Papały warszawskim prokuratorom i przeniósł do Łodzi. Nowi prokuratorzy mają zbadać, czy próbka sprzed 10 lat to krew jednego z gangsterów. - Po ponownym zanalizowaniu materiałów śledztwa przez Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi zostaną przeprowadzone rozszerzone badania porównawcze krwi i DNA - powiedziała nam Katarzyna Szeska, rzecznik Prokuratury Krajowej.
@RY1@i02/2010/050/i02.2010.050.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Michał Sadowski/Fotorzepa
Generał Marek Papała został zabity nieopodal swojego domu. Do morderstwa doszło wieczorem 25 czerwca 1998 r.
Maciej Duda
maciej.duda@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu