Mamy 100 tysięcy żołnierzy. W naborze pomógł nam kryzys
ROZMOWA
GRZEGORZ OSIECKI:
BOGDAN KLICH:
Patrioty to broń często defensywna. W Polsce pojawia się nowy system obrony - nie ma powodu do żadnych niepokojów. Stanowisko rosyjskiego ministerstwa obrony traktuję jako wiążące.
Gdy zostaną wyposażone w odpowiedni integrator, ale nie od razu.
Do 2018 roku zaplanowaliśmy znaczącą modernizację naszego systemu obrony powietrznej za niebagatelną kwotę 2,13 mld zł. Ale oczywiście proces ten będzie kontynuowany także później.
BBN biadoli z braku innych zajęć. I nie byłoby w tym problemu, gdyby nie wprowadzało opinii publicznej w błąd. Proces profesjonalizacji idzie
jak w szwajcarskim zegarku. W 2008 roku ostatni raz młodzi Polacy zostali przymusowo wcieleni do armii. Został zawieszony pobór, a w zeszłym roku ostatni żołnierze zasadniczej służby wojskowej opuścili koszary. Od sierpnia 2009 polskie wojsko jest w pełni zawodowe. To, co założył rząd, jest realizowane zgodnie z planem.
Polska ma dziś 100 tysięcy żołnierzy zawodowych. W grudniu przyjęliśmy pierwszych 600 ochotników, a wczoraj zakończyliśmy drugą fazę przyjęć kolejnych 1400 osób. W przyszłości będziemy utrzymywać poziom 100 tysięcy regularnej armii.
Od razu próbowałem je rozwiać. Nie mamy niedoboru, a nadmiar kandydatów. W naszej bazie danych zarejestrowało się około 20 tysięcy chętnych do wstąpienia do wojska. W pewnym momencie pojawiły się nawet wątpliwości, czy uda się ich zagospodarować ze względu na oszczędności. Jak widać, robimy to konsekwentnie w zależności od potrzeb.
Znaczna większość żołnierzy to zawodowcy z wieloletnim stażem. Część nowych ma za sobą także podstawowe przeszkolenie wojskowe. Od początku roku wprowadziliśmy zupełnie nowy model szkolenia. Armia zawodowa wymaga innego trybu przygotowania niż armia z poboru. Ten nowy model przewiduje trzyletni cykl szkolenia, w którym koncentrujemy uwagę na zgrywaniu pododdziałów.
I działa, czego przykładem są nasze misje zagraniczne. W tym roku mamy jeszcze trzy ważne zadania związane z profesjonalizacją: zmianę polityki zakwaterowania, reformę systemu żywienia w wojsku i, co najtrudniejsze, stworzenie Narodowych Sił Rezerwowych.
Nie powielamy wzorca z USA. Tworzymy nowy rodzaj służby, w którym będą uczestniczyć pasjonaci wojska i specjaliści z deficytowych w wojsku dziedzin. Na co dzień będą zatrudnieni w cywilnych zakładach. Będą służyć w armii na podstawie kontraktu, a będą powoływani do wojska w sytuacjach kryzysowych.
Wojsko wypłaci im żołd za czas służby i ćwiczeń. A pracodawcy będą za ich nieobecność dostawać rekompensaty finansowe.
Do 20 tysięcy osób. Teraz osiągnęliśmy ostateczny poziom armii regularnej 100 tysięcy osób, a od drugiej połowy roku zaczynamy przyjmować do Narodowych Sił Rezerwowych.
Ewidentnie tak. Widać to po liczbie ochotników. Armia jest stabilnym pracodawcą. Co więcej, w zeszłym roku zostały wprowadzone radykalne podwyżki żołnierskich płac. Wynagrodzenie szeregowego zawodowego wzrosło o 13,6 proc., a szeregowych nadterminowych aż o 26 proc. Oczywiście plus dodatki.
Dostaje 2500 zł bez dodatków. Armia jest konkurencyjnym pracodawcą, bo jest przewidywalna i nieźle płaci. W dodatku często jeden małżonek jest wojskowym, a drugi pracuje w wojsku jako cywil, więc rosną dochody w rodzinach wojskowych. Wywiązaliśmy się też z zapowiedzi co do legislacji, bo Sejm przyjmuje właśnie ostatnią z ustaw z pakietu profesjonalizacji, tę o świadczeniu mieszkaniowym dla żołnierzy.
Od połowy roku żołnierz będzie mógł dostawać do ręki gotówkę, by wynająć mieszkanie, o ile wojsko nie zaproponuje mu kwatery lub miejsca
w internacie. Przewidujemy, że to świadczenie będzie wynosiło od 300 do 900 złotych w zależności od garnizonu. Bo koszty wynajmu zależą od
lokalnego rynku.
Musieliśmy oszczędzać, więc stosowaliśmy protezę, jak np. zamówienia finansowane przez Agencję Rozwoju Przemysłu, by nie stanęły nasze zakłady zbrojeniowe. Ale w ubiegłym roku wszystkie wydatki zostały planowo zrealizowane i nie ma już zjawiska przesuwania należności na kolejny rok. W najbardziej pesymistycznym wariancie w tym roku będzie o 900 mln zł więcej niż w 2009 roku. To oznacza, że na zakupy uzbrojenia możemy wydać o co najmniej 300 mln zł więcej, a na wydatki bieżące - dodatkowo 400 mln zł. Do 2018 roku wydamy 42,5 mld zł na nowe uzbrojenie, w tym około 30 mld na czternaście programów strategicznych.
Takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.
@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.000.0006.001.jpg@RY2@
Minister uważa, że armia nieźle płaci wojskowym
Fot. Marcin Kaliński
, szef MON
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu