Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie ma kto nas bronić przed powodzią czy cyberatakiem

28 czerwca 2018

Bezpieczeństwo

Nie wiadomo, które ministerstwo jest odpowiedzialne za przeciwdziałanie aktom cyberterroru. Kłopot jest też z każdym innym rodzajem kryzysu: od fali mrozów po powodzie, gdyż ani Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, ani resort administracji i cyfryzacji nie mają nawet służb dyżurnych monitorujących sytuację w kraju przez całą dobę.

To samo pytanie: o wskazanie instytucji zajmującej się przeciwdziałaniem atakom cyberterrorystycznym, zadaliśmy obydwu ministerstwom, a także Rządowemu Centrum Bezpieczeństwa. Z odpowiedzi rzecznika ministra Michała Boniego wynika, że to zadanie leży w kompetencjach resortu spraw wewnętrznych. - Problemy dotyczące informatyzacji znalazły się w kompetencjach MAiC. My służymy oczywiście pomocą - tłumaczy jednak rzecznik MSW Małgorzata Woźniak. W praktyce pomoc udzielona MAiC ograniczyła się do przekazania kopii, wypracowanej jeszcze w czasach Grzegorza Schetyny, programu przeciwdziałania takim zagrożeniom.

Z kolei Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie zdążyło niemal przez tydzień udzielić odpowiedzi. Mimo że wśród ustawowych zadań ma dbanie o "bezpieczeństwo rządowej sieci teleinformatycznej".

- Podczas ataku na rządowe strony nie widziałem żadnej aktywności RCB. Nie rozumiem - mówi były szef tej instytucji Przemysław Guła.

O pasywności RCB świadczy też oficjalna internetowa witryna, gdzie podczas kilku dni zmasowanego ataku pojawił się tylko jeden komunikat: o zakończonej przeprowadzce z gmachu b. MSWiA do pomieszczeń w kancelarii premiera.- Ta przeprowadzka to ogromne komplikacje. Dla MSW oznacza, że nie ma już własnej służby dyżurnej. Tak samo jak resort administracji i cyfryzacji, który jest odpowiedzialny za przeciwdziałanie klęskom naturalnym. Sądzę, że wkrótce obydwaj ministrowie zbudują swoje służby. Tak wygląda polityka oszczędności - mówi nam doświadczony urzędnik dawnego MSWiA. W praktyce oznacza to, że ani Cichocki, ani Boni nie mają oczu i uszu w przypadku klęsk żywiołowych i katastrof. To jednak nie wszystko, gdyż w samym KPRM działa już całodobowa służba dyżurna podlegająca ministrowi Tomaszowi Arabskiemu i nie ma planów, aby ją likwidować. - Przeprowadzka jest uzasadniona, gdyż wystarczy, że premier przejdzie korytarzem do RCB i może kontaktować się z całą administracją. Dotąd musiał jeździć po Warszawie, co nie było szczęśliwym rozwiązaniem - tłumaczy DGP sens przeprowadzki jeden z ministrów. Jednak aby premier bez wychodzenia z budynku kancelarii mógł przejść do sali dowodzenia RCB, konieczne jest rozebranie - wartego ok. 1 mln zł - pokoju do bezpiecznych rozmów. Zbudował go jeszcze minister koordynator Zbigniew Wassermann w Gabinecie Piłsudskiego, aby bez zagrożenia podsłuchem rozmawiać z szefami służb.

Robert Zieliński

robert.zielinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.