Armia silniejsza i bardziej mobilna
Wiceminister obrony narodowej Czesław Mroczek przedstawia najważniejsze potrzeby polskich sił zbrojnych
Wie pan już, na co pójdzie 0,05 proc. PKB, czyli dodatkowe 800 mln zł, które co roku ma być wydawane na wojsko?
Przede wszystkim należy podkreślić, że nie zostaną one przeznaczone na wydatki bieżące, a zatem nie będą przejadane. Te pieniądze mają finansować wydatki majątkowe, czyli faktycznie inwestycje w nowy sprzęt. Mamy w planie programy modernizacji technicznej, których realizacja nie kończy się tak, jak sam plan w 2022 roku, ale będą kontynuowane w latach następnych. Jeśli dostaniemy dodatkowe pieniądze wcześniej, możemy przyspieszyć zakupy i zamknąć te programy już w tej perspektywie planistycznej.
A co jest najważniejsze z tego punktu widzenia?
Wskazuje to korekta planu, której dokonaliśmy wiosną pod wpływem wydarzeń na Ukrainie. Chcemy zwiększyć nasze zdolności rażenia, aby wzmóc potencjał odstraszania. Chodzi głównie o broń rakietową, pociski AGM-158 JASSM do F-16, artylerię rakietową dalekiego zasięgu Homar, nadbrzeżny dywizjon rakietowy, ale także systemy bezzałogowe, czyli drony. Postanowiliśmy przyspieszyć pozyskanie uderzeniowych systemów bezzałogowych, podobnie jak przyspieszamy zakup śmigłowców uderzeniowych.
To pokazuje, w jakim kierunku będziemy szli: zwiększenie siły ognia oraz mobilności armii. Należy oczywiście pamiętać, że naszym priorytetowym programem jest system obrony powietrznej, a jego znaczenie podkreśla fakt, iż został umocowany ustawowo.
Jak wzrośnie ten potencjał odstraszania?
Sztab generalny zgodnie ze standardami natowskimi dysponuje specjalnymi programami do obliczania potencjału bojowego. Dla przykładu, jeśli wycofujemy czołgi T-72 i zastępujemy je leopardami, to zwiększa się wskaźnik potencjału bojowego sił zbrojnych. To samo będzie, gdy śmigłowiec Mi-24 zostanie zastąpiony śmigłowcem uderzeniowym nowej generacji. Czyli każdy nowy sprzęt zwiększa ten potencjał. Znaczenie ma też odbiór przez potencjalnych przeciwników. A oni z całą pewnością widzą wzrost siły oraz skuteczności naszej armii.
Czy w przypadku zestawienia z potencjalnym przeciwnikiem, czyli Rosją, można mówić, że nasze siły są w ogóle porównywalne?
Powtórzę za klasykiem w tej sprawie, czyli ministrem Stanisławem Koziejem. Jest tylko jedno państwo, które może prowadzić analizy dotyczące samodzielnej konfrontacji wojskowej z Rosją: to Stany Zjednoczone. Nasze bezpieczeństwo opiera się na dwóch filarach: udziale w NATO i skutecznej, silnej własnej armii.
A jakie mamy możliwości wpływu, by nasi sąsiedzi poszli tą ścieżką? Czechy czy Litwa wydają na obronę raptem około 1 proc. PKB.
NATO przypomni na najbliższym szczycie, że nakłady na obronność państw członkowskich powinny wynosić 2 proc. PKB. W rozmowach z przedstawicielami państw regionu wskazujemy, by tak jak my bardziej angażowali się finansowo. Widać już konkretne działania. Litwa zwiększa swoje wydatki. Zapowiedziała zakup u nas rakiet Grom. Mam nadzieję, że dojdzie do sfinalizowania tego przedsięwzięcia. Jest także aktywność w tym zakresie w ramach państw Grupy Wyszehradzkiej.
Czy w związku z tym, co się dzieje za wschodnią granicą, rząd nie rozważa zwiększenia stanu armii, która teraz liczy około 100 tysięcy żołnierzy?
To, co się dzieje na Ukrainie, pokazuje, że nie liczebność jest najważniejsza. Ukraina miała 180 tys. żołnierzy, ale mogła użyć jedynie niewielkiej części, między innymi z powodu braku bądź niesprawności sprzętu i uzbrojenia właściwego dla zadań do wykonania. Niezwykle ważne jest również dobre wyszkolenie żołnierzy na danym sprzęcie, by w pełni wykorzystać możliwości, jakie ten sprzęt daje. Liczebność armii musi zatem wynikać z zadań sił zbrojnych i uzbrojenia, jakim dysponują. W Polsce mamy plan rozwoju sił zbrojnych, dokument, który opisuje zwiększanie potencjału armii poprzez wprowadzanie nowego sprzętu i uzbrojenia. Dokument ten wskazuje stany liczbowe żołnierzy potrzebne do obsługi tego sprzętu. Liczebność sił zbrojnych utrzymujemy na poziomie 100 tys. żołnierzy służby czynnej i do 20 tys. w ramach Narodowych Sił Rezerwowych.
Pobór nie będzie odwieszany?
Ta koalicja uznała, że siły zbrojne oparte na żołnierzach z poboru, którzy trafiają do wojska na kilka miesięcy, są nieskuteczne. Nie da się w takim czasie wyszkolić żołnierza obsługującego skomplikowany sprzęt. Dlatego nie zakładamy powrotu do poboru.
Ale nie zakładacie likwidacji poboru?
Wprowadziliśmy racjonalną zmianę, wychodząc z oczywistej przesłanki, iż nie da się zbudować skutecznych sił zbrojnych, jeśli nie będą one zawodowe. Dlatego zawiesiliśmy pobór do wojska, ale może on być przywrócony w razie zagrożenia bezpieczeństwa państwa. Z uwagą analizujemy wydarzenia na Ukrainie z punktu widzenia skuteczności naszych metod. Jest pewne, że musimy posiadać wysoko wyspecjalizowane siły zbrojne, a nie wielkie stany liczbowe słabo uzbrojonych żołnierzy. Chyba niektórzy myślą jeszcze kategoriami z początku XX w., snując plany tworzenia wielkich formacji wyposażonych w broń strzelecką, zapominając o tym, że przyszłoby im działać w świecie dronów.
@RY1@i02/2014/164/i02.2014.164.000001200.101.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Czesław Mroczek, wiceminister obrony narodowej
Rozmawiał Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu