Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Czy polski przemysł zbrojeniowy będzie w stanie nas obronić?

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 63 minuty

Samodzielnie nie będziemy w stanie spełnić wszystkich potrzeb naszej armii. Kluczową sprawą jest, by Polska skorzystała z programów modernizacyjnych i uzyskała dostęp do dokumentacji technicznej, know-how, abyśmy mogli zmieniać i udoskonalać nasz sprzęt w przyszłości. Warunkiem rozwoju jest innowacyjność - uważają uczestnicy debaty Dziennika Gazety Prawnej

Co panowie myślą o Polskiej Grupie Zbrojeniowej?

Powołanie Polskiej Grupy Zbrojeniowej to wyjście salomonowe. Minister skarbu państwa znalazł rozwiązanie, mogące pogodzić interesy wszystkich zainteresowanych stron. Dobrze, że grupa powstała przy Agencji Rozwoju Przemysłu. Dzięki temu może liczyć na wsparcie finansowe, które jest potrzebne zwłaszcza na początku działalności. Konsolidacja przemysłu zbrojeniowego to słuszny krok. W Europie ten proces rozpoczął się ponad 20 lat temu, a obecnie realizowany jest na poziomie ponadnarodowym. W Polsce to dopiero początkowy etap, chociaż konsolidacja lotniczej części zbrojeniówki ze światowym przemysłem już się dokonała. Prywatyzacja PZL-Świdnik jest tego doskonałym przykładem.

Nie ukrywam, że założenia, które przyjął minister skarbu państwa, inicjując całą konsolidację, są jak najbardziej zgodne z założeniami resortu obrony. Zaczynamy konsolidować polski przemysł obronny, bo niezwykle ważne jest, by nie tylko utrzymać istniejący stan tego sektora, lecz także stworzyć narzędzia finansowe umożliwiające jego rozwój.

Podstawą rozwoju przemysłu zbrojeniowego i jego konsolidacji powinno być ścisłe powiązanie z potrzebami armii. To ona powinna mieć jasną wizję swoich oczekiwań. Ten plan powinien oczywiście zostać stworzony przez specjalistów z najwyższej półki w taki sposób, by był zgodny z aktualnymi politycznymi celami NATO i Unii Europejskiej.

Wydaje mi się, że konsolidacja polskiego przemysłu zbrojeniowego jest nieunikniona. Europa konsoliduje się politycznie. Możliwe, że wydarzenia na Ukrainie przyspieszą myślenie o utworzeniu armii europejskiej. Jeśli ta armia powstanie, to będzie ona składać zamówienia u europejskich dostawców. Tworzone są grupy państw, które będą finansowały takie projekty, proporcjonalnie do udziałów w wydatkach na badania i rozwój. Oczywiście nie możemy zapominać, że taka partycypacja musi być bardzo kosztowna. Jednak wzięcie udziału w tym przedsięwzięciu będzie najprawdopodobniej warunkiem partycypacji nie tylko w ewentualnych zyskach, lecz przede wszystkim w dostawach sprzętu.

Mówią panowie zgodnym chórem, że należy konsolidować, bo właśnie taka formuła zapewni produkt zgodny z oczekiwaniami sił zbrojnych i włączy polski sektor obronny w konsolidujące się struktury przemysłowe Europy. Co wobec tego sądzą panowie o włączeniu PGZ w struktury Airbusa?

W rozmowie z wiceministrem skarbu państwa Zdzisławem Gawlikiem poruszyliśmy ten temat. Okazało się, że rzeczywiście istnieje propozycja, by włączyć PGZ w struktury Airbusa lub nawet wykupić część udziałów w Airbusie i przekazać je albo Polskiemu Holdingowi Obronnemu albo Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Posiadanie udziałów zapewniłoby PGZ zwiększenie zakresu współpracy z lotniczymi firmami europejskimi. Jednak my widzimy w tym rozwiązaniu zagrożenie. Oznacza ono bowiem powiązanie dużych kontraktów z jedną, konkretną firmą. Dlatego uważam, że najpierw powinniśmy zakończyć trwające przetargi, a potem przejść do rozmów o tego typu współpracy. Podjęcie jej przed rozstrzygnięciem przetargu będzie preferować tę firmę w przetargach na dostawę helikopterów. Moim zdaniem nie jest to dobry pomysł na tym etapie.

Wydaje mi się, że tego rodzaju integracja, gdyby została zaproponowana 10 lat temu, miałaby uzasadnienie. Jednak obawiam się, że obecnie stanowi ona raczej zagranie marketingowe, mające na celu poprawienie pozycji w przetargach trwających na polskim rynku. Pamiętajmy, że producentem finalnych produktów, tj. Original Equipment Manufacturer, nie stajemy się w ciągu kilku czy kilkunastu miesięcy. Mieliśmy już w Polsce kilka przykładów szybkiego powstawania linii montażu końcowego. Linie te błyskawicznie powstawały i równie szybko były zamykane, kiedy zmieniały się priorytety biznesowe. Uważam, że kwestia realnego transferu technologii i know-how do Polski ma najważniejsze znaczenie, nie tylko biznesowe, lecz także strategiczne i polityczne. Bez dostępu do wiedzy nie można stać się producentem finalnych, oryginalnych produktów. Brak dostępu do know-how i własności intelektualnej spowoduje, że w Polsce powstaną montownie, które nie tworzą wartości intelektualnej, a skręcają części wymyślone i zaprojektowane za granicą.

PGZ będzie tak strukturalnie stworzony, by realizować funkcje zadaniowe. Obecnie wszelkie działania resortu obrony narodowej dążą do tego, by w zakresie realizacji programów modernizacyjnych tworzyć konsorcja. Kolejnym etapem będzie zawiązanie szerszego forum konsolidacyjnego w oparciu o przemysł krajowy, także prywatny. Trzecią fazę konsolidacji widzimy na szczeblu regionalnym. Ze względu na to, że mamy podobne uwarunkowania geostrategiczne z państwami wyszehradzkimi, bałtyckimi, Rumunią i Bułgarią, widzielibyśmy możliwość zawiązywania tego typu konsorcjów do realizacji zadań, które byłyby wypełnieniem potrzeb sił zbrojnych wszystkich państw. Firmy zachodnie, jeżeli mogę tak to określić, to dopiero czwarta faza konsolidacji.

A kiedy te fazy będą następować?

To płynna kwestia. Nie ma co ukrywać, że aspekt gotowości jest zależny od tego, w jakim zakresie działania Ministerstwa Obrony Narodowej zmierzające do podniesienia potencjału technologicznego naszych podmiotów gospodarczych poprzez narzędzia, jakimi dysponujemy, pozwolą na to, żeby rzeczywiście stwierdzić, że to jest właściwy moment, bo i mamy potencjał gospodarczy i kapitałowy, żeby przejść do następnej fazy.

Czy polski przemysł jest w stanie dostarczyć polskiej armii najnowocześniejszy sprzęt? W jakim zakresie powinniśmy współpracować z zagranicznymi producentami?

Podniesiony przez płk Jagiełłę problem zwiększenia poziomu technologicznego armii jest kluczowy. Samo łączenie zakładów z branży zbrojeniowej nie będzie miało na to wpływu. W powszechnym mniemaniu te zakłady są zaniedbane technologicznie, nie dysponują technologiami, które byłyby przydatne do produkcji nowoczesnych wyrobów sprzedawalnych w eksporcie. To zasadniczy problem. Przede wszystkim, łącząc przemysł w różne grupy czy to PGZ czy PHO, musimy pamiętać o zabezpieczeniu finansowania tych przedsiębiorstw. Odrębną kwestią jest sposób pozyskania nowych technologii. Czy stanie się to poprzez zakup gotowego wyrobu, czy poprzez badania i rozwój - to kwestia otwarta. Dotykamy tu kluczowego problemu niskich nakładów finansowych. Mówiąc wprost, te firmy powoli umierają. Nie rozwijają się, nie prowadzą badań. Nie mają pieniędzy. Z drugiej strony, jeśli przyjrzymy się temu, co się dzieje w Unii Europejskiej, w starych krajach UE, to widać wyraźnie, że nakłady na badania i rozwój są kilkukrotnie większe niż w naszym kraju.

Czy to jednak odosobniony przypadek Polski? Na całym świecie tnie się wydatki na innowacje.

Tak. Profesor Barton Lee z Uniwersytetu Stanford wypowiedział się w tym duchu, że właśnie brak innowacji technicznych jest przyczyną obecnego kryzysu światowego. A ten brak wynika z obcięcia nakładów na badania i rozwój.

Czy pieniędzy, których potrzebuje przemysł zbrojeniowy, trzeba szukać w budżecie państwa, czy też w bankach?

Sytuacja jest patowa. Firmy są słabe, przez co nie mają zdolności kredytowej, perspektyw, pomysłów na dobre innowacje. Koło się zamyka. Do tego dochodzi zbyt słaba działalność głównego podmiotu odpowiedzialnego za marketing branży zbrojeniowej, czyli państwa. Ono jest głównym ambasadorem naszych przedsiębiorstw.

Zatem śmigłowiec AW149 ze Świdnika to polski produkt czy zagraniczny?

Polski, ponieważ wielu inżynierów ze Świdnika uczestniczy w jego projektowaniu, badaniach i wdrożeniu. Dotykamy tu globalnych problemów i ważnych, strategicznych pytań, np. czy Polska chce uczestniczyć w rozwoju innowacyjnych produktów. Razem z PZL-Świdnik pracujemy przy śmigłowcu Głuszec, który kiedyś był rozwijany w zakładach rządowych. Teraz jest to zakład prywatny, ale współpraca dalej trwa. Dlatego popieramy taki model współpracy.

Patrząc na warunki, jakie dziś stwarzamy dla rozwoju przemysłu zbrojeniowego, można by pomyśleć, że są one bardzo dobre. Ustawa o finansowaniu sił zbrojnych gwarantuje wskaźnik finansowania sięgający 1,95 proc. PKB. Nie wszystkie kraje przeznaczają na armię takie sumy. Istnieje także zatwierdzony przez rząd program modernizacji technicznej sił zbrojnych. Mamy 14 dużych, potężnych programów z zagwarantowanym finansowaniem rzędu 130 mld zł. Mamy zabezpieczone ustawowe środki na utrzymanie nieczynnych mocy produkcyjnych. Do tego dochodzą środki na prace badawczo-rozwojowe: 500 mln zł z budżetu MON oraz sumy przekazywane przez ministra skarbu z środków pozyskanych z prywatyzacji. W zeszłym roku było to ponad 300 mln zł.

Gdyby do powyższych doszły korzyści z offsetu, to sytuacja naprawdę byłaby świetna. Niestety jak zawsze kuleje realizacja. Temat offsetu spadł obecnie na dalszy plan. Nie wiem czy słusznie. Kupiliśmy samoloty szkoleniowe dla polskiej armii, czołgi Leopardy i nie załatwiliśmy w ramach tych transakcji żadnego offsetu. Profesor Szczepanik mówił o pracach badawczo-rozwojowych, o tym, że przemysł polski dysponuje odpowiednimi środkami i o tym, że MON nie gwarantuje, że zamówi wyrób dla polskiej armii nawet, jeśli zostanie on w końcu stworzony. Trudno się zatem dziwić, że ryzyko jest tak duże, że nawet banki nie chcą ryzykować kredytowania. Pamiętajmy bowiem, że jeśli polska armia coś kupi, ale nie będzie produktu używać, to niemożliwa będzie jego sprzedaż na eksport. Podsumowując, mamy pewne rozdwojenie: z jednej strony sytuacja teoretycznie jest bardzo dobra. Z drugiej zaś bariery są tak poważne, że większość przedsiębiorstw albo nie może rozwijać swoich wyrobów, albo żyje z dnia na dzień, bez żadnych perspektyw rozwoju.

Jak to jest z tym błędem zaniechania, panie pułkowniku?

W żadnym wypadku nie odbieram wystąpienia pana posła jako zarzutu, tylko jako punkt widzenia, który pan poseł reprezentuje. Nie może być zarzutem coś, co jest związane z globalizacją postępującą i wynikającymi z tego uregulowaniami prawnymi. Pan poseł wie, że kwestie prawne związane z tworzeniem prawodawstwa polskiego są podporządkowane również prawodawstwu europejskiemu. Jednym słowem możemy zacząć mówić, że pewne wymogi o charakterze europejskim zostały zaimplementowane do prawa polskiego i skutki, które wynikają z tych przemian, dotykają nasze przedsiębiorstwa. Nie zmienia to faktu, że MON zauważa te problemy i działa, żeby zminimalizować negatywny wpływ na przemysł. Jesteśmy w fazie kiedy analizujemy plan modernizacji technicznej i określamy podstawowy interes bezpieczeństwa państwa.

Generalnie to, co pan poseł powiedział o offsecie, dziś już nie znajduje swojego uzasadnienia, ponieważ offset o charakterze ekonomicznym jest przez UE zniesiony. Możemy natomiast traktować jako offset pewnego rodzaju działania, zmierzające do tego, żeby utrzymać i zapewnić podstawowy interes bezpieczeństwa państwa, czyli wymagać od dostawcy sprzętu, żeby nam zapewnił pewnego rodzaju przedsięwzięcia, które mają na celu utrzymanie odpowiedniego poziomu sprzętu, serwisowania, modyfikacji, modernizacji, a nawet rozwoju.

Jeżeli chodzi o sprawy związane z nowymi programami i pozyskiwaniem nowego uzbrojenia, to musimy pamiętać o miejscu Polski w Europie i na świecie. Musimy być świadomi, że samodzielnie nie będziemy w stanie spełnić wszystkich potrzeb naszej armii. Musimy się z tym pogodzić. Przykłady, o których panowie mówą, np. czołgi, to nic innego jak próby zastępowania jednej starej techniki, najczęściej rodem jeszcze z ZSRR, równie wiekową techniką z innego kraju. Nie jestem przekonany, czy służy to rozwojowi. Z drugiej strony, o zupełnie nowym sprzęcie, zaprojektowanym w XXI w., a nie niemal pół wieku temu, mówi się, że nie jest sprawdzony w boju. Czy to oznacza, że polska armia ma być skazana na muzeum? W imię czego? Pragnę zwrócić uwagę, że w ostatnich 10 czy 15 latach w rzeczywistości nie wprowadziliśmy do użytku żadnego kluczowego polskiego produktu. Transporter Rosomak jest produkowany na licencji. Wóz ten odniósł wielki sukces, bo jest konstrukcją nową, odpowiadającą wymogom współczesnego pola walki. Wcześniej także słychać było głosy o tym, że to produkt "nieostrzelany". O zdolnościach bojowych sprzętu decyduje technika. Zasada jest prosta - im sprzęt jest nowszy, tym lepszy. Rosomak udowodnił to w Afganistanie.

Dlatego uważam, że jeśli na horyzoncie pojawia się nowoczesny produkt i szansa, by wykorzystać jego nowe możliwości, to należy iść w tym kierunku. Działam w branży od kilkudziesięciu lat i wiem, jak wiele kosztuje i jak trudno jest nowy produkt opracować, wdrożyć, eksploatować i być z niego dumnym, a na koniec z sukcesami eksportować. To niesłychanie trudne. Dlatego powinniśmy skupiać się na tym, co daje wymierne korzyści. Należy wybrać i stworzyć politykę, która określi, tak jak np. w przypadku oferowanego przez nas śmigłowca, że mamy szanse być nie tylko jego dostawcą dla naszej armii, lecz także eksportować go na zagraniczne rynki, ponieważ będziemy dysponowali kodami źródłowymi, będziemy mieli potencjał modernizacyjny. To jest podstawa. Tak samo jest z Rosomakiem. Powinniśmy znaleźć kilka obszarów, w których polski przemysł da sobie radę.

Czy polski przemysł daje sobie radę?

Daje. Chciałbym się tu odnieść do pewnych kwestii zasygnalizowanych przez MON i sferę globalizacji. Zgadzam się, że musieliśmy nasze ustawodawstwo dopasować do unijnego. Jednak były i są mechanizmy, które pozwalają ochronić własny rynek. Pytanie, skąd się to bierze, że Polska, biorąc pod uwagę wielkość kraju, PKB i wielkość sił zbrojnych, ogłasza 60 międzynarodowych przetargów, a np. Niemcy czy Francja trzy do pięciu. Na tym właśnie polega ochrona własnego rynku. Tym bardziej że istnieją mechanizmy, by przeprowadzić to w trybie art. 346 z racji bezpieczeństwa państwa. Wszyscy korzystają z tych mechanizmów, tylko my staramy kierować się wyłącznie literą tego nadrzędnego prawa, nie czytając tego, co napisano drobniejszym drukiem. To ma określone konsekwencje.

Kolejna sprawa to sprawa prac badawczo-rozwojowych, wymagająca odrębnej debaty. Wydaje się, że najpierw sam MON musi wiedzieć, czego chce, określić pewien zakres prac, które powinny być realizowane przez polski przemysł i tych, którymi z różnych względów nie powinien się zajmować. Musimy postawić sprawę jasno: nie ma sensu wydawać pieniędzy na opracowanie niektórych technologii, które za granicą są dostępne od 20 lat.

Dysponujemy wieloma przykładami zakupów sprzętu najtańszego, który - jak się szybko okazuje - nie spełnia wymogów pola walki przez to, że nie przeprowadzono prób przed sfinalizowaniem zakupu. Tego typu problemy, a także proceduralne zatory są od lat sygnalizowane przez przemysł i naukę. Niestety nic w tej sprawie się nie dzieje.

Zgadzam się z moimi przedmówcami w 100 proc. Myślę, że niedocenienie kwestii innowacji jest jednym z głównych grzechów ostatniego 25-lecia. Wychodząc poza przemysł obronny, przy wielu prywatyzacjach zachodni inwestorzy kupowali nie tyle polskie fabryki, co kupowali bardziej polski rynek. On jest na tyle duży i atrakcyjny, że to sprzedający, państwo polskie, mógł postawić warunek dotyczący utrzymania części potencjału badawczo-rozwojowego w Polsce. Za wcześnie jeszcze, by mówić, że wszystko jest stracone. Niestety wiele decyzji już zapadło. Polska w dużym stopniu jest skazana, również w dziedzinie obronności, na kooperację międzynarodową. Samodzielnie nie mamy szans, biorąc pod uwagę nakłady finansowe. Przykładowo budżet całej polskiej nauki, całej Polskiej Akademii Nauk i wszystkich instytucji badawczych razem wziętych wynosi, jeśli się nie mylę, ok. 1,8 mld euro. Tymczasem niemiecki Volkswagen na badania i rozwój wydaje rocznie 7,8 mld euro, a japońska Toyota - 7,9 mld euro. Polskie środki na te cele to jest kropla w morzu. Dlatego na lokalnym podwórku po prostu nie wymyślimy lepszych rzeczy. Pomysł, by skoncentrować działania na parunastu produktach czy dziedzinach, które mają realne szanse międzynarodowe, jest jedyną realną perspektywą rozwoju.

Czy w kontekście tego, co mówimy o alokacji środków na badania i rozwój, właściwie wytyczyliśmy kierunki modernizacji?

Na to pytanie nie odważę się odpowiadać. Moim zdaniem ten temat się bardzo łączy z alokacją środków na badania i rozwój. Otóż nas nie stać, by współzawodniczyć w ogromnych konstrukcjach czy technologiach, które pochłaniają miliardy euro czy dolarów. Natomiast mamy już pewne przyczółki i powinniśmy rozwijać te kierunki właśnie. Mamy np. dobre osiągnięcia w informatyce czy elektronice.

Jeśli chodzi o kierunki i planowanie rozwoju, to myślę, że muszą one być skorelowane z aktualną sytuacją. Dlatego przygotowując nowelizację Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych, po 2 latach powinniśmy to uwzględnić. Te kierunki są oczywiście właściwe, ale problemem naszych planów jest to, że chcielibyśmy modernizować wszystko po kroku, ale nie ma jakiegoś konkretnego punktu ciężkości, przynajmniej dotąd. Bardzo słusznie, że gros środków będzie przeznaczona na system obrony powietrznej i przeciwrakietowej. To priorytet i potencjał, który odstraszy przeciwnika od zaatakowania Polski metodami konwencjonalnymi.

Wykorzystajmy te programy, by wzmocnić polski przemysł zbrojeniowy. Żeby można było nie tylko montować sprzęt, który zakupimy, lecz także produkować i eksportować. Jeden z dyrektorów departamentu ministerstwa gospodarki powiedział: panie przewodniczący, 30 procent z tych kwot to my jesteśmy na dziś w stanie zagospodarować. Jeżeli MON i rząd nie postawi warunków, że trzeba te technologie sprowadzać do Polski, to nie będziemy mieli więcej korzyści z tego niż 30 proc.

Mimo że jestem z lotnictwa, to staram się panów sprowadzić na ziemię. Jeżeli nagle zmieni się sytuacja polityczna, to jako przemysł obronny możemy zwiększyć wydajność w zakresie remontów, modernizacji. Możemy wyprodukować więcej części. To jest realne w krótkim czasie. Natomiast jakiekolwiek zmiany jakościowe, a te przecież są celem programów strategicznych, zajmują całe lata. I żaden konflikt lokalny nie będzie miał na to wpływu.

Ale skoro już pytamy, kto i jak ma realizować programy strategiczne, to chcielibyśmy, żeby ich założenia techniczne były bardziej przemyślane. Nie wymyślajmy w Polsce rzeczy, które nie są stosowane na świecie. Odniosę się tutaj do wspólnej platformy śmigłowcowej. Śmigłowiec dobry dla marynarki wojennej, służący do zwalczania okrętów podwodnych, nie będzie dobrą maszyną do ratowania ludzi. Próba połączenia tych wymagań w ramach jednej maszyny będzie opóźniać proces i generować dodatkowe koszty. Gdzieś trzeba znaleźć kompromis. W dziedzinie samochodów potrafimy to zrozumieć, a w bardziej skomplikowanej technice - już niestety nie. Przetarg śmigłowcowy jest tylko przykładem. Czemu ma służyć wymyślanie takich wymogów, które komplikują i wydłużają proces dostawy śmigłowców dla wojska? Nie służy to ani użytkownikowi, ani przemysłowi, ani biznesowi, ani nawet politykom.

Mając na uwadze niedoskonałość rozwiązań, które były bazą do programów modernizacyjnych, inspektorat uzbrojenia dysponuje narzędziem, mianowicie przygotowuje studia wykonalności, które mają doprecyzować przedmiot wypełnienia zdolności operacyjnych. Drugim narzędziem jest dialog techniczny. To też pozwala sprecyzować, co jest dostępne na rynku i co możemy wykorzystać. W trakcie dialogu są omawiane sprawy, by sprowadzać technologie łącznie z licencjami, co staramy się czynić.

Chcielibyśmy zachować prawa intelektualne, chcemy, by to właśnie państwo, skarb państwa był właścicielem tych praw. Po co nam to jest potrzebne? By zachować suwerenność technologiczną sił zbrojnych, ich elastyczność i możliwość rozwoju.

Bardzo ważne jest, by nasze państwo miało możliwość otrzymania licencji. To kluczowe w sytuacji, gdy za 5-10 lat, kiedy zmienią się sposoby walki, byśmy mogli modernizować sprzęt. Statki powietrzne żyją dziś po 40 lat, często dłużej. Kilka razy w ciągu ich życia trzeba je dostosowywać do zmieniających się systemów, szczególnie elektronicznych, ale też wymogów pola walki. Rozumiem, że nie wszyscy mogą przekazać nam licencje. Jednak kto nie posiada własności intelektualnej, ten ma kłopot. Dlatego moim zdaniem na etapie wymagań technicznych powinno zostać określone, że wymagamy nowoczesnych technologii w śmigłowcach. Mówię o nowoczesnej awionice, robionej przez polskich inżynierów, będącej kwintesencją polskiej wiedzy i doświadczenia.

Kluczową sprawą jest, by Polska skorzystała z programów modernizacyjnych, z miliardów złotych, które zamierzamy wydać na sprzęt i uzyskała dostęp do dokumentacji technicznej, know-how, tak abyśmy mogli zmieniać i udoskonalać nasz sprzęt w przyszłości.

Czy polski przemysł obronny w obecnym stanie może nas obronić?

Działania podejmowane przez MON idą w kierunku, by te oczekiwania stały się faktem. Nie jestem w stanie wydać jednoznacznej odpowiedzi, bo polski przemysł nie jest tak wszechstronny jak, oczekują wszyscy. Przyjmuję, że budżet MON przeznaczony na plany modernizacyjne i przyjęte założenia rozwoju sił zbrojnych pozwolą w sposób aktywny włączyć się przemysłowi w ten proces i sądzę, że z użyciem narzędzi o których wspomniałem, będziemy w stanie uchronić suwerenność i integralność terytorialną państwa.

W związku z nowymi zadaniami stawianymi przez MON przed polskim przemysłem zbrojeniowym stawia się nowe cele, takie jak podniesienie jakości wyrobów. To jest ogromna szansa dla rozwoju przemysłu, na napływ nowych technologii. O wielu zaawansowanych rozwiązaniach, takich jak technologie informatyczne i cyberprzestrzeń czy rozwiązania mające zastosowanie w kosmosie, nie zdążyliśmy dziś porozmawiać. To jednak cały nowy obszar, w którym rozwija się polski przemysł obronny wraz z wejściem Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Stoimy przed ogromną szansą, by polski przemysł obronny stał się ważnym składnikiem poczucia bezpieczeństwa Polaków i dostarczał sprzęt, który posłuży nie tylko Wojsku Polskiemu, ale także będzie stanowił nasz wkład do europejskiej armii, bo taką kiedyś stworzymy. By to się stało, musimy inwestować w wiedzę i skupiać się na know-how. Stoimy bowiem przed wyborem: czy chcemy w Polsce stawiać kolejne montownie, tak jak producenci samochodów czy elektroniki użytkowej, czy też chcemy przy stymulującym wsparciu z zewnątrz tworzyć nowe produkty, projektowane przez polskich inżynierów i rozwijanie przez polskich naukowców przez następne dziesięciolecia.

Musimy myśleć o przyszłości naszego przemysłu zbrojeniowego, a bez eksportu bez włączenia się w pewien europejski, światowy system kooperacji nie ma mowy o jego długofalowym rozwoju. Definiować kierunki istotne, byśmy z przysłowiowej obróbki skrawaniem przeszli do technologii informatycznych, kosmicznych, ale tam, gdzie możemy powiedzieć coś nowego, a nie gonić świat. Bo mamy potencjał do tego i pokazują to przede wszystkim firmy prywatne. Ale nie tylko. Jesteśmy w stanie stworzyć wyroby na poziomie światowym. Nasi decydenci muszą sobie z tego zdawać sprawę.

Uważam, że nasz przemysł zbrojeniowy jest wciąż mocną stroną naszej obronności, ale jego kondycja ciągle się pogarsza. Dlatego, że nie ma spójnej współpracy z użytkownikiem sprzętu. Przemysł musi być dowartościowany przez nakłady na badania i rozwój. Warunkiem rozwoju jest innowacyjność, która doprowadzi do eksportu. Uważamy, że innowacyjność daje eksport, eksport poprzez sprzężenie zwrotne spowoduje, że będą możliwości zwiększenia nakładów na badania i rozwój. I tu uważam, że powinniśmy myśleć o cyberprzestrzeni, bo następna wojna będzie wojną komputerów.

Bez eksportu, bez włączenia się w pewien europejski, światowy system kooperacji nie ma mowy o długofalowym rozwoju naszego przemysłu zbrojeniowego

@RY1@i02/2014/093/i02.2014.093.21400020b.808.jpg@RY2@

Witold Jagiełło, zastępca dyrektora w departamencie polityki zbrojeniowej Ministerstwa Obrony Narodowej

@RY1@i02/2014/093/i02.2014.093.21400020b.809.jpg@RY2@

Stanisław Janas, członek rady OPZZ, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Przemysł Specjalny, przewodniczący Związku Zawodowego Przemysłu Elektromaszynowego w Polsce, były poseł i szef komisji obrony narodowej

@RY1@i02/2014/093/i02.2014.093.21400020b.810.jpg@RY2@

Mieczysław Majewski, prezes PZL-Świdnik S.A.

@RY1@i02/2014/093/i02.2014.093.21400020b.811.jpg@RY2@

Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce

@RY1@i02/2014/093/i02.2014.093.21400020b.812.jpg@RY2@

prof. Ryszard Szczepanik, dyrektor Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych

@RY1@i02/2014/093/i02.2014.093.21400020b.813.jpg@RY2@

Andrzej Kiński, redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej"

Debatę prowadził i relację przygotował

 Cezary Pytlos

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.