Obrona państwa tylko dla zainteresowanych
Wojsko
Od 2 lutego do 30 kwietnia 2015 r. odbędzie się po raz kolejny kwalifikacja wojskowa. Ten obowiązek trzeba spełnić osobiście, bo wciąż nie ma możliwości rejestracji przez internet, nad którą od kilku lat pracują resorty obrony narodowej i spraw wewnętrznych.
W tym terminie przed komisją lekarską musi stawić się ok. 270 tys. mężczyzn urodzonych w 1996 r. Wynika to z rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz ministra obrony narodowej z 6 listopada 2014 r. w sprawie przeprowadzenia kwalifikacji wojskowej w 2015 r. (Dz.U. poz. 1595). Kwalifikacja zastąpiła pobór, który został zawieszony w 2010 r. wraz z wprowadzeniem armii zawodowej. Wciąż pozostał obowiązek corocznej rejestracji - głównie mężczyzn, którzy ukończyli 19 lat, a także ochotników do armii w wieku 18 lat.
- To jedyny obowiązek, jaki młode osoby muszą spełnić wobec ojczyzny. Zależy nam na tym, aby ten proces przebiegał sprawnie i wszyscy brali w nim udział. Armia ma dzięki temu ogólny ogląd, kto z tych osób mógłby służyć w wojsku - wyjaśnia generał dyw. prof. Bogusław Pacek, doradca ministra obrony narodowej. Dodaje, że w trakcie kwalifikacji można zapoznać młodych z ofertą wstąpienia np. do Narodowych Sił Rezerwowych.
Większość 19-latków nie jest jednak zainteresowana służbą w armii i wolałaby podawać wojsku dane przez internet. Za wprowadzeniem takiej możliwości przemawia to, że każdy kandydat do służby w armii i tak przechodzi dodatkowe badania lekarskie przed wstąpieniem do niej. MON zapewnia, że nie wycofuje się z tego pomysłu, ale musi być do niego przygotowane informatycznie całe państwo. - Cały system należy zmienić, bo kwalifikacja nie wpływa na zdolności obronne państwa. Muszą one być oparte na profesjonalnej armii i gwardii narodowej rezerwistów - przekonuje gen. Roman Polko, były dowódca GROM. Dodaje, że kwalifikacja powinna obejmować tylko młodych, którzy są zainteresowani służbą lub okresowym szkoleniem. Jego zdaniem ściganie osób, które nie spełniły tego obowiązku, bo np. przebywają za granicą, mija się z celem.
Co roku do kwalifikacji nie stawia się bez usprawiedliwienia nawet kilka tysięcy młodych osób. W takiej sytuacji wójt, burmistrz lub prezydent miasta ma obowiązek spowodować ich doprowadzenie przez policję. Może też nałożyć grzywnę w celu przymuszenia. W przypadku uporczywego unikania sprawa może trafić do prokuratury. Uchylającym się grozi nawet do dwóch lat ograniczenia wolności.
Artur Radwan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu