Omal nie polegli na oczach właściciela
Wisła Kraków zaledwie zremisowała 1:1 z Polonią Bytom. Jeden punkt uratował dla mistrzów Polski w 84. minucie Piotr Ćwielong. To pierwsze straty zanotowane przez krakowian w tym sezonie.
Mecz rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, ponieważ w wyniku pomyłki jednego z kolejarzy pociąg wiozący do Sosnowca kibiców Wisły (mistrzowie Polski grają tam z powodu remontu własnego stadionu) został skierowany na zły tor.
Okazało się, że nie była to jedyna pomyłka tego popołudnia. Wiślacy zagrali fatalnie. Skazani na porażkę bytomianie w 17. minucie objęli sensacyjne prowadzenie po strzale Słowaka Marka Bazika, a potem skutecznie rozbijali ataki faworyta.
Te męki musiał oglądać Bogusław Cupiał, właściciel krakowskiego klubu, który po raz pierwszy zawitał na ligowy mecz do Sosnowca. Jeśli po odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów ze słabiutką Levadią Tallin, które kosztowało go kilka milionów euro, zaczynał już wybaczać swoim piłkarzom, to teraz naprawdę musiał się zdenerwować.
Potknięcie Wisły wykorzystali najgroźniejsi rywale - Legia Warszawa i Lech Poznań. Wicemistrzowie Polski, którzy ostatnio prezentowali się kiepsko, pewnie pokonali 2:0 Lechię Gdańsk. Tym razem w składzie legionistów od początku meczu zagrał Takesure Chinyama, który wcześniej był kontuzjowany. Jak ważny jest dla drużyny, okazało się już w 22. minucie, kiedy uzyskał prowadzenie. W przeciwieństwie do grającego w poprzednich meczach Marcina Mięciela cały czas był dużym zagrożeniem dla defensywy gości. - Nie możemy zachwycać się wygraną, bo nadal nie potrafimy strzelać bramek. Strzeliliśmy dwie, ale zobaczmy, ile okazji zmarnowaliśmy. W meczu z Lechem tylu ich nie będzie - przestrzegał jednak Urban.
Legioniści zmierzą się z Lechem w najbliższy piątek, a rywale też już szykują się do tej konfrontacji. W sobotę poznaniacy wymęczyli skromne, jednobramkowe zwycięstwo nad Odrą Wodzisław i ogólnie nie zachwycili. - Trzy punkty cieszą, gra trochę mniej. Cieszę się, że zostało też zdjęte fatum wronieckiego stadionu, na którym jeszcze nie wygraliśmy, choć traktowałem to z przymrużeniem oka. Ale ten mecz to już historia, zaczynamy myśleć o spotkaniu z Legią - przyznawał szkoleniowiec Lecha Jacek Zieliński.
Najbardziej niespokojnie jest natomiast na Konwiktorskiej, gdzie silną ręką zarządza właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski. Ze statystycznego punktu widzenia można stwierdzić, iż istnieje duże prawdopodobieństwo, że dojdzie do kolejnej zmiany na stanowisku trenera. Jacek Grembocki, poprzedni szkoleniowiec Czarnych Koszul, został zwolniony przez prezesa po czterech kolejkach, w których zdobył sześć punktów. Nowy, Duszan Radolsky, nie zdoła ugrać nawet tyle. Pod jego wodzą Polonia zdobyła swój pierwszy punkt dopiero w sobotę, w trzecim meczu, remisując w Gdyni z Arką. A za tydzień czeka ją wyjazdowy mecz z Wisłą.
- Nie wiem, co zrobi właściciel klubu, nie wypada mi tego nawet komentować - mówi nam były trener Polonii Bogusław Kaczmarek (on został zwolniony wiosną). Natomiast wciąż twierdzę, że w tej drużynie jest potencjał. Pytanie tylko, czy trener Radolsky potrafi go uaktywnić. Mam też satysfakcję, że ci zawodnicy, których ja sprowadziłem do zespołu, odgrywają w nim pierwszoplanową rolę, w przeciwieństwie do najnowszych transferów.
@RY1@i02/2009/184/i02.2009.184.000.021a.101.jpg@RY2@
Jacek Bednarczyk/PAP
Patryk Małecki (z prawej) w pojedynku z kapitanem Polonii Rafałem Grzybem
Robert Piątek
robert.piatek@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu