Koledzy Kornelii Marek nie wierzą w winę Witalija Trypolskiego
Fizjoterapeuta Witalij Trypolski nie ma pojęcia, skąd w organizmie Kornelii Marek wzięło się EPO.
Tak przynajmniej Ukrainiec zeznał podczas posiedzenia komisji dyscyplinarnej i etyki Polskiego Związku Narciarskiego, która wczoraj obradowała w Krakowie. Przełomu w sprawie nadal więc nie ma, ale coraz mniej osób wierzy w szczerość i prawdomówność narciarki. Dla prezesa PKOl Piotra Nurowskiego jasne jest, że Marek mataczy. - Poszła w zaparte, to żenujące - mówi.
O ile zeznania Marek przed komisją były niespójne, o tyle Trypolski mówił po prostu niewiele. Podtrzymał deklarację, że nie podawał Polce EPO, a zastrzyki, jakie jej robił, zawierały dozwolone środki. - Przyznał też, że wydaje mu się, iż był jedynym, który podawał zastrzyki Marek podczas igrzysk - zdradza przewodniczący komisji Zbigniew Waśkiewicz.
Co wstrzykiwał Trypolski Marek? - To prywatna sprawa między lekarzem a zawodniczką - zasłania się obowiązującą go tajemnicą lekarską fizjoterapeuta. Pytany o to, czy narciarka mogła sama zaaplikować sobie erytropoetynę, nie ma żadnych wątpliwości. - Oczywiście. Zrobić sobie zastrzyk to żaden problem - mówi.
Co ciekawe, podobnie uważają koledzy i koleżanki Kornelii Marek z reprezentacji. Wezwani przed komisję zaraz po Trypolskim murem stanęli za fizjoterapeutą. - Wypowiadali się o nim ciepło. Z tego, co mówili, jest to pozytywna osoba, dobry człowiek i dobry lekarz - przyznaje Waśkiewicz. Wszyscy sportowcy zarzekają się, że Trypolski zawsze informował ich o tym, jaki preparat zamierza im podać. Opowiadał o tym, jak dany środek działa. Ukrainiec słabo mówi po polsku, dlatego przynosił zawodnikom ulotki, dzięki którym doskonale wiedzieli, co biorą. - Chciałabym poznać prawdę. Dla mnie Witalij to profesjonalista, choć nie mieliśmy zbyt wiele kontaktu - mówi Sylwia Jaśkowiec. Komisja przesłuchała też innych zawodników reprezentacji prowadzonej przez Wiesława Cempę: Paulinę Maciuszek, Macieja Kreczmera i Janusza Krężeloka, oraz serwismena Andrzeja Michałka. - Przyznają, że nie do końca wierzą w to, by Kornelia Marek wzięła EPO nieświadomie. Przychylają się do teorii, że sama mogła zaaplikować sobie doping - mówi Waśkiewicz i dodaje, że nie można wykluczyć, iż zawodnicy kryją lekarza.
W środę komisja przekaże swoje wnioski PZN, a ten zdecyduje o losach Kornelii Marek. Trypolskiemu podziękowano za współpracę zaraz na początku afery. - Przez MKOl ukarana zostanie zapewne tylko zawodniczka. Takie są przepisy - mówi Waśkiewicz. Marek liczy na dwuletnią dyskwalifikację, ale według prezesa Nurowskiego kara może być wyższa, bo narciarka nie przedstawiła żadnych okoliczności łagodzących. - Ktoś tu kłamie, ale nie jesteśmy w stanie wskazać kto. Nie potrafimy udowodnić nikomu winy i jest to przykre - podsumowuje zawiedziony Waśkiewicz.
Małgorzata Chłopaś
malgorzata.chlopas@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu