Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Srebro już ma, teraz czas wspiąć się na najwyższy stopień podium

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Najpierw jest 7,5 km biegu techniką klasyczną, potem szybka zmiana nart i kolejne 7,5 km łyżwową. W sumie 15 km biegu. W tej konkurencji Justyna Kowalczyk od dwóch lat jest niepokonana.

- Wiem, że też kiedyś stanę na najwyższym stopniu olimpijskiego podium - mówiła zaraz po zdobyciu srebrnego medalu Polka, a w tym momencie z pewnością myślała o dzisiejszej rywalizacji.

Tego, że z biegiem łączonym team Kowalczyk wiąże największe nadzieje, nie ukrywał także Rafał Węgrzyn, drugi trener naszej zawodniczki. - Na ten bieg nastawiamy się najbardziej. Mając srebro w kieszeni, teraz marzymy o czymś więcej.

Bo tym razem nie ma żadnych wątpliwości. O ile 10 km to dla niej dystans zbyt krótki, styl łyżwowy to nie to, co lubi najbardziej, natomiast sprint to loteria, to w biegu łączonym na 15 km Justyna nie ma sobie równych. Jest aktualną mistrzynią świata, wygrywała zawody Pucharu Świata w Rybińsku (jedyne w tym sezonie w tej konkurencji) i ubiegłoroczne na trasach w Whistler. Na podium mieściła się nawet wówczas, gdy dystans był krótszy o 5 km - tak było w Falun (2009) i Bormio (2008).

Medal dla Polki wydaje się więc być pewny, pytanie tylko, jakiego będzie on koloru. W Vancouver niezwykle mocne są dwie świeżo upieczone mistrzynie olimpijskie - Szwedka Charlotte Kalla i Norweżka Marit Bjoergen, choć rok temu w Libercu obydwie wyraźnie przegrały z Justyną. Jeszcze groźniejsze mogą być inne Norweżki - Kristin Steira i Therese Johaug, Włoszki Marianna Longa i Arianna Follis, Rosjanka Walentina Szewczenko oraz Finka Aino-Kaisa Saarinen.

Wszystko wskazuje na to, że dziś na starcie zabraknie za to wiceliderki Pucharu Świata Petry Majdić, która podczas rozgrzewki przed środowymi sprintami wpadła do niezabezpieczonego przez organizatorów rowu i boleśnie się potłukła. Podczas dekoracji medalistek sprintu Słowenka wchodziła na podium przy pomocy dwóch mężczyzn, ale mimo to była zadowolona. Nic dziwnego, bowiem dla tej doświadczonej, 31-letniej zawodniczki był to pierwszy medal olimpijski. Kolejnego może już nie zdobyć, bowiem do igrzysk w Soczi Słowenka raczej już nie dotrwa jako czynna sportsmenka, a na dystansach o laury może być jej bardzo trudno, zwłaszcza że nie będzie w pełnej dyspozycji. Teraz prawdopodobnie postanowi oszczędzić siły na ostatnią indywidualną konkurencję w Vancouver - 30 km stylem klasycznym.

W ekipie Kowalczyk natomiast pełna mobilizacja, choć Justyna i ludzie z jej teamu jeszcze nie zdążyli nacieszyć się srebrnym medalem w sprincie. Program igrzysk jest jednak nieubłagany - co dwa dni walka o medale.

Bieg łączony to także pole do popisu dla wszystkich serwismenów. Estończycy Peep Koidu i Are Mets zajmą się nartami klasycznymi, Rafał Węgrzyn i Mateusz Nuciak tymi do łyżwy. - Ta konkurencja wymaga od nas współpracy - mówi Węgrzyn.

@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.000.015a.001.jpg@RY2@

Fot. Grzegorz Momot-PAP

Justyna Kowalczyk wierzy, że jeszcze zazna takiej radości

Robert Piątek

robert.piatek@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.