Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Taki zawodnik jak Sikora rodzi się raz na dwie dekady

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

To będą ostatnie igrzyska olimpijskie Tomasza Sikory. Roman Bondaruk już zapowiedział, że po tym sezonie kończy współpracę z Polskim Związkiem Biathlonu. - Jeśli nie będzie Tomka, to nie mam tu czego szukać - mówi trener.

Anterselva to ulubione miejsce Sikory, w końcu to tutaj w 1995 r. sięgnął po swój pierwszy tytuł mistrza świata, tutaj też najchętniej wraca na treningi. Tę włoską miejscowość położoną w dolinie w południowym Tyrolu upodobał sobie także Ole Einar Bjoerndalen. Norweg, rekordzista pod względem liczby wygranych zawodów w Pucharze Świata, przed kilkoma laty kupił sobie w tej okolicy dom. Tutaj też znalazł też żonę - Nathalie Santer, włoską biathlonistkę.

- W czym tkwi tajemnica Anterselvy? W jej położeniu. To dla nas ostatni trening wysokogórski przed igrzyskami. Teraz dotlenimy organizmy i zwiększymy poziom czerwonych krwinek, a później będziemy mieli jeszcze czas na wyrównanie wskaźników - zdradza Sikora.

Różnicę wysokości odczuwa się już po przyjeździe w to miejsce. Droga na strzelnicę zajmuje około 10 minut piechotą. To ciągła wspinaczka, podczas której trzeba się przygotować na narastający szum w uszach, czasem nawet bolesny, oraz ból głowy. Biathloniści wjeżdżają znacznie wyżej, na płaskowyże górujące nad wioską. - Ja ostatnio zajechałem na austriacką stronę, dosyć wysoko, nad jezioro, które góruje nad Anterselvą - opowiada zawodnik katowickiego AZS.

Justyna Kowalczyk budzik ma nastawiony na godzinę 5 nad ranem, biathloniści przy niej to prawdziwe śpiochy. - Jak jest dzień wolny, to wstajemy około 9, czasem 10. Z reguły jednak śniadanie jest o 8, o 9 mamy trening. Drugi jest po obiedzie - opowiada Bondaruk.

Nadia Biełowa wraz z ekipą kobiet trenują strzelanie. Wpierw w pozycji stojącej, a później w leżącej. A w przerwie, dla rozgrzewki, kilka kółek wokół stadionu. - Nie daj Boże, gdy później ktoś nam chce zrobić zdjęcie. A my całe albo oplute, albo z gilami do pasa - śmieje się Krystyna Pałka, piąta zawodniczka igrzysk w Turynie.

Sikora wykonuje indywidualny plan przygotowań, młodsi koledzy i tak nie byliby w stanie dotrzymać mu kroku. - Przypuszczałem, że z powodu choroby początek sezonu może nie być najlepszy. Biegałem słabiej, bo pojawiły się błędy w technice. W trakcie sezonu nie ma czasu na trenowanie i wprowadzanie poprawek - mówi Sikora.

Życie biathlonisty na zgrupowaniu ogranicza się do jedzenia, spania, trenowania i zabiegów regeneracyjnych. Większość sobie nie pobłaża, obfite śniadanie, dwudaniowy obiad, często z deserem, podobnie kolacja. - Biathlon to sport wytrzymałościowy, jak przejedziesz kilka, kilkanaście kilometrów na nartach na mrozie, to od razu chce ci się jeść - mówi Paulina Bobak. - Ja ze względu na wiek staram się uważać na kalorie. Rezygnuję choćby z deseru. Przed Vancouver zamierzam zrzucić jeszcze 2 kg, by osiągnąć optymalną dla siebie wagę - zdradza Sikora.

W rozmowach język rosyjski miesza się z polskim, a wszystko przez Żenię Durkina, rosyjskiego smarowacza. - Jak do nas przyjechał, to powiedział, że to nie on ma się dostosować do reszty, ale reszta ma się dostosować do niego. Więc zrezygnowaliśmy z tłumaczenia i przeszliśmy na rosyjski - tłumaczy Sikora.

W ośrodku biathlonistów obowiązuje jedna zasada: cisza! Nic więc dziwnego, że wieczorami, po zakończeniu rytuału związanego z masażami, pracą przy przygotowaniu nart oraz suszeniem przemoczonych ubrań, życie przenosi się do pokojów. Sikora najchętniej przesiaduje z Wiesławem Ziemianinem i Durkinem. Z tym pierwszym przez wiele lat występował w jednej kadrze. - Czy tęsknię za dawną ekipą? Pewnie. Teraz to jest już zupełnie nowe towarzystwo, zupełnie inna mentalność i podejście do życia. Bardzo się różnimy - mówi smutno Sikora.

Także Bondaruk, który pracę z polską ekipą rozpoczynał przed ośmioma laty, dostrzega zmiany. - Tomkowi powiesz, co ma robić, on to zaraz chwyta. Nie trzeba go pilnować, poprawiać. A pozostałym trzeba pokazywać, jak biegać, jak strzelać. Tego powinni się nauczyć w klubach, a ja jako trener kadry powinienem pracować z najlepszymi. Problem w tym, że w Polsce, jeśli chciałbym wymienić jednego z zawodników, to nie mam na kogo. W mistrzostwach kraju w kategorii seniorów startuje ośmiu biathlonistów, a sześciu jest w kadrze. To niewielki wybór - mówi Bondaruk.

Wydawało się, że Sikora będzie miał godnego następcę. Łukasz Szczurek w 2007 r. zdobył mistrzostwo świata juniorów młodszych. Od tego czasu nie zrobił jednak zadowalających postępów. - Wszyscy mnie pytają, dlaczego Łukasz, który jako junior wygrywał z Dominikiem Landertingerem (mistrz świata z Pyeongchang z 2009 r. - red.), po przeniesieniu się do seniorów nie jest w stanie powtórzyć tych wyników? On nie ma takiej budowy, zdrowia i umiejętności technicznych jak Tomek. Może za jakieś dwa lata zacznie się liczyć w stawce seniorów. Wszyscy chcieliby, żeby w polskim biathlonie pojawił się kolejny Sikora, ale taki Sikora to rodzi się jeden na 20 lat - mówi smutno ukraiński szkoleniowiec.

@RY1@i02/2010/019/i02.2010.019.000.019a.001.jpg@RY2@

Tomasz Sikora z reguły trenuje sam. Młodsi koledzy są za słabi, by dotrzymać mu kroku

Fot. Dominik Gajda/Newspix.pl

Marta Pytkowska

korespondencja z Anterselvy

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.